Z Małgorzatą Wyrwicz z Inicjatywy Antynuklearnej rozmawia Michał Stangret
Postawcie się w sytuacji mieszkańców terenów, gdzie ma być elektrownia jądrowa. Wy im chcecie mówić tylko o zagrożeniach, za to rząd tylko o szansach. Wy ich straszycie, oni nęcą. Ci ludzie mają już pewnie mętlik w głowie.
- Też tak sądzę. Podświadomie czują, że coś jest nie tak, boją się, a tymczasem z ust polityków słyszą, że znaleźli się w fantastycznej sytuacji i tylko się cieszyć. Informujemy wyłącznie o zagrożeniach, bo o korzyściach mówi za nas rząd, to oczywiste.
Czy więc nie lepiej stworzyć wspólnie z rządem kampanię informacyjną?
- Byliśmy nieraz na konferencjach ministerialnych czy wojewódzkich i widzieliśmy, jak urzędnicy reagują na nasze argumenty o zagrożeniach związanych z bezpieczeństwem elektrowni. Powtarzają, że to najbezpieczniejsza technologia, a energia jądrowa zaczyna przeżywać właśnie renesans. Mam wrażenie, że od miesięcy oni mówią jedno, a my drugie. Właśnie niemożność nawiązania rzetelnego dialogu spowodowała, że postanowiliśmy zorganizować ten zjazd.
Porozmawiamy z ludźmi z tamtych terenów. A potem w czwartek opowiemy to wojewodzie pomorskiemu, który mam nadzieję przekaże raport z tych rozmów rządowi.
Wojewodzie pomorskiemu chcecie też w czwartek przekazać zdjęcie dzisiejszego Czarnobyla. Po co?
- Choć od katastrofy minęły już 24 lata, to wciąż opustoszałe miasto. Poprosimy wojewodę, by powiesił sobie to zdjęcie nad biurkiem. Nie chcemy go straszyć katastrofą. Rocznie do województwa pomorskiego przyjeżdżają nawet 3 mln Polaków. Naprawdę nie trzeba drugiego Czarnobyla, by wszyscy oni z dnia na dzień uciekli. Wystarczy niewielka awaria w elektrowni - dochodzi do nich często w innych krajach - i cały sektor siada. Co wojewoda powie wtedy tym właścicielom pensjonatów, kempingów, którzy stracą dochody? Czy on zastanawia się, jaki to w końcu będzie miało wpływ na budżet tamtejszych samorządów?
Dlaczego zdecydowaliście się skupić akurat na turystyce?
- Szukamy kolejnych argumentów. Liczymy, że może gdy zaczniemy mówić o pieniądzach, to jednak przyjdzie opamiętanie. Turystyka to bardzo ważna gałąź tamtejszej gospodarki, sporo funduszy zostawiają zagraniczni turyści, których rocznie przyjeżdża tu 800 tys. Oni na pewno przestaną przyjeżdżać na Pomorze. Dlaczego nikt z rządu tego nie podlicza i o tym nie mówi?
Ale może się przyzwyczają. Przecież jadąc na wakacje np. do Francji, nikt się nie zastanawia, czy w pobliżu jest jakaś atomówka.
- Ale wiele osób wybiera te, a nie inne tereny ze względu na walory środowiskowe. Właśnie to - bo przecież nie polskie atrakcje turystyczne - ściąga zagranicznych turystów na nasze Pomorze.
Akurat walory środowiskowe to jest to, czym możemy zawojować europejską turystykę. Tymczasem my się tego pozbywamy na własne życzenie.
Załamałam się, jak usłyszałam z ust jednego z włodarzy z tamtych terenów, że dzięki elektrowni jądrowej turystyka tam się dopiero rozwinie, bo cała Polska będzie tam przyjeżdżać, by zobaczyć tę elektrownię. Niektórzy ludzie pewnie przejazdem, z ciekawości zahaczą o okolice atomówki, będą przyjeżdżać wycieczki szkolne, ale to nie będą pobyty długie, na których najlepiej się zarabia.
Źródło: Dziennik Metro