Ponad 120 organizacji samorządowych, ekologicznych i naukowych jeszcze przez dwa tygodnie będzie studiować przygotowane przez resort gospodarki założenia do projektu ustawy o energetyce jądrowej. Dokument to podstawa zaplanowanej na 2022 r. inwestycji - pierwszej w Polsce elektrowni atomowej. Na razie nie wiadomo jeszcze, gdzie siłownia stanie, ale w czołówce najbardziej prawdopodobnych lokalizacji niezmiennie pozostają Żarnowiec i Kopań oraz pogranicze dwóch pomorskich wsi - Lubiatowa i Kopalina. Ostateczną decyzję podejmie inwestor, czyli Polska Grupa Energetyczna. Ale zanim to zrobi, powinna przeprowadzić referendum wśród mieszkańców społeczności żyjącej wokół przyszłej elektrowni. Taki wymóg znalazł się w projekcie konsultowanej ustawy. Decyzja mieszkańców będzie wiążąca dla inwestora bez względu na frekwencję. Do przegłosowania atomówki lub zablokowania inwestycji, wystarczy zwykła większość głosów. - Czekaliśmy na ten przepis. Jeśli w życie wejdzie nowa ustawa, nikt nie będzie kwestionował tego, że nie pyta się mieszkańców o zdanie - mówi Karolina Nakielska, zastępca wójta w gminie Darłowo, na terenie której leży Kopań.
W Darłowie niechęć do atomówki jest mniejsza niż w innych miejscach w Polsce. Mieszkańcy na bieżąco śledzą decyzje rządu dotyczące inwestycji, a gmina uruchomiła na swojej stronie internetowej serwis poświęcony energetyce jądrowej. - Mamy nawet forum, na którym mieszkańcy zadają nam pytania o inwestycję. Przede wszystkim boją się, że spadnie wartość gruntów w tym rejonie, wieszczą upadek turystyki - opisuje Nakielska. Urzędniczka przekonuje jednak, że więcej osób dostrzega plusy zlokalizowania atomówki.
- Nie bronimy się, bo gmina będzie bogatsza, zbudowane zostaną nowe drogi - ocenia Nakielska.
Zupełnie inna atmosfera panuje w Lubiatowie i Kopalinie, które dziś są na trzecim miejscu w rankingu PGE. - Tej inwestycji chce wójt, ale nie my. Gmina może zyska, ale nasze miejscowości wyłącznie stracą. Żyjemy tu z turystyki, mamy ponad tysiąc domków letniskowych, wynajmujemy kwatery. Kto tu przyjedzie, jeśli z plaży będzie oglądał reaktor? - obawia się Jakub Świątek, sołtys obu wsi. - Referendum to dobra wiadomość, bo na razie wszystkie decyzje zapadają poza nami, nikt nas o zdanie nie pytał - wyjaśnia sołtys.
W Żarnowcu, władze gminy zapewniają, że o wynik referendum są spokojne. - Nie boimy się, bo nie mamy ani jednego sygnału od mieszkańców, że są przeciwni budowie elektrowni - mówi Krzysztof Kochan, sekretarz gminy Gniewino (jeżeli elektrownia miałaby powstać w Żarnowcu, to położona byłaby na granicy dwóch gmin: Gniewino i Krokowej). Na razie jednak rozmów z mieszkańcami o elektrowni nikt nie prowadzi. - To nie jest tak, że my unikamy tematu. Oni po prostu o to nie dopytują - mówi. Za to władze sąsiedniej Krokowej (też są za atomówkami) liczą się z tym, że w trakcie nadchodzącej kampanii wyborczej ludzie będą o atomówki wypytywać. - Choć zdecydowanych przeciwników elektrowni u nas nie ma, to mieszkańcy mają wiele pytań. Pierwsza grupa to ci, którzy mają grunty bezpośrednio obok terenu pod ewentualną elektrownię. Druga to przedsiębiorcy handlujący nieruchomościami. Trzecia grupa to wszyscy żyjący z turystyki - mówi Jarosław Białk, zastępca wójta w Krokowej.
Samorządowcy szczerze przyznają, że wynik referendum zależeć będzie nie tylko od tego, czy ich argumenty trafią na podatny grunt, ale i od pytania, które się im w głosowaniu zada. Jarosław Białk: - Pytanie: jesteś za czy przeciw elektrowni może tylko przysporzyć inwestycji przeciwników. Dlatego warto zastanowić się, czy na karcie do głosowania, przed tym pytaniem, nie zamieścić opisu, z czym wiąże się budowa elektrowni, jakie to niesie korzyści - zastanawia się wicewójt. Dariusz Szwed, Zieloni 2004: - Proponowanie referendum mieszkańcom w sytuacji, kiedy decyzja o tym, że elektrownia atomowa i tak powstanie, to wyraz tego, że państwo nie traktuje swoich obywateli poważnie. Co z tego, że mieszkańcy wytypowanej lokalizacji zgodzą się na jądrówkę bądź nie, skoro sam pomysł inwestowanie w energetykę jądrową jest z grunty zły. Rząd dziś chce zadać ludziom pytanie: chcecie u siebie elektrowni czy nie? To źle postawione pytanie, bo nie załatwia problemu bezpieczeństwa energetycznego Polski, które dziś jest realnym problemem. Rząd wspólnie z organizacjami pozarządowymi powinien zastanowić się, jak taniej i bardziej efektywnie pozyskiwać energię. Zamiast wybrać alternatywne źródła, skazał nas na atom.
Rząd przewidując, że wyniki lokalnych referendów mogą być negatywne, zapowiada przeprowadzenie kampanii informacyjnej o atomie. Opisywana już na łamach "Metra" strategia przewiduje m.in., że energetykę atomową zachwalać będą bohaterowie telenowel i filmików wrzucanych do internetu. W gminach będą prowadzone spotkania z ekspertami. Na poważnie o atomie będzie się mówić w programach publicystycznych. W ciągu dwóch lat państwo wyda na to 20 mln zł.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl