Uniwersytecka debata przebiegała w luźnej atmosferze, a kandydaci z rzadka dawali sobie kuksańce. Nie mogli polemizować między sobą, więc spotkanie sprowadziło się do monologów.
Wszyscy zgodnie powtarzali więc, że chcą, by prezydent łączył, a nie dzielił. Chcą wzmacniania pozycji Polski w Unii Europejskiej, są raczej za bezpłatnymi studiami i poprawieniem jakości nauczania oraz większym zaangażowaniem państwa w tworzenie miejsc pracy, by absolwenci nie musieli wyjeżdżać za granicę. Są też raczej za silną i nowoczesną armią, ale niekoniecznie uczestniczącą w konfliktach zbrojnych na świecie.
Marszałek Bronisław Komorowski przyznał nawet, że czasami trzeba pomocy zbrojnej odmówić nawet USA.
Co więc różni poszczególnych kandydatów? Poparcie w sondażach. Im mniejsze, tym poglądy ostrzejsze. Związkowiec Bogusław Ziętek ostro upominał się o najuboższych, żądał podwyższenia minimum socjalnego i poprawienia warunków pracy. Podobnie Andrzej Lepper. Z kolei Kornel Morawiecki mówi np. o potrzebie obalenia porządku ustalonego przy Okrągłym Stole.
Wyróżniał się także Janusz Korwin-Mikke, który chce, by złe uczelnie bankrutowały, o homoseksualistach mówi "homosie" i podkreśla, że nikt im nie zabrania razem żyć, podobnie jak rolnikowi z kozą. Nie widzi potrzeby wprowadzania edukacji seksualnej w szkołach, bo on i bez tego spłodził gromadkę dzieci.
Dominowały jednak stonowane i niestety ogólne sądy doświadczonych polityków: Marka Jurka, Bronisława Komorowskiego, Waldemara Pawlak, Andrzeja Olechowskiego czy Andrzej Lepper. Podczas debaty żaden z nich nie dał się wyprowadzić z równowagi. Żaden też nie atakował politycznych konkurentów.
Bo w tym cały jest ambaras... Kolejne podejście do debaty chce zrobić w niedzielę publiczna TVP, nad którą kontrolę ma nieformalna koalicja PiS i SLD. TVP zaprosiła na debatę Komorowskiego, Kaczyńskiego, Napieralskiego i Pawlaka, czyli kandydatów tych ugrupowań, które mają reprezentację w parlamencie. Tym razem to Komorowski nie chce jednak wziąć udziału w spotkaniu. Bo zamierza debatować tylko z najważniejszym rywalem, czyli Kaczyńskim, lub ze wszystkimi kandydatami. - Nie wolno wyróżniać według klucza partyjnego nikogo z kandydatów - tłumaczy kandydat PO. Ostatnie podejście do dyskusji o Polsce proponuje 15 czerwca TVN. To miałoby być starcie Komorowski - Kaczyński. Losy tej debaty są niepewne - tym razem PiS domaga się rozszerzenia grona dyskutantów. TVN tego nie wyklucza i czeka na decyzję partii. Jarosław Kaczyński podchodzi jednak sceptycznie do występu w TVN: - W formule debaty przedwyborczej, którą chce zorganizować telewizja publiczna, jest pewna demokratyczna logika. Natomiast nie jestem pewien, czy taka logika byłaby widoczna w propozycji debaty w TVN.
...żeby dwoje chciało naraz Może jednak wszystkich pogodzi Monika Olejnik w Radiu ZET, która miałaby - jeśli będzie taka zgoda komitetów wyborczych - poprowadzić debatę Kaczyński -Komorowski 18 czerwca. Na razie sztaby PO i PiS ciągle ze sobą o tym rozmawiają. - Jutro spotykają się szefowie sztabów i powinno już być coś wiadomo. Najlepsza byłaby debata na neutralnym gruncie, dostępna dla wszystkich stacji telewizyjnych -mówi "Metru" rzeczniczka sztabu PO Małgorzata Kidawa-Błońska. Mariusz Jałoszewski