Choć jeszcze na początku lat 90. do związków było zapisanych blisko 30 proc. pracowników, to już w 2000 r. tylko 20 proc., a dziś - jak wynika z analiz CBOS - zaledwie 15 proc. Najwięcej z blisko 2,5 mln pracowników zrzeszonych w ponad 6 tys. organizacji należy do Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i NSZZ "S" - po ok. 700 tys. oraz Forum Związków Zawodowych - ok. 400 tys.
Z 15 proc. wynikiem jesteśmy w ogonie Europy. Np. w Danii, Finlandii czy Szwecji do związków należy ok. 70 proc. pracowników, a odsetek rzędu 50 proc. to standard w wielu krajach (np. Belgia, Malta, Cypr, Słowenia). W Wielkiej Brytanii do związków należy 30 proc., a w Czechach - ponad 20 proc.
Sami związkowcy wymieniają dwa główne powody topnienia szeregów: - starzy działacze przechodzą na emerytury, a młodzi się do związków nie garną. - Upadają duże państwowe firmy (to tam związkowców jest najwięcej - średnio 35 proc. pracowników), a w firmach prywatnych (np. banki, telekomy, media) pracownicy nie palą się do zakładania związków - wg. CBOS do związków należy tam zaledwie 1 proc. pracowników. Wyjątkiem są sieci supermarketów, gdzie do związków należy nawet kilkanaście procent załogi - zaczęły powstawać kilka lat temu, gdy drastyczne wykorzystywanie pracowników w sieci Biedronka doprowadziło do głośnych, wygrywanych przez załogę procesów sądowych.
W efekcie większość Polaków (aż 60 proc.) pracuje w zakładach, w których nie działają związki zawodowe, mogące w sposób zorganizowany upominać się o ich prawa.
Z czego wynika niechęć młodych do związków zawodowych? Andrzej Jankowski, rzecznik Forum Związków Zawodowych: - Młodzi przewidują, że wstąpienie lub założenie organizacji związkowej w firmie, w której pracują, przyniesie im więcej strat niż korzyści. Mogą narazić się pracodawcy.
- Winni są sami związkowcy, którzy wypracowali sobie wizerunek roszczeniowych awanturników i teraz za to płacą - oceniają eksperci.
Związki lekceważą młodych - z wzajemnością Z dr Haliną Sobocką-Szczapą, ekspertką rynku pracy z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, rozmawia Michał Stangret
Dlaczego młodzi nie garną się do związków zawodowych? - Uważają, że to bez sensu. Przeciętny, inteligentny młody człowiek widzi, że polskie związki niewiele robią, by walczyć o prawa pracowników. Czy któryś zrobił coś, by wywalczyć ułatwienia dla młodych, którzy mają problem z wejściem na rynek? Gdy była na to szansa - np. 2-3 lata temu jak trwały prace nad zmianą prawa pracy - związki siedziały cicho. A było duże pole do popisu. Mogły np. zawalczyć o to, by pracodawcy nie odwlekali w nieskończoność zatrudnienia na stałe.
Podnoszą za to głowę dziś, gdy rządzi ekipa, o której sami mówią, że nie pracuje nad żadnymi reformami, a więc nie ma bieżącej możliwości wpłynięcia np. na kształt wprowadzanych ustaw. Krzyk związkowców podnosi się w Polsce nie wtedy, gdy istnieją realne szanse na działanie, tylko gdy jest na to zapotrzebowanie polityczne.
Czy właśnie to upolitycznienie związków odpycha młodych? - Polskie związki działają na zasadzie: góra swoje, doły swoje. Młody człowiek wie, że w związku będzie niewiele znaczącym trybikiem, statystyką. Szanse, że na forum związku będzie mógł wyartykułować swoje pomysły, są nikłe. A na to by jakikolwiek związek zaczął walczyć o postulaty, które taki nowy członek zaproponuje - żadne. Związki walczą o te interesy, o których góra postanowi, że są ważne. Dlatego są skupione na interesach "starych" i np. chętnie podnoszą sprawy przywilejów emerytalnych.
Czyli młodzi uznają, że związki poświęcają ich, walcząc o dobro starych pracowników? - Młodzi wyczuwają przede wszystkim skostniałą strukturę związków i postrzegają je przez pryzmat awantur, kłótni, zadym, palenia opon pod Sejmem i Kancelarią Premiera. Nie chcą być kolejną z tych wykrzywionych agresją twarzy pokazywanych w telewizji.
To dlaczego młodzi nie zakładają w firmach prywatnych własnych związków? Boją się zwolnienia? - Tu nie chodzi o strach przed otwartymi szykanami ze strony pracodawcy, bo tego rozsądny szef się nie dopuści. Młodzi obawiają się, że pracodawca będzie ich źle postrzegać - nie chcą dawać argumentu, by zaszufladkowano ich jako potencjalnych awanturników.
Gdyby działacze naprawdę dbali o interesy pracowników i faktyczny rozwój związku, robiliby wszystko, by mniej utrwalać swój zły, społeczny wizerunek. Jeżeli tego nie robią, sami są winni spadkowi liczby członków.
A na Zachodzie jest inaczej? - Choć związki też ostro protestują, to nie są aż tak upolitycznione i nie mają tak odpychającego wizerunku. Ale kraje zachodnie mają bardzo długą, związkową tradycję. Musi jeszcze trochę czasu upłynąć, by nasze skostniałe, związkowe struktury zachciały się reformować. A jeszcze więcej, by potem ludzi przekonać, że ich jedynym celem jest obrona pracowników.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl