Wniosek do Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska o odstrzał bobra europejskiego w związku z zagrożeniem powodziowym skierowali wojewodowie kujawsko-pomorski i pomorski. Argumentowali, że bobry zwiększyły skalę powodzi, bo podziurawiły wały.
- Będę wzywał kolegów do tego, żeby nie strzelali do bobrów - mówi Jan Goździewski ze związku łowieckiego w Suwałkach. - Nie po to myśliwi ratowali ten gatunek, by teraz go wybijać. Trudno pojąć, że Polska, która chwaliła się sukcesami w restytucji bobra europejskiego, zarządza odstrzał, i to w okresie rozrodu - mówi oburzony myśliwy.
Sylwester Domek, łowczy okręgowy z Polskiego Związku Łowieckiego w Bydgoszczy, nie ustrzelił w życiu żadnego bobra. - Bobry to pożyteczny gatunek, zwiększają poziom wód gruntowych. Ułatwiają życie ptakom i innym zwierzętom, które inaczej cierpiałyby z powodu suszy - mówi.
Myśliwi nie palą się do odstrzału, bo trafienie w bobra wcale nie jest łatwe. Łowczy Domek: - Bóbr żeruje głównie w nocy, musi do tego wyjść na ląd. Zastrzelenie go w wodzie jest problematyczne, bo zraniony może zanurkować i wtedy trudno go wydobyć.
Ale są i tacy, którzy odpowiedzieli na apel wojewodów. - To żałosny widok, ci myśliwi czekający na wałach na to, że może uda im się ustrzelić bobra - mówi Jan Goździewski. - Ta decyzja nie była potrzebna, bo powódź wyrządziła ogromne straty w tym gatunku. Małe bobry się w większości potopiły - dodaje. Na te, które jakimś cudem przetrwały powódź, czekają strzelby myśliwych. Zezwolenie na odstrzał nie różnicuje młodych i dorosłych bobrów.
Międzynarodowa organizacja ekologiczna WWF Polska odwołała się od decyzji bydgoskiej RDOŚ uchylającej ochronę bobrów. Generalny dyrektor ochrony środowiska w Warszawie ma 30 dni na odpowiedź, czyli akurat do końca terminu, w którym pozwolono strzelać do bobrów. Zezwolenie nie ma nawet uzasadnienia - napisano tylko, że w całości uwzględnia żądania stron, czyli wojewodów.
Z listów do "Metra"
Urzędnicy wykpią się bobrem?
Przyłączam się do protestów wszystkich, którzy występują przeciw planowanej masakrze bobrów w gminach nadwiślańskich w związku z ostatnią powodzią. Uważam to za czyste barbarzyństwo! Rozumiem tragedię wszystkich, których powódź dotknęła, i przyłączam się z pomocą. Ale to nie bobry są sprawcami tej tragedii, tylko siły przyrody, którym będzie się można skutecznie oprzeć, prowadząc racjonalną politykę melioracji i gospodarki wodnej. Jeżeli działania antypowodziowe mają sprowadzić się do kolejnej tragedii - wybicia bobrów - to nie wróży nam nic dobrego. Spadek populacji bobrów nie uratuje gmin nad Wisłą przed kolejnym zalaniem.
GD
To zgroza, że decyzję o odstrzale bobrów wydali ludzie z instytucji, która powinna chronić wszystkie zwierzęta, a nie je zabijać. Jedni urzędnicy wydają pozwolenia na budowę na terenach zalewowych, a potem inni każą strzelać do zwierząt za to, że żyją.
Lidia Sulej, Warszawa
Polscy decydenci naprawdę porażają odpowiedzialnością. Zamiast się strategicznie przygotować do powodzi, a skoro się nie przygotowali, to zamiast bić się w piersi za ogromne zaniedbania - oni wolą zabić bobry. I to gdy sytuacja powodziowa powoli się normuje. Są różnego rodzaju stowarzyszenia, które mogłyby odławiać bobry na terenach zagrożonych i przenosić je gdzie indziej - nie trzeba od razu strzelać.
Katarzyna Bielińska
No przecież powodzi nie są winni ani urzędnicy, ani samorządowcy. A że winny być musi, to niech będzie bóbr. Rozliczenie ludzi odpowiedzialnych za stan wałów, zaplanowanie innych rozwiązań antypowodziowych, znalezienie na nie pieniędzy jest dla naszych władz za trudne. A przecież można jednocześnie chronić przyrodę i ludzi.
JB
Źródło: Dziennik Metro