>>
Bierzesz psa? Przygotuj się dobrze. Jak - czytaj na Cafe Animal Przepisy umożliwiającej to ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie weszły w życie 12 marca.
Do nawiązania współpracy wystarczy dwóch mieszkańców gminy, którzy powinni napisać stosowny wniosek do burmistrza lub prezydenta miasta. Teren, na którym chcą działać, musi należeć do gminy. Może to być np. park, boisko, świetlica, parking, ale już nie prywatne osiedle mieszkaniowe. Wyobraźmy sobie, że zamierzają zorganizować kolonie letnie dla dzieci albo zajęcia pozalekcyjne. Mieszkańcy mogą udostępnić pomieszczenie, a gmina może opłacić nauczyciela. Jeżeli chcieliby np. uporządkować park, gmina może wypożyczyć im potrzebne do tego narzędzia.
Nie wystarczy jednak napisać, co się zepsuło i ile kosztuje naprawa. We wniosku do gminy trzeba zadeklarować swój udział w przedsięwzięciu. Mieszkańcy mogą zaoferować pracę społeczną, świadczenia rzeczowe albo finansowe. Mogą np. kupić kostkę brukową i ofiarować ją gminie, można też wpłacić pieniądze na konto gminy, która tę kostkę kupi, albo wysprzątać teren pod parking. Nie możemy jednak zapłacić firmie, która zbuduje parking, i oczekiwać, że gmina zwróci nam za to pieniądze.
Na każde działanie gmina musi najpierw wyrazić zgodę i razem z mieszkańcami ustalić, co kto może zapewnić. Przed złożeniem wniosku mieszkańcy w obecności urzędnika lub notariusza powinni ustanowić pełnomocnika, który będzie ich reprezentował. Pod pełnomocnictwem powinni podpisać się wszyscy mieszkańcy uczestniczący w inicjatywie. Pośredniczyć między nimi a gminą może też organizacja pozarządowa.
We wniosku oprócz pełnomocnictwa muszą znaleźć się wszystkie podstawowe dane, czyli poszczególne postulaty, cel inwestycji oraz podstawa prawna, na którą się powołujemy (w tym przypadku jest to art. 19b ustawy o działalności pożytku publicznego). Kodeks postępowania administracyjnego daje gminie 30 dni na rozpatrzenie wniosku.
Jest to nowy przepis, więc niewiele osób o nim wie, a gminy nie mają jeszcze odpowiednich uchwał umożliwiających jego realizację. Jednak to, jak szybko nowe przepisy będą powstawały w gminie, zależy też od mieszkańców. Jeżeli będą pisali wnioski, przyspieszą prace nad powstawaniem koniecznych uchwał.
Trzeba robić coś razem z Marcinem Dadelem, dyrektorem Sieci Wspierania Organizacji Pozarządowych SPLOT i członkiem Rady Działalności Pożytku Publicznego, rozmawia Katarzyna Zacharska Skąd wziął się pomysł na taką formę współpracy gminy z mieszkańcami? - Zgłosił go nieżyjący już marszałek Maciej Płażyński. W Legnicy była uchwała umożliwiająca działanie inicjatywy lokalnej i na tej uchwale się wzorowano, pisząc ustawę.
Czy gmina może odrzucić wniosek, tłumacząc, że nie ma pieniędzy? - Tak, może. Wartość inicjatywy ograniczona jest budżetem gminy i środkami, które chcą na nią przeznaczyć mieszkańcy.
Co w sytuacji, gdy dostaniemy odmowę? - Wtedy można się odwołać od tej decyzji do samorządowego kolegium odwoławczego.
Jak wycenić wartość pracy społecznej mieszkańców? - Praca społeczna ma taką wartość jak usługi kupione na wolnym rynku, czyli tyle, ile trzeba, by zapłacić np. firmie budowlanej za wykonanie pracy.
Czy myśli pan, że odzew ze strony społeczeństwa będzie duży? Wydaje się, że ten pomysł ma ogromny potencjał. - Żeby inicjatywa lokalna zadziałała, potrzebna jest zmiana w myśleniu o własności publicznej - nie jak o niczyim, ale jak o naszym wspólnym. Gmina to nie urząd ani nie instytucja, która musi coś dać, tylko wspólnota mieszkańców. Inicjatywa ma szansę na powodzenie tylko wtedy, jeżeli ludzie będą chcieli robić coś razem, nie tylko dla siebie.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl