Do tej pory wciąż jak mantrę powtarza się w Polsce, że to wschód naszego kraju najbardziej potrzebuje finansowego wsparcia, by wyrównać poziom gospodarczy z bogatszym zachodem. Właśnie dlatego od lat państwo pompuje miliardy unijnych pieniędzy do Polski B: Tymczasem ziemie zachodnie, choć korzystają z pieniędzy Regionalnych Programów Operacyjnych, to nie doczekały się tego, by Państwo skierowało tam dodatkowe strumienie unijnych funduszy. Ale dotychczasowe ustalone przed laty programy ich zagospodarowania zbliżają się ku końcowi, w Brukseli zapadają decyzje o nowym budżecie na lata 2014-20, a to oznacza, że Państwo będzie musiało podjąć decyzje na co je przeznaczy. Choć na nowe rozdanie już nie od dziś ostrzą sobie zęby zachodnie regiony kraju, to dopiero wczoraj marszałkowskie pięciu zachodnich województw: zachodniopomorskiego, lubuskiego, dolnośląskiego, wielkopolskiego i opolskiego po raz pierwszy spotkali się wspólnie w tej sprawie i podpisali porozumienie o współpracy. - Postanowiliśmy, że będziemy wspólnie walczyć o to, by rząd rozdysponowując unijne fundusze na lata 2014-20, pomyślał także o potrzebach zachodu kraju i powołał odrębny program operacyjny "Polska Zachodnia" - mówi Gabriela Wiatr ze szczecińskiego urzędu marszałkowskiego, który zorganizował spotkanie.
Dlaczego zachód potrzebuje zastrzyku? - W województwie opolskim mieszka niewiele ponad milion mieszkańców. Od lat 50. ubiegłego wieku wyjechało ćwierć miliona ludzi. 10 proc. z nas pracuje za granicą, co oznacza, że wypracowany przez nich PKB nie zasila naszego regionu. Trzeba coś zrobić, aby zatrzymać ludzi - mówi Józef Kotyś wicemarszałek Województwa Opolskiego.
- Mit, że na zachodzie jest tak dobrze, że zachodnie regiony same sobie dadzą radę, jest groźny - mówił Marek Woźniak Marszałek Województwa Wielkopolskiego, tłumacząc, że na terenie Wielkopolski są tereny, gdzie bezrobocie przekracza 17 proc.
Jak mówią urzędnicy już wielokrotnie spotykali się w sprawie nowego programu z Elżbietą Bieńkowską minister rozwoju regionalnego. To jej ministerstwo wspólnie z urzędami marszałkowskimi będzie w przyszłości opracowywać szczegóły programu dla Polski Zachodniej. Choć ministerstwo nie mówi nie, to formalnie nie rozpocznie na ten temat rozmów na podstawie narzekania urzędników że "u nas też jest źle". Dlatego teraz województwa chcą sporządzić szczegółową diagnozę swojej sytuacji (m.in. sporządzą dokument, w którym opiszą i podeprą liczbami, które konkretnie regiony, miasta, sektory, branże rozwijają się tam gorzej niż w reszcie kraju i z czego to wynika). Potem stworzą wspólną strategię, gdzie znajdą się konkretne pomysły na inwestycje, które mogłyby temu zaradzić.
To one będą mogły być finansowane z unijnych pieniędzy.
- Przygotowywanie strategii to wielomiesięczny proces. Wstępne diagnozy będziemy mieć już we wrześniu, wtedy też pranujemy zorganizować drugie spotkanie w Lubuskiem - mówi Wiatr.
Zachód Polski faktycznie potrzebuje pomocy Państwa jak "Polska B"! Z Wiesławem Łagodzińskim, ekspertem Głównego Urzędu Statystycznego i szefem Biura Badań i Analiz Statystycznych przy Radzie Głównej Polskiego Towarzystwa Statystycznego, rozmawia Michał Stangret
Marszałkowie 5 województw zachodnich alarmują, że wiele ich miejscowości nie odbiega wcale swoim słabym rozwojem od terenów w Polsce B. - Najwyższy czas na to, byśmy się obudzili, bo tamten rejon spada po równi pochyłej. Nawet duże miasta jak Szczecin, Zielona Góra, Słupsk, Opole czy Koszalin. Weźmy na początek sam północny pas Polski. Gdy zobaczymy, gdzie widać perspektywy najbardziej dynamicznego rozwoju, stwierdzimy, że najgorsze są one właśnie w jego zachodniej części. Wszystkie miasta od Szczecina, przez Kołobrzeg, Ustkę, Koszalin to ofiary monokultury przemysłowej. Poupadały tam wiodące zakłady - jak stocznia w Szczecinie - i to jak domino pociągnęło za sobą problemy w kolejnych branżach. Co ciekawe, na tym tle najlepiej daje sobie radę wschodnia część tego pasa. Podlaskie postawiło na prężny rozwój przemysłu mleczno-mięsnego, rozkwita handel ze Wschodem, np. Litwą, Łotwą.
To dlaczego w Szczecinie czy Zielonej Górze nie rozkwita handel z Zachodem? - Głównie dlatego, że na wschodzie jest granica, a na zachodzie już jej nie ma. W związku z tym nie ma już powodów, by tamtejsze firmy w czymkolwiek pośredniczyły, bo przedsiębiorstwa z całego kraju mogą handlować z Zachodem ponad ich głowami. Przedsiębiorcy wciąż się z tego nie otrząsnęli, a pomysłów na znalezienie alternatywnych dziedzin, które mogłyby stać się motorem rozwoju tego regionu nie ma. Np. podkarpackie w pewnym czasie też znalazło się na rozdrożu i postanowiło budować swoją Dolinę Krzemową. Na zachodzie ciężko nawet wyobrazić sobie, w którym z tamtejszych miast mogłaby podobna inicjatywa powstać. To jest region pozbawiony miast wiodących, rozdrobniony i pełen mniejszych miejscowości. Do tej pory każde z tych miast na własnym podwórku próbowało załatwiać problemy gospodarcze. Brak było prób współpracy, by stworzyć szersze programy mogące stymulować rozwój. Dziś wiele regionów na zachodzie jest w gospodarczym regresie.
To jak będzie wyglądał zachód Polski, jeśli nie powstaną dla niego programy? - W najlepszym razie kapitał ludzki będzie stamtąd wysysany przez Wrocław, Gdańsk, Poznań i Warszawę. Młodych ludzi o dużych aspiracjach, którzy nie uciekną, czeka pełzanie w miejscu, niemoc i wzrost frustracji. W najgorszym, ale najbardziej prawdopodobnym scenariuszu staną się oni jednak ogromnym europejskim rezerwuarem taniej siły roboczej, z której Skandynawowie, Niemcy, Brytyjczycy będą czerpać garściami.
Ale na co właściwie powinien pójść zastrzyk europejskich pieniędzy? Infrastrukturę mają przecież niezłą, np. Opole ma połączenie autostradą z Niemcami i nie rozwija się szybko. - Dziś stawianie na infrastrukturę wschód-zachód nie jest tam inwestycją, która mogłaby stać się motorem rozwoju tamtych rejonów. Teraz świetnym rozwiązaniem jest postawienie na budowę infrastruktury z północy-południe i stworzenie wzdłuż Odry i Nysy ciągu gospodarczego między Skandynawią, przez Polskę, Czechy aż nad Może Czarne. To śmiała wizja, ale warto na nią postawić.
Dlaczego taki szlak mógłby przynieść tym terenom kokosy? - Bo byłby szalenie atrakcyjny dla Szwedów i Norwegów. Tamtejszy handel potrzebuje obecnie trasy tranzytowej na południe Europy. Także dla zwykłych Skandynawów, z których wielu myśli nad osiedlaniem się na południu, tereny te mogłyby stać się bardzo atrakcyjne. Potrzeba jednak pomysłu, by ich przyciągnąć.
Ale z samych Skandynawów nasz zachód nie wyżyje. - Szczególnie północny zachód - ten nadmorski czy Pojezierze Pomorskie - ma ogromny potencjał w rozwoju, jeśli postawi na turystykę i agroturystykę. Dla turysty zachodniego to przecież już jest świetna alternatywa dla dalej oddalonego środkowego wybrzeża Polski czy Mazur. Potrzebne jest jednak to coś wyróżniającego: wody termalne, solanki. Zachód Polski ma potężny potencjał, bo ma bardzo młodą ludność. Fundusze, które w przyszłości, być może, będą przeznaczone na stymulowanie rozwoju tych regionów powinny w dużej mierze iść na programy inspirujące tę grupę do przedsiębiorczości.
Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska nie mówi nie. Ale jej resort tłumaczy, że pieniądze na specjalny program dla Zachodu najwcześniej znajdą się po 2013 r., gdy będzie nowy budżet UE. Czy to nie będzie za późno? - To faktycznie będzie ostatni dzwonek, żeby próbować odwrócić negatywne tendencje. Tamte tereny - a głównie zachodnia północ - straciły zainteresowanie państwa już dawno, właściwie to się zaczęło już wtedy, gdy padły PGR-y. Państwo żyło w przekonaniu, że zachód jakoś sobie da radę. Dziś już wiadomo, że bez wsparcia i pomocy tamte tereny same się nie podniosą.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl