Co ciekawe, po tym jak PKP odtrąbiło sukces, dzień później inspektorzy sanepidu w kolejnych podziemnych pomieszczeniach dworca odnaleźli dwóch mężczyzn, przygotowujących mięso i warzywa na kebaby. Produkty miały trafić do dworcowych budek z tym tureckim specjałem. W czwartek sanepid odkrył, że właścicielem biznesu był Egipcjanin. Pomieszczenie, w którym przygotowywano mięso było wynajęte od prywatnej firmy, która to wynajęła podziemne lokum od PKP! Jak to możliwe? Kolejarze milczą i nie odbierają telefonów.
W czwartek postanowiliśmy sprawdzić co dalej dzieje się z "kebabową aferą" na samym dworcu. Kiedy zapytaliśmy o nielegalną masarnię funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei, zareagowali bardzo nerwowo: - Nic nie wiemy o żadnych kebabach, żadnych podziemiach, proszę nam nie przeszkadzać - odburknęli.
Dworcową mięsną jatkę znalazłem dzięki pomocy jednego z bezdomnych. Ale metalowe drzwi były zamknięte na ciężkie kłódki i łańcuchy.
W co najmniej 10 miejscach, gdzie na Dworcu Centralnym można było kupić kebab, klientów również ciężko było spotkać. Począwszy od znanych sieciowych punktów restauracyjnych po zwykłe kebabowe budki, wszystkie lokale świeciły pustkami. Czy to efekt artykułów o kebabowej aferze? - pytamy jednego ze sprzedawców.
- Jaka afera, jakie artykuły? Nic nie czytałem, nic nie słyszałem - odpowiada. - Jest pusto, bo to taki okres. Wszyscy wyjeżdżają, spieszą się na pociąg. A poza tym, to miałem dziś już kilku klientów.
Źródło: Dziennik Metro