Weekendowe spotkanie odbyło się z inicjatywy profesora Mariusza Dąbrowskiego, fizyka specjalizującego się w cząstkach elementarnych, pełnomocnika wojewody zachodniopomorskiego ds. energetyki jądrowej. - To forma konsultacji społecznych, chcemy, żeby ludzie nie utracili z braku wiedzy ogromnej szansy, jaka przed nimi staje - podkreśla prof. Dąbrowski.
W województwie zachodniopomorskim niemal pewną lokalizacją elektrowni atomowej jest urokliwy Kopań, w którym niemal nad samym morzem mieszka 135 osób. O tym miejscu mówiono jeszcze w PRL, kiedy niedaleko (choć za granicą województwa) powstawał Żarnowiec. Po wybuchu w Czarnobylu (w 1986 r.) i zmianach ustrojowych w Polsce budowę w Żarnowcu przerwano, zapomniano też o Kopaniu. Temat powrócił, kiedy w sierpniu 2009 r. rząd przyjął harmonogram budowy energetyki jądrowej. Zgodnie z nim do końca tego roku ma zostać podjęta ostateczna decyzja w sprawie powstania elektrowni atomowej w Polsce, do 2013 r. ma zostać wybrana lokalizacja. W 2016 r. zacznie się budowa. Kopań znalazł się na trzecim miejscu w rankingu potencjalnych lokalizacji. Pierwszy na liście jest Żarnowiec. W skład zespołu, który w weekend objeżdżał darłowską gminę, weszli specjaliści fizyki jądrowej z uniwersytetów w Szczecinie i Warszawie. W piątek podczas spotkań w gimnazjach i Zespole Szkół Morskich w Darłowie opowiadali o reaktorach oraz bezpieczeństwie energetyki jądrowej. W sobotę spotykali się z mieszkańcami okolicy, w której mogłaby powstać elektrownia.
Będzie praca, ale przecież nie dla miejscowych Pierwsze spotkanie rozpoczęło się w sobotę o 10 w świetlicy w Drozdowie. Było naprawdę burzliwe, przyszło ponad 30 osób - mieszkańców i właścicieli pobliskich ośrodków wczasowych oraz pensjonatów, m.in. z Dąbek i Wici. Na początku profesorowie pokazywali zdjęcia ludzi opalających się w pobliżu elektrowni we Francji, prezentowano też, jak mogłaby wyglądać elektrownia w Kopaniu. Ludzie zobaczyli dominujący nad okolicą gmach, podziemny korytarz wpuszczony w morze. Woda jest niezbędna do chłodzenia reaktora.
- To awans społeczny i skok cywilizacyjny - przekonywał profesor Dąbrowski, elektrownia da około tysiąca miejsc pracy, a kolejne 20 tys. ludzi mogłoby utrzymywać się dzięki usługom, transportowi, logistyce, które będą musiały się rozwinąć. - Stąd nikogo nie zatrudnią, przecież tu są ludzie po podstawówce - ocenił trzeźwo jeden z mieszkańców. - Nam nie musicie tłumaczyć, co to elektrownia, nie jesteśmy debilami. Wytłumaczcie turystom, żeby do nas potem przyjeżdżali - dodał jego sąsiad. - Zainwestowaliśmy tu ogromne pieniądze - mówił jeden z właścicieli pensjonatów. - Kto nam zagwarantuje, że ich nie stracimy? Ludzie mają kredyty na ogromne kwoty. Mamy poważne obawy, że Kopań ocenia się na podstawie ekspertyz z lat 80., a tu się bardzo dużo zmieniło, powstały ośrodki i sanatoria. Żądamy natychmiastowego wykonania przez niezależne instytucje precyzyjnego studium wpływu ulokowania tej inwestycji na turystykę i rolnictwo naszej gminy - mówił prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Uzdrowiska Dąbki Jan Górski. - Coście się uparli na ten Kopań, nie można na Śląsku? - krzyknął inny z zebranych. Profesorom trudno było przebić się przez grad zarzutów, że reprezentują inwestora i tylko wychwalają budowę elektrowni, jakby ta nie miała wad.
Ludzie żądali zorganizowania spotkania z przeciwnikami atomu.
- Jeśli nie chcecie tu elektrowni, to żaden inwestor nie zaryzykuje budowy, wybór należy do was - mówił prof. Konrad Czerski, kierownik Zakładu Fizyki Jądrowej Uniwersytetu Szczecińskiego. Podkreślał, jak ekologiczny jest atom. Na to usłyszał od Mariusza Urbanowicza, właściciela sanatorium w Dąbkach: - Muszą wymrzeć trzy pokolenia, żeby ludzie zapomnieli o Czarnobylu.
Co to znaczy strefa bezpieczna Kolejne spotkanie odbyło się w niedalekiej wsi Palczewice. Przyszło kilkanaście kobiet i jeden mężczyzna. On zadawał pytania: - Jaka będzie strefa bezpieczeństwa wokół elektrowni? - 800 metrów - powiedział profesor Dąbrowski. - Czyli tuż przed moim płotem będzie się kończyć? - dopytywał się mężczyzna.
- Tak, ale to już będzie strefa bezpieczna - podkreślał inż. Andrzej Jędrzejczak, praktyk, ekspert energetyki jądrowej, który budował elektrownię w Finlandii. - Jeśli za płotem, to ja dziękuję - zakończył dyskusję mężczyzna.
Zebrane w świetlicy panie były równie sceptyczne i przyznały, że gdyby odbyło się referendum w sprawie budowy elektrowni w ich okolicy, powiedziałyby nie. - Ani na tym zyskam, ani stracę, ziemi nie mam, mieszkania u mnie też nikt nie wynajmie, bo nie ten standard - powiedziała po spotkaniu jedna z nich. - Z tej górki, o tam, gdzie ma być elektrownia, jest najpiękniejszy zachód słońca, a i to nam chcą teraz zabrać - dodała.
Na ostatnim spotkaniu w Dąbkach - w miejscowości, w której są same pensjonaty, hotele i sanatoria - mogło być najbardziej burzliwie. Ale nie było, bo nikt nie przyszedł. Pojawili się tylko obecni na poprzednich spotkaniach dwaj właściciele ośrodków. Tłumaczyli, że bojkot to forma protestu i w Dąbkach kilka dni temu odbyło się już spotkanie z wójtem oraz starostą, którzy wychwalali budowę elektrowni. Omal nie doszło do rękoczynów.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl