Wzrost gospodarczy w Polsce i Niemczech wyniesie w tym roku 3,4 proc. PKB. Według KE wzrost gospodarczy napędzany jest u nas rozwojem produkcji, a także eksportem, który wrócił do poziomu sprzed kryzysu gospodarczego.
Nieco większe zakupy zaowocowały zaś wzrostem popytu wewnętrznego, co - według Komisji - jest dowodem zaufania Polaków do gospodarki. - Na wzrost eksportu miało na pewno wpływ ożywienie w Niemczech, dokąd wysyłamy maszyny, podzespoły i elektronikę - twierdzi Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. W eksporcie gotowych produktów Polska może się poszczycić, np. autobusami, które jeżdżą po drogach wielu państw Europy i nie tylko. - To, że więcej wydajemy na zakupy wynika z niewielkiego wzrostu płac oraz lekkiego zwiększenia zatrudnienia - dodaje Petru.
Komisja napisała, że wzrost konsumpcji w Polsce byłby o wiele szybszy, gdyby nie niechęć pracodawców do zatrudnienia nowych pracowników i podnoszenia płac. "Wzrost inwestycji wciąż wynika w Polsce głównie z nakładów publicznych, a nie prywatnych, jak to się dzieje w rozwiniętych gospodarkach" - pisze KE.
Tegoroczna inflacja ma wynieść 2,6 proc. Tym samym KE nieco zrewidowała w górę swoje prognozy w porównaniu z majem br., kiedy to inflację nad Wisłą przewidziała na poziomie 2,4 proc.
Niestety w drugiej połowie roku czeka nas wolniejszy wzrost gospodarczy oraz nikłe tempo wzrostu zatrudnienia.
- Żebyśmy mogli marzyć o dogonieniu takich gospodarek jak niemiecka czy francuska, musielibyśmy rozwijać się w tempie co najmniej 6-7 proc., tak jak miało to miejsce w latach 90. Okres ten musiałby trwać ok. 10 lat. I to przy założeniu, że bogate kraje Europy Zachodniej przez ten czas znów dopadłby kryzys - mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. A. Smitha.
Źródło: Dziennik Metro