Do rozmów obie strony namówiły Stany Zjednoczone, które od lat bez sukcesu próbują doprowadzić do zgody pomiędzy Palestyńczykami a Żydami. Szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton oświadczyła, że pierwsze spotkanie przywódców zwaśnionych narodów odbędzie się 2 września w Waszyngtonie. Będą to pierwsze negocjacje od 2008 r., kiedy to Palestyńczycy zerwali je w proteście przeciwko izraelskiej ofensywie w Strefie Gazy. - W poprzednich latach rozmowy pokojowe natrafiały na liczne przeszkody. Teraz też nie będzie łatwo, bo wrogowie pokoju będą nam przeszkadzać, ale zrobimy wszystko, by tym razem zakończyły się sukcesem - oświadczyła Clinton.
Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas i izraelski premier Benjamin Netanjahu już 1 września spotkają się osobno z prezydentem Barackiem Obamą, następnego dnia wspólnie usiądą przy jednym stole. Palestyńczycy ostrzegli jednak, że jeśli Izrael nie zaprzestanie budowy osiedli żydowskich na okupowanych od 1967 r. terytoriach na Zachodnim Brzegu Jordanu, to z rozmów nic nie będzie. Główny negocjator palestyński Saeb Erekat dodał z naciskiem, że jakikolwiek nowy izraelski obiekt będzie dla Palestyńczyków powodem do zerwania rozmów pokojowych. Z kolei premier Netanjahu powiedział wczoraj, że warunkiem porozumienia jest uznanie Izraela przez Palestyńczyków jako państwa narodu żydowskiego.
Hillary Clinton chciałaby jednak, żeby rozmowy rozpoczęły się bez warunków wstępnych, co może zwiększyć szanse ich powodzenia. Wówczas, jak zapowiedziała, w ciągu roku mogą one doprowadzić nie tylko do zakończenia walk pomiędzy wojskami izraelskimi i bojownikami palestyńskiego Hamasu, ale przede wszystkim do utworzenia niepodległej Palestyny. Dlatego tematami rozmów będą: wyznaczenie granic państwa palestyńskiego; status polityczny Jerozolimy, która jest dziś podzielona na część izraelską i palestyńską; gwarancje bezpieczeństwa dla Izraela i sprawa powrotu palestyńskich uchodźców.
Komentatorzy na ogół nie wierzą w powodzenie rozmów. Rząd Netanjahu opiera się na prawicowej koalicji, którą trudno będzie mu utrzymać w razie poważnych ustępstw, takich jak zgoda na zaprzestanie budowy osiedli na Zachodnim Brzegu. Z kolei Palestyńczycy są podzieleni. Umiarkowany prezydent Abbas rządzi tylko na Zachodnim Brzegu, podczas gdy Strefa Gazy znajduje się pod kontrolą islamskich radykałów z Hamasu, który nie uznaje prawa Izraela do istnienia i jest odpowiedzialny za większość zamachów terrorystycznych w Izraelu. - Istnieje zbyt wiele kwestii spornych pomiędzy obiema stronami, by rozmowy mogły zakończyć się sukcesem. Na pewno storpedować będą je chcieli radykałowie z obu stron. Wystarczy jeden, dwa zamachy Hamasu, by wszystko zakończyło się fiaskiem - mówi dr Wiesław Lizak z Instytutu Spraw Międzynarodowych w Warszawie.