>>
Kot jest jak kapryśne dziecko To niespodziewany zwrot na kolei, która rok temu ustawiła się frontem do pasażera. Cud konkurencji dwóch kolejowych firm: samorządowych Przewozów Regionalnych i państwowego PKP InterCity sprawił, że powstały tanie pociągi, dzięki którym do Krakowa można było pojechać za 35 zł zamiast 100 zł. Firmy ścigały się na promocje i rabaty. Wagony zaczęły wyglądać przyzwoicie.
Ale cud nie trwał długo, bo państwowego molocha z PKP uwierał młody konkurent. Tydzień temu z powodów długów właściciel torów (kolejna spółka PKP) zabronił wyjazdu niemal 50 tanim pociągom InterRegio należącym do samorządowych Przewozów. Uderzyło to w pasażerów, ale rząd nie pospieszył im na ratunek, bo uznał, że to problem firm. A końca sporu nie widać. - Możliwa jest korekta listy zawieszonych pociągów od czerwca - tłumaczy zdawkowo Krzysztof Łańcucki, rzecznik PKP Polskich Linii Kolejowych, zarządzającymi torami. Ponownego cudu jednak nie będzie. Bo jak ustaliliśmy, obie konkurujące dotąd firmy dogadują się w sprawie rozkładu jazdy i ujednolicenia zasad sprzedaży biletów. Bowiem również państwowe PKP IC z powodu długów musi wyciąć część pociągów. Niestety, najprawdopodobniej będą to połączenia Tanich Linii Kolejowych, które miały w ofercie tanie bilety. Skasowanych może zostać kilkadziesiąt połączeń. Nie wiadomo, jaki będzie wynik rozmów, ale czarne chmury zbierają się też nad InterRegio, bo to ich wprowadzenie wywołało wojnę cenową na kolei i nie podobało się PKP. A dziś prężny jak dotąd przewoźnik samorządowy jest przyparty do muru długami i musi iść na duże ustępstwa. Tym bardziej że już próbowano odwołać prezesa, a marszałkowie kilku województw zapowiadają, że chcą się pozbyć udziałów w spółce na rzecz rozwijania własnej kolei. Czy zatem na kolej wróci monopol PKP, bo firmy podzielą się rynkiem i zostawią tylko dochodowe linie?
- Do pewnego momentu konkurencja cenowa jest ozdrowieńcza, ale potem wyniszcza cały rynek. Nie mamy jednak zamiaru ustalać cen. Już dziś na liniach lokalnych nie konkurujemy ceną biletów z mniejszymi przewoźnikami. Chcemy tylko ujednolicić zasady, tak by pasażer kupował w kasie jeden bilet, bez podziału na przewoźników - zapewnia oficjalnie prezes Przewozów Regionalnych Tomasz Moraczewski. Prezes wręcz przyznaje rację konkurencji, z którą jeszcze nie tak dawno walczył. - Jakiś przełom nastąpi. Nasze relacje się ocieplają. Do końca miesiąca się dogadamy - potwierdza Paweł Ney, rzecznik PKP InterCity.
Ekspert kolejowy Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR nie ma jednak wątpliwości. - Jeśli zlikwidują całe InterRegio i wiele połączeń Tanich Linii Kolejowych [dziś jest ok. 350], bo dochodzą do mnie słuchy, że szykują się kolejne cięcia przy okazji zmiany rozkładu na początku zimy, to grożą nam podwyżki cen biletów - ocenia Furgalski.
A wtedy do dużych miast będziemy znowu jeździć za 100 zł, jak sprzed czasów cudu na kolei.
Ludzie wybiorą tańsze autobusy Do pewnego momentu konkurencja na ceny jest ozdrowieńcza, ale potem wyniszcza cały rynek - mówi w rozmowie z "Metrem" Tomasz Moraczewski, prezes Przewozów Regionalnych Mariusz Jałoszewski: Kiedy wrócą tanie pociągi InterRegio? Tomasz Moraczewski, prezes Przewozów Regionalnych: To dobre pytanie. Ale nie my je zatrzymywaliśmy i nie my je będziemy przywracać.
Celowo was wycięli? Rok temu mieliśmy 1,5 mld długu i jeździliśmy, a teraz mamy w sumie tylko pół miliarda i InterRegio został wstrzymany.
Możecie przecież spłacić długi. Są na to szanse. Już mamy niższe zadłużenie niż miesiąc temu. Zgodnie z umową z Polskimi Liniami Kolejowymi możemy mieć normalną dwumiesięczną zaległość ok. 80 mln zł. Ale jest jeszcze ponad 100 mln z ubiegłego roku. Ministerstwo infrastruktury przygotowało już projekt zmiany ustawy o restrukturyzacji, która przewiduje 150 mln zł na wsparcie przewozów regionalnych.
Skąd te długi? W 2008r. InerCity przejęło od nas połączenia międzywojewódzkie, zostawiając nam jednak pracowników i zaplecze, co pogorszyło warunki naszej działalności i sytuację finansową. To również wynik opóźnień w podpisywaniu umów na przewozy z samorządami, których dotacje dają nam 50 procent przychodów. Często na pieniądze czekaliśmy kilka miesięcy, bo negocjacje są twarde. A pociągi jeżdżą. Poza tym gdy kilka lat temu PKP przekazało Przewozy Regionalne samorządom to nie do końca spółkę oddłużono i te długi się ciągną. Bez wsparcia rządu i samorządów grozi nam ddalsze pogorszenie sytuacji finansowej.
I dlatego weszliście PKP IC w paradę uruchamiając dochodowe i tanie połączenia między dużymi miastami? To zbytnie uproszczenie. Nie jest też tak, że wszystkie połączenia międzywojewódzkie są dochodowe, a ich przejęcie wcale nie pomogło IC.
To skoro wszystko jest deficytowe to po co utrzymywać kolej w Polsce? Pytanie brzmi jaką kolej utrzymywać. To stan infrastruktury kolejowej, która jest katastrofalna decyduje czy pasażer pojedzie pociągiem. On zdecyduje się nawet niższy komfort, byle jechać tanio i szybko. Zanikają połączenia przez pół Polski, bo ludzie nie mają na tak długą podróż czasu. Wybiorą szybsze autobusy. Rozwijać się będą połączenia aglomeracyjne i ruch pomiędzy największymi miastami.
Pan mówi jak rzecznik PKP IC, czyli wasz konkurent, który nawołuje do wspólnej walki z samochodem i wspólnego ustalania połączeń. Czyli wróci monopol. Jesteśmy za porozumieniem pod egidą Ministerstwa Infrastruktury. Jaki jest sens żeby IC jeździło z Warszawy do Łodzi, a my ze Szczecina do Krakowa.
Czyli InterRegio nie wróci, bo po co macie jeździć tam gdzie jeździ IC. Wróci, ale jeszcze nie wiemy w jakiej formie. Wydaje się, że IC powinno celować w klienta, który wybierze komfort i szybkość w zamian za droższy bilet. Jest duża szansa na kooperację między naszymi spółkami.
Ale oni mają Tanie Linie Kolejowe. Więc po co wy? Myślę, że wypracujemy konsensus.
Czyli podział rynku. Raczej nie, przy dobrej ofercie każdy znajdzie klienta.
Wywieszacie białą flagę, bo grupa PKP jest silniejsza i ma wsparcie ministerstwa infrastruktury. Nie widzimy nic złego we współpracy.
Co będzie dalej z wami i 3 tys. połączeń, które obsługujecie. Niektórzy marszałkowie województw chcą się wycofać ze spółki i rozwijają koleje wojewódzkie lub chcą sprzedać swoje udziały. Wszyscy życzą wam bankructwa. Czy wszyscy to nie wiem, bo wielu marszałków twierdzi, że rozwijanie swoich kolei może kosztować zbyt drogo. Nie wszędzie jest tak dobrze jak na bogatym Mazowszu. Sądzę, że przyszłość Przewozów to kilka spółek obejmujących zasięgiem po kilka województw, ale o tym zdecyduje właściciel.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl