O powszechnym siusianiu do Bałtyku pisaliśmy już w ubiegłe wakacje. Czytelnicy zwracali uwagę, że nie ma gdzie pójść za potrzebą - pozostają morze albo wydmy. Władze kurortów tłumaczyły się brakiem pieniędzy na większą liczbę toalet przy plażach, ale obiecały, że w następnym sezonie szaletów było więcej. Czy wywiązały się z obietnicy?
Wczoraj przedstawiciele przybrzeżnych miejscowości zapewniali, że toalet przybyło. W Jastarni niemal potrojono ich liczbę, jest ich już 21 [hurra], Łeba postawiła dodatkowe 10, we Władysławowie jest pięć, a np. w Kołobrzegu oprócz siedmiu nowych stanowisk pojawiły się natryski z letnią wodą. Nowe toalety postawiono też na plażach w Jastrzębiej Górze, na Helu czy w Ustce.
Zwykle są to przenośne kabiny, wizyta kosztuje od 1,5 do 2 zł. Jednak w Międzywodziu, choć przy wejściu od ulicy Kopernika stały tylko dwie kabiny, rzadko ustawiały się do nich kolejki. Klientów było chyba tak mało, że czasami opalającej się pani właścicielki trzeba było szukać z tyłu budynku. Ale samorządowcy są dobrej myśli. - Z obserwacji służb czyszczących wynika, że odkąd jest więcej toalet, to osób, które załatwiają się na wydmach, jest nawet o połowę mniej - mówi Marcin Rotta, który w urzędzie gminy Jastarnia odpowiada m.in. za zarządzanie plażami. Aby ocalić wydmy, wiele miejscowości je odgrodziło.
Wydmy rzeczywiście chyba ocalono, ale co z wodą? Szczególnie gdy nie ma wiatru i morze jest równe jak stół? A kilka metrów od brzegu jest łacha piachu, która ogranicza cyrkulację wody z ogrzanego przy brzegu ciepłego bajora? Czy nic nie grozi kąpiącemu się w takiej zupie dziecku po całym dniu wizyt plażowiczów?
- Nie badamy stężenia moczu w wodzie. Jego skalę mogą nam obrazować poziomy obecności w wodzie bakterii grupy coli, Escherechia coli i enterokoków, które wskazują na kałowe i ściekowe zanieczyszczenie wody - tłumaczy Aleksandra Lange z sanepidu w Pucku. Wszystkie sanepidy na Wybrzeżu na bieżąco je badają i jeżeli skala obecności tych bakterii przekroczyłaby normy wtedy plaża zostałaby zamknięta. Obecnie zanieczyszczenia mieszczą się w normach. I nie ma obaw, aby kąpiący się po południu w morskiej wodzie naraził się na ekspozycję większego stężenia moczu niż w godzinach porannych, gdy turyści nie rozpoczęli jeszcze załatwiania tam swych potrzeb fizjologicznych. - Mocz jest na bieżąco wypłukiwany przez wodę - podkreśla Aleksandra Lange.
Dlaczego woda Bałtyku śmierdzi?
Czytelnik z Warszawy: - Co roku przyjeżdżam na kemping do Jastarni, by od strony zatoki pływać na desce. W tym roku coś niepokojącego dzieje się z wodą. Śmierdzi moczem. Ten sam zapach zionie też z wody od strony morza. Czytelniczka na wakacjach w Łebie: - Woda ma bardzo nieprzyjemny zapach, tak jakby ludzie się tam załatwiali.
Odpowiada Aleksandra Lange z sanepidu w Pucku.
- To sprawka glonów, które żyją w przy brzegu morza, a także w wodach Zatoki Gdańskiej. Glony przechodzą właśnie teraz okres wegetatywny, z falami są transportowane na brzeg, gdzie pod wpływem wysokich temperatur, z którymi mieliśmy ostatnio do czynienia, gniją i emitują nieprzyjemny zapach.
Źródło: Dziennik Metro