http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Unia kazała, rząd równa

Mariusz Jałoszewski
2010-08-30, ostatnia aktualizacja 2010-08-30 20:11

Pod naciskiem Unii Europejskiej i groźbą wysokich kar Polska musi zaostrzyć walkę z dyskryminacją kobiet, mniejszości seksualnych czy niepełnosprawnych. Rząd ma dziś przyjąć ustawę o równym traktowaniu. Ale zdaniem organizacji pozarządowych, ustawa zatrzymuje się w pół drogi i problemu nie rozwiązuje

Elżbieta Radziszewska wystrojona na Dzień Kobiet
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Elżbieta Radziszewska wystrojona na Dzień Kobiet
ZOBACZ TAKŻE
Polska jest w ogonie Europy pod względem przepisów antydyskryminacyjnych. Wyznaczony przez Unię czas na ich wprowadzenie minął już w 2006 r. Za każdy dzień zwłoki grożą nam kary: od 4 do 250 tys. euro.

Po latach zwłoki rząd zajmie się dziś ustawą. Stworzyć ją próbowały wcześniej SLD i PiS, a w obecnym gabinecie minister pracy Jolanta Fedak. Jednak odebrano jej prawie gotowy projekt i prace nad nim powierzono kontrowersyjnej pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbiecie Radziszewskiej. Wiązana z konserwatywnym skrzydłem PO, była krytykowana za bezczynność w sprawach ważnych dla kobiet, np. trudności z dostępem do przedszkoli i żłobków.

Dlaczego ustawa jest potrzebna? - Przykłady dyskryminacji są na każdym kroku. Dziś pracownicy na umowy zlecenia lub dzieło oraz stażyści nie mają ochrony np. przed molestowaniem seksualnym, bo nie podlegają pod kodeks pracy - tłumaczy Karolina Kędziora, prezes Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Kolejny przykład - zakład introligatorski odmówił przyjęcia zlecenia od organizacji, która zajmuje się sprawami mniejszości seksualnych. - W ubiegłym roku przeglądaliśmy oferty pracy w stołecznej prasie. Na ponad 60 tys., ok. 25 tys. miało charakter dyskryminujący. Np. do prac księgowych poszukiwano nie dość, że wyłącznie kobiety, to tylko poniżej 45 roku życia - mówi Kędziora.

Odszkodowanie za dyskryminację

Projekt Radziszewskiej ma pomóc ukrócić takie sytuacje. Zakazuje dyskryminacji (np. przez ustalanie kryteriów czy wydawanie decyzji) ze względu na płeć, rasę, wyznanie, pochodzenie etniczne, narodowość, światopogląd, niepełnosprawność, wiek czy orientację seksualną. Zakaz ma obowiązywać nie tylko w pracy, ale we wszystkich dziedzinach życia publicznego, np. w relacjach student-uczelnia, interesant-urzędnik, pacjent-szpital, instytucja-instytucja.

Pod szczególną ochroną mają być kobiety w ciąży oraz matki na macierzyńskim i wychowawczym, a ojcowie na tacierzyńskim. Rodzicom zajmującym się dziećmi nie będzie można np. dokładać więcej obowiązków niż innym pracownikom lub szykanować ich za to, że biorą zwolnienia na chore dzieci.

Dyskryminowanym daje zapisane wprost prawo do odszkodowania. Poszkodowany będzie mógł ubiegać się o nie przed sądem, o ile przedstawi dowody na to, że doszło do nierównego traktowania. Na pozwanym będzie ciążył obowiązek udowodnienia, że prawa nie złamał. Roszczenie będzie się przedawniać maksymalnie po pięciu latach.

Dyskryminowanym ma pomagać rzecznik praw obywatelskich, bo Radziszewska chce by jej urząd zajmował się raczej prowadzeniem różnych akcji i programów niż rozwiązywaniem pojedynczych spraw.

Minimum zamiast rewolucji

36 organizacji pozarządowych z Koalicji na Rzecz Równych Szans nie zostawia na projekcie suchej nitki. Bo nie ma w nim żadnego przełomu, a tylko niezbędne minimum konieczne do uciszenia krytyki w UE oraz uporządkowanie przepisów rozrzuconych dotąd po różnych ustawach.

Organizacje wysłały do minister Radziszewskiej protest. Wytykają, że ustawa chroni tylko wybrane grupy, a zezwala na szykany wobec innych. Np. nie znosi dyskryminacji ok. 5 mln osób niepełnosprawnych w dostępie do oświaty, ochrony zdrowia, zabezpieczenia społecznego, czy mieszkania. Radziszewska tłumaczy, że nad pomocą dla niepełnosprawnych pracuje ministerstwo pracy. Ale to nie jedyny powód. Ochrona praw niepełnosprawnych wymusiłaby większe wydatki z budżetu np. na likwidowanie barier architektonicznych w miejscach publicznych, czy na odszkodowania za brak udogodnień dla ludzi na wózkach np. na stołecznym Dworcu Centralnym.

Kolejny zarzut - urząd pełnomocnika ds. równego traktowania ciągle będzie podległy premierowi, choć zdaniem organizacji powinien być niezależny od rządu.

Organizacje zarzucają, że rząd nie liczy się z ich uwagami. Co ciekawe, Radziszewska konsultowała swój projekt z kościołami. I o ile Kościół ewangelicko-augsburski uznał, że ustawa jest w Polsce konieczna, to reprezentująca kościół katolicki Konferencja Episkopatu Polski ostrzega rząd przed jej przyjęciem. Sekretarz Konferencji ksiądz Jarosław Mrówczyński uważa, że przepisy w sprawie równego traktowania nie są potrzebne, a jeśli wejdą, mogą nas podporządkować "bliżej nieokreślonym naciskom".

Jeśli rząd przyjmie dziś ustawę i szybko uchwali ją Sejm, przepisy zaczną obowiązywać w 2011 r.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Unia kazała, rząd równa anna22290 31.08.10, 08:00

    to dzieki EU Polska sie cywilizuje a wy drodzy rodacy na czele z wodzem Kaczynskim do czego dazycie do zamknietego skansenu odizolowanego od reszty swiata przez faszystowskiego ,rozjuszonego»