Z Adrianem Furgalskim, ekspertem transportowym z Zespołu Doradców TOR, rozmawia Mariusz Jałoszewski
Na sieć nowych dróg trzeba zaczekać kilka-kilkanaście lat, kolej w Polsce raczej się zwija. Jak ludzie mają dojeżdżać do pracy w zakorkowanych miastach bez obwodnic? Jak mają je omijać w drodze na urlop?
- Kolej likwiduje połączenia zwłaszcza w małych miastach, bo ubywa pasażerów - ludzie kupują auta. Ale jak pasażerów jest co raz mniej, to powinno się uatrakcyjniać ofertę, a nie ją likwidować. Bo ci co nie mają samochodu, pozbawieni wyboru, będą go musieli kupić. I już do pociągu mogą nie wrócić.
Tylko po co samochód, jak stoi się w nim w korku. Np. w stolicy nie wiadomo kiedy będą obwodnice i nowe wylotówki. Na wąskich, zatłoczonych i dziurawych drogach męczymy się już 20 lat i zanosi się, że obecni 40-latkowie odczują jakąś poprawę dopiero w okolicach emerytury.
- Ale ludziom stanie w korkach się podoba, bo siedzą w swoich czystych i ciepłych samochodach, zamiast stać w zatłoczonych pociągach lub autobusach. Choć trzeba przyznać, że w ostatnich latach komunikacja publiczna się poprawiła.
Jak rząd wykorzystał ostatni rok pod względem inwestycji w infrastrukturę?
- Jest lepiej niż 2-3 lata temu. Podpisano umowy na 1200 kilometrów dróg i dużo się już buduje. Ale żegnamy się z marzeniem, że wszystko uda się wybudować na Euro 2012. Może opóźnienia spowodował kryzys, ale też obietnice były składane na wyrost, bo większość projektów nie była w ogóle przygotowana. Środkowy fragment autostrady A1 będzie później, już zaczynają się problemy z A2 z Łodzi do Warszawy. Jedna z firm chce większej zapłaty za budowę tłumacząc, że podała za niską stawkę. I rząd jest pod ścianą, bo jak nie zapłaci, to spóźni autostradę.
Ale z autostradami rząd sobie jakoś radzi. Za to drogi ekspresowe nie będą gotowe na Euro 2012 r. tylko - jak teraz obiecuje minister infrastruktury - w 2015 r. A ja sądzę, że bardziej realny jest 2017 r.
Brakuje pieniędzy na budowę?
- Ministerstwo infrastruktury mówi, że nie ma problemu z pieniędzmi, ale też na nich nie śpi. Rząd musi brać kredyty w bankach na inwestycje, a minister finansów pilnuje, jak to wpłynie na dług publiczny.
Niektóre projekty były na wyrost, bo poza decyzją, że trzeba budować, nic nie było przygotowane. Niektóre drogi dopiero mają ustalone trasy przebiegu! A jeszcze trzeba zebrać dokumentację, ogłosić przetarg, wykupić działki. Np. dopiero rok temu wybrano niekolizyjny dla przyrody przebieg Via Baltica na Litwę z Warszawy przez Ostrów Mazowiecką, Łomżę, Ełk, Suwałki. Nic prawie się nie dzieje w sprawie S-19 z Litwy przez Białystok, Lublin na Słowację. Obawiam się, że te trasy mogą przejść do nowego budżetu Unii Europejskiej po 2014 r. Tylko że nie wiadomo ile dostaniemy z niego pieniędzy, czy na wszystko starczy.
Czy jest ryzyko, że stracimy dotacje europejskie na drogi i kolej z obecnego budżetu Unii, bo inwestycje się opóźniają?
- Na drogi raczej nie, ale nie wiadomo co będzie z koleją. Popędza nas Komisja Europejska. Kolej spóźnia się z inwestycjami, bo nie wie na jakich inwestycjach się skupić. Poza tym są one niedoszacowane. Jeśli uda się skończyć na Euro remonty kilku dworców, to będzie dobrze. Dla kolei ostatni rok jest zmarnowany.
Źródło: Dziennik Metro