Druga fala powodziowa rozlewa się po Polsce, a wybory już w przyszłą niedzielę. Część lokali wyborczych została zniszczona. Państwowa Komisja Wyborcza przyznaje, że nie wszędzie uda się je wyremontować na czas. W tych gminach ustawi specjalne namioty do głosowania. A wyborców do urn dowozić będą łodzie i amfibie. - Wożenie urny od domu do domu nie jest możliwe - zastrzega Kazimierz Czaplicki z PKW. Na których dokładnie terenach będzie takie awaryjne głosowanie, PKW ma podać w piątek.
O wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej i odwołaniu wyborów rząd nie chce słyszeć. - To ograniczyłoby prawa obywatelskie - przekonuje rządowy strateg Michał Boni. Potwierdza to konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek z Uniwersytetu Warszawskiego. - Władze mogłyby wtedy zmuszać ludzi do ewakuacji, wprowadzić obowiązek pracy czy zakazać przemieszczania się obywateli - wylicza. Jego zdaniem argumentem za wyborami jest zakończenie niepewności politycznej, która nie sprzyja Polsce w czasach kryzysu finansowego. Nie wyklucza jednak, że ktoś może zaskarżyć wynik głosowania do Sądu Najwyższego, który oceni, czy powódź miała wpływ na wynik lub frekwencję.
We wtorek rząd uchwalił kolejną ustawę powodziową, która ma pomóc w odbudowie kraju. Przewiduje ona m.in.: - preferencyjne 10-letnie kredyty na 2 proc. z BGK na spłatę komercyjnych kredytów zaciągniętych na budowę lub remont domu czy mieszkania, które zostało zalane (do tej pory taki kredyt można było przeznaczyć tylko na remont zalanego lokum lub kupno nowego); - zatrudnianie bezrobotnych i poszkodowanych rolników do sprzątania po powodzi w ramach prac interwencyjnych; - automatyczne usprawiedliwienie nieobecności w pracy dla walczących z powodzią; - zniesienie opłat skarbowych za urzędowe dokumenty potrzebne do załatwienia spraw powodziowych; - załatwianie takich spraw poza kolejnością, najdalej w ciągu miesiąca; - zwolnienie pomocy dla powodzian z podatku od darowizn; - ulgi i preferencyjne pożyczki dla poszkodowanych przez wodę firm m.in. na pensje dla pracowników; - ułatwienia proceduralne w odbudowie urządzeń wodnych oraz przekazywanie bez przetargu państwowych gruntów na domy dla powodzian.
Rząd chce na to przeznaczyć 700-900 mln zł z tzw. funduszy celowych (np. Funduszu Pracy) oraz z rezerwy budżetowej. Nie widzi na razie potrzeby nowelizacji tegorocznego budżetu, czego domaga się PiS.
Projekt za dwa tygodnie ma przyjąć Sejm. Wsparcie dla powodzian musi jeszcze zaakceptować Unia, bo jest to forma pomocy publicznej.
Wstępny bilans strat ma być znany w piątek. Będą to grube miliardy, bo poszkodowanych jest już ponad 100 tys. osób i firm. Na Dolnym Śląsku wstępne straty w infrastrukturze po pierwszej fali powodziowej oszacowano na ok. 140 mln zł. Na Śląsku na odbudowę ok. 1 tys. kilometrów dróg potrzeba 228 mln zł, na 479 uszkodzonych mostów 97 mln zł. Osuwiska ziemi w Małopolsce zrujnowały lub zagroziły 1064 budynkom. Podkarpacie straty po pierwszej fali szacowało na ok. pół miliarda złotych.
Źródło: Dziennik Metro