Jeszcze w sierpniu w sklepiku osiedlowym kupowałem pierś z kurczaka po 14 zł/kg. Wczoraj płaciłem już za nią ponad 18 zł - alarmuje nasz czytelnik z Warszawy. Inny dodaje, że za masło w swoim "spożywczaku" w centrum stolicy płaci już 5,5 zł. choć jeszcze przed sierpniowym urlopem kosztowało ono nieco ponad 4 zł. - O kilkadziesiąt groszy mniej płaciłem też za bochenek chleba - skarży się czytelnik "Metra".
Co się dzieje z cenami żywności? Dr Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ocenia, że dziś drożeć mogą owoce i warzywa czy ich przetwory (zbiory są nawet o 30 proc. niższe) i pieczywo (słabe plony zbóż i zamrożenia ich eksportu przez Rosję). - Także ceny drobiu, mięs czy jaj mogą zareagować wzrostem na słabsze plony zbóż, z których robione są pasze. Ale w tym roku artykuły spożywcze powinny zdrożeć nie więcej niż 5 proc. Podwyżek rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu procent nie da się wytłumaczyć - mówi.
Według niej powód wzrostu cen może być zupełnie inny. - Klienci są w stanie zaakceptować podwyżkę, gdy są na nią przygotowani. A rząd od dawna zapowiada podwyżkę VAT (od stycznia br. podatek może wzrosnąć z 3 do 7 proc.). Efekt jest taki, że pierwsi sklepikarze już dochodzą do wniosku, że można zacząć windować ceny i żerują na naszym strachu, że będzie jeszcze drożej.
Według Świetlik, problem dotyczy głównie małych sklepów, osiedlowych, bo te mają dość stałą klientelę. - Duże supermarkety tej praktyki dziś nie stosują. Z powodu większych obrotów i wynegocjowanych cen zakupów mogą sobie dłużej pozwalać na osiąganie niższej marży, nawet gdy surowce już drożeją - mówi Świetlik.
Czy to oznacza, że Polacy ruszą lub ruszyli już do dyskontów czy hipermarketów? - Od początku września minęło zbyt mało czasu, byśmy mogli potwierdzić ten trend - mówi Michał Sikora z Tesco, dodając, że sklep podwyżek artykułów spożywczych nie planuje. - Nawet gdyby ceny mąki wciąż rosły, mamy tak wynegocjowane umowy, że jesteśmy w stanie nawet przez kilka miesięcy oferować pieczywo po obecnych cenach.
Jarosław Kaduczak z Kaufland Polska, podkreśla zaś, że przechodzenie klientów ze sklepów osiedlowych do tych większych jest nieuchronne. - W Europie Zachodniej nawet 90 proc. sprzedaży artykułów spożywczych ma miejsce w supermarketach, u nas poniżej 50 proc. Niewykluczone, że proces ten zostanie przyspieszony właśnie teraz, ale nie możemy jeszcze o tym mówić, bo nie mamy wrześniowych wyników sprzedaży.
Źródło: Dziennik Metro