Niewierzący uczniowie, którzy nie chcą chodzić na religię, nie mają wyboru, ponieważ mało szkół organizuje lekcje etyki, będące alternatywą dla religii - uznał we wtorek Europejski Trybunał Praw Człowieka. Jak wynika z danych MEN, zajęcia z etyki prowadzi się zaledwie w 2,4 proc. szkół (uczy się jej 250 tys. uczniów). W pozostałych, w których uczniowie chcieliby wybrać etykę zamiast religii (oba przedmioty są nieobowiązkowe), problemem jest m.in. brak nauczycieli. Etyków jest za mało, a jeśli już są, to zatrudnia się ich na część etatu i zarabiają grosze.
Zdaniem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka wyjściem z sytuacji mogłoby być nauczanie etyki na odległość, np. przez wideokonferencje albo e-learning [nauka przez internet]. W praktyce oznacza to, że nauczyciel łączy się nawet z rozproszonymi po całym kraju uczniami i w tym samym czasie realizuje materiał online. To rozwiązałoby problem braku nauczycieli oraz drastycznie obniżyłoby koszty.
Spytaliśmy wczoraj Ministerstwo Edukacji Narodowej, czy wdrożenie e-learningu z etyki jest możliwe. MEN odsyła do szkół i samorządów. - Prawo zobowiązuje dyrektora szkoły do zorganizowania zajęć z etyki, a jeśli nie zbierze się grupa siedmiu uczniów, to dyrektor powinien zgłosić ten fakt do swojego organu prowadzącego. Wówczas samorząd ma obowiązek zorganizowania grupy międzyszkolnej. I to samorząd powinien decydować o tym, w jakiej formie te zajęcia zorganizuje - odpowiada Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN. Zastrzega, że według danych resortu to nie brak nauczycieli utrudnia dostęp do etyki, ale to, że szkoły nie realizują swoich obowiązków w tym zakresie.
Zdaniem specjalistów od e-learningu zorganizowanie nauki online byłoby bardzo proste. - Ale pod warunkiem, że powstałby jeden program i wspólna platforma edukacyjna - uważa Marcin Dąbrowski ze Stowarzyszenia E-learningu Akademickiego. - W zależności od zaawansowania technologicznego godzina nauczania może mieć różną cenę. Ale dziś szkoły korzystają już z platform e-learningowych i takie rozwiązanie nie jest dla nich żadną nowością. Dla uczniów, których nie ma kto uczyć, to świetna alternatywa - przekonuje Dąbrowski.