Ugodę udało się podpisać we wtorek wieczorem, ale informację ujawniono dopiero wczoraj.
- Rozmowy trwały półtora tygodnia. Było kilka spotkań, kilka rozmów telefonicznych - zdradza "Metru" ksiądz Rafał Markowski, rzecznik kurii warszawskiej, który brał udział w rozmowach.
W jednostronicowym dokumencie docenia się symbolikę krzyża, który spontanicznie postawili harcerze. Nie ma tam nawet słowa o tym, że zrobili to samowolnie i wbrew prawu, ale jedynie o tym, że był to poryw serca. Ustalono też, że najlepszym miejscem dla krzyża będzie kościół.
- Wybór kościoła zajął najwięcej czasu. Było kilka propozycji: archikatedra św. Jana na Starym Mieście, kościół św. Krzyża. Wybrano kościół św. Anny przy placu Zamkowym, bo to kościół młodzieży. Tu odbywały się modlitwy za ofiary tragedii. Stąd też co roku rusza akademicka pielgrzymka do Częstochowy. W tym roku będzie już trzydziesta. - mówi Magdalena Suchan ze Związku Harcerstwa Polskiego.
- Krzyż stał się symbolem, dostarcza głębokich przeżyć religijnych, inspiracji. Może ich dostarczać pod pałacem, ale też w pielgrzymce. A pojawienie się go w kaplicy jasnogórskiej nada mu nową wymowę. Tam będzie modlitwa za ofiary tragedii - tłumaczy ks. Markowski. Nie wiadomo, czy krzyż będzie przeniesiony w trakcie pielgrzymki, która rusza 5 sierpnia, czy jeszcze przed nią trafi do kościoła. - Kiedy wrócimy, stanie w Kaplicy Loretańskiej, zwanej też Katyńską. Inicjatorem utworzenia kaplicy był Stefan Melak [szef Komitetu Katyńskiego, zginął w katastrofie w Smoleńsku]. Ta rzeźba przedstawia korzeń ukrywający czaszkę, z tego korzenia wyrośnie krzyż, który nas zjednoczy. To dla nas dar od Boga - cieszy się rektor kościoła św. Anny Jacek Siekierski.
Ale i Kancelaria Prezydenta musiała ustąpić. Bo zobowiązała się do upamiętnienia wszystkich ofiar katastrofy w Smoleńsku. - Ufamy, że arcybiskup Kazimierz Nycz [konsultowano z nim projekt porozumienia] i Kancelaria Prezydenta upamiętnią godnie zarówno ofiary katastrofy smoleńskiej, jak i czas żałoby - wierzy Jarosław Błoniarz ze Związku Harcerstwa Polskiego.
Wczoraj ok. 11 pod Pałacem Prezydenckim żarliwie dyskutowało kilkadziesiąt osób. Pani Joanna mówiła do kamery telewizyjnej: - Jesteśmy tu po to, by bronić intencji milionów ludzi. Oddamy krzyż dopiero wtedy, kiedy powstanie tu pomnik upamiętniający ofiarę naszych rodaków pod Smoleńskiem.
Młody człowiek na rowerze kąśliwie komentował: - Niech powstanie wielki pomnik, niech zasłoni pomnik Józefa Poniatowskiego. Ale ludzie pod krzyżem nie odpuszczają. - Tu przyjeżdżają wycieczki z zagranicy. Niech staną w zadumie nad naszą tragedią. Nawet jeśli są niewierzący, to niech wiedzą, że nas służalcy Kremla chcieli podzielić - przekrzykuje wszystkich starszy pan. - A co z krzyżem? - pyta dziennikarz Metra". - Podobno w nocy harcerze w Kancelarii Prezydenta się dogadali i zgodzili przenieść krzyż. Ale co to za harcerze. Ci z ZHP przyszli, jak były tu kamery, żeby się pokazać. Ci z ZHR tu krzyż zostawili, a wczoraj dali się w kancelarii przekupić. Pewno obiecali im jakieś nowe namioty czy śpiwory - macha ręką 58-letni pan Edward, mechanik z Metra Warszawskiego. Reprezentuje Ruch 10 kwietnia 2010. I zaraz dodaje: - Jesteśmy tu dzień i noc, żeby pilnować krzyża. Nocą PO przysyła tu swoich bambrów, żeby nas wypłoszyć, bo niby ten krzyż dzieli Polaków, że to miejsce publiczne, że są godniejsze miejsca. To co, Pałac Prezydencki jest niegodny?
Inni zaś zapowiadają obronę krzyża i wystawiają warty honorowe. Jak prezes Komitetu Katyńskiego Andrzej Melak [brat Stefana Melaka, poprzedniego prezesa, który zginął w Smoleńsku], który żąda tablicy pamiątkowej lub obelisku w miejscu krzyża.
Ale vis a vis krzyża trwa zbiórka podpisów jego przeciwników. Organizacji Wolność Równość Solidarność zebrała już 6 tys. podpisów za jego usunięciem.
Czy protesty lub awanturą zablokują przeniesienie krzyża? Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski, który prowadził negocjacje, ma dla obrońców krzyża... wspólną modlitwę.
Nie boi się jednak awantur, bo "wiara czyni cuda".
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl