http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziecko, czyli kosztowny towar deficytowy

am
2010-08-22, ostatnia aktualizacja 2010-08-22 17:38

Dotychczas tylko szkoły wyższe zabiegały o studentów, ponieważ niż demograficzny sprawiał, że było ich coraz mniej, a co za tym idzie - topniały też przychody uczelni. Teraz niż objął także najmłodszych, o których zabiegają już podstawówki

x
Gra w piłkarskiej ekstraklasie toczy się o miliony
x
Jeszcze do niedawna luksusem były klasy, w których uczyło się kilkanaście osób. Teraz ten luksus może okazać się rzeczywistością spędzającą sen z powiek dyrektorom szkół podstawowych. Do szkół poszło właśnie pokolenie niżu demograficznego. Tymczasem od liczby uczniów zależy ilość nauczycielskich etatów, jest więc jest o co walczyć. Placówki, które obawiały się niżu demograficznego, od lat niemal nie zatrudniały nowych pracowników. Już w 2005 r. w podstawówkach liczba etatów zmniejszyła się o 7,4 tys., w gimnazjach - o 4,3 tys.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", szkoły zachęcają rodziców jak mogą, by do nich właśnie wysłali dzieci. Na porządku dziennym jest wysyłanie ulotek i tworzenie filmików na temat nauki w szkole.- Przygotowaliśmy dla rodziców film, który pokazał, jak radzą sobie sześciolatki na lekcjach - opowiada Gabriela Grzegorowska, wicedyrektorka SP nr 45 w Bydgoszczy. - Udowodniliśmy, że szkoła jest przygotowana dla młodszych dzieci: mamy dobrze wyposażone sale, osobny korytarz dla klas 1-3, obniżyliśmy toalety.

Jak wynika z analizy Money.pl na podstawie danych GUS, dziecko jest nie tylko "towarem deficytowym", lecz także... kosztownym. Utrzymanie potomka do chwili obronienia przez niego dyplomu to nawet 259 tys. zł.

Koszty zaczynają się już w chwili zakupu wyprawki szkolnej wraz z podręcznikami. Rodzice wydają wtedy od 400 zł do nawet 1000 zł w wersji luksusowej wyprawki. Według Piotra Hejnarta ze sklepu internetowego Chatka, najdroższa wyprawka, jaką skompletowali wraz z plecakiem i workiem, kosztowała ok. 800 zł. Do tego należy doliczyć utrzymanie potomka aż do 24. roku życia, czyli też wychowanie, opiekę i edukację.

Mimo że za edukację w szkole podstawowej, gimnazjum i szkole średniej płacą państwo i samorządy, rodzice także nie oszczędzają w inwestowaniu na rzecz dobrego wykształcenia. Coraz częściej latorośle wysyłane są do prywatnych szkół. O ile płatne przedszkola są czasem koniecznością z powodu braku miejsc w placówkach samorządowych, o tyle gimnazja i szkoły średnie wybiera się po to, by zapewnić dziecku odpowiednio wysoki poziom wykształcenia.

Według portalu Money.pl koszt nauki jednego studenta na uczelni publicznej to wydatek około 5,2 tys. zł rocznie. W efekcie przyszły magister kosztuje tyle co kawalerka, a zapewnienie mu wykształcenie równa się z zakupem samochodu z wyższej półki.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos