Z Mińska przyjechało 70 osób: 57 uczniów i 12 nauczycieli. Są w Polsce co rok, uczą się tu, zwiedzają, spotykają się z ludźmi świata kultury i polityki. Przyjeżdżają na zaproszenie warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej.
Do 2003 roku to było najlepsze liceum na Białorusi. Ale uczono w nim w zakazanym języku białoruskim, a uczniowie byli w większości dziećmi opozycjonistów, co wystarczyło, żeby szkołę zamknąć. Liceum zostało zlikwidowane - oficjalnie w ramach reformy. Miała je zastąpić inna szkoła, ale teraz mieści się tam sąd.
- To taka ironia losu - za działalność opozycyjną sądzono tam naszych uczniów. W salach, w których kiedyś mieli lekcje - mówi Ławon Barszczełski, jeden z nauczycieli działających w już zdelegalizowanej szkole.
Przez dwa pierwsze lata uczniowie Kołasa tułali się po kraju, uczyli się też w Polsce (w programie mają również zajęcia z języka polskiego). Teraz wynajmują prywatny budynek. Utrzymują się ze składek rodziców i emigracyjnych datków. Po ukończeniu szkoły absolwentom zostają zagraniczne uczelnie, wielu z nich studiuje w Polsce. Liceum Kołasa kształci na znacznie wyższym poziomie niż ten, który panuje w innych białoruskich szkołach. - Dwa lata temu Łukaszenko sześciokrotnie zmniejszył wydatki na edukację i obciął ilość godzin w szkołach - mówi Barszczełski.
Pomoc powodzianom to był pomysł samych uczniów. - Najpierw chcieliśmy zrezygnować z przyjazdu do Polski, żeby nie obciążać finansowo naszych przyjaciół w tak trudnej sytuacji. Jednak w KIK-u powiedzieli, że nie ma mowy, żebyśmy tu nie przyjechali. Zaproponowaliśmy więc naszą pomóc w sprzątaniu po powodzi. No i jedziemy do Wilkowa - opowiada Barszczełski.
Nie jadą w ciemno. Mają adresy, pod które powinni się zgłosić. Ludzie już tam na nich czekają.
Jeśli masz wolne miejsca w aucie i jedziesz pomóc powodzianom, napisz. Twoje ogłoszenie zamieścimy za darmo Napisz do nas:
metro(at)agora.pl