Godzinę później dług będzie wyższy, bo urośnie o kolejne odsetki. O ile? To będzie można sprawdzić dzięki specjalnemu zegarowi do obliczania długu, który zostanie dziś uruchomiony przy skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej wWarszawie (na budynku Cepelii) oraz w internecie na
Dlugpubliczny.org.pl . Publiczne liczenie szybko rosnącego zadłużenia Polski to pomysł autora reformy gospodarczej z 1990 roku prof. Leszka Balcerowicza i założonego przez niego Forum Obywatelskiego Rozwoju. Balcerowicz chce w ten sposób zwrócić uwagę na coraz groźniejsze zadłużenie kraju i zachęcić Polaków do nacisków na rząd, by ten zaczął poważne reformy. Wprzyszłym roku na obsługę długu wydamy 38 mld zł, czyli tyle samo, ile płacimy co roku podatku dochodowego od osób fizycznych.
Mariusz Jałoszewski: Po co FOR i jeden z najbardziej znanych polskich ekonomistów stawia zegar, który będzie straszył Polaków zmieniającymi się cyferkami? Prof. Leszek Balcerowicz: - Żeby mieli świadomość, jak rośnie dług publiczny. Choć nazywa się publiczny, to rodzi konsekwencje dla każdego. Wzorujemy się na doświadczeniach
innych w patrzeniu rządzącym na ręce. Podobny zegar jest na Times Square w Nowym Jorku.
Jakie będą konsekwencje szybkiego zadłużania się Polski? - One już są. Problem w tym, że mało ludzi je dostrzega. To jak w domowym budżecie. Gdy wydajemy więcej niż zarabiamy, to musimy zaciągać kredyty. Od tego płacimy odsetki. Czasami nazbiera się tyle długu, że mamy problem z jego spłatą. Podobnie jest z państwami. Politycy podlegają presji ze strony rozmaitych grup społecznych, które żądają "daj, daj, daj". A im bardziej są skuteczne, tym wyższe muszą być podatki. Jeśli to nie wystarcza, to państwo się zadłuża, co oznacza koszty dla wszystkich. Dziś tylko na obsługę długu wydajemy ponad 30 mld zł rocznie. Koszt długu rośnie, gdy wierzyciele zaczynają się niepokoić i żądają wyższych odsetek. To widać wGrecji, która jeszcze niedawno płaciła mniej niż 5 proc. odsetek, a teraz już 11 proc. My płacimy w granicach 6 proc. Niemcy poniżej 3 proc.
Co pan radzi rządowi? - Nie bawiłbym się w słowne gry, retoryka nie rozwiązuje problemu. Powiedziałbym: jeśli tak dalej pójdzie, to nasz dług będzie się zwiększał co roku o ponad 100 proc., a to jest niebezpieczne dla nas oraz gospodarki. Powiedziałbym też: obiecywaliśmy wam cud gospodarczy, chcemy słowa dotrzymać, ale z takim stanem finansów publicznych nie doczekamy się tego cudu. Więc proponujemy reformy.
Tusk mówi, że nie przeprowadzi reform, z powodu których Polak nie będzie miał przed pierwszym co do garnka włożyć. - To przedstawienie reform jako czegoś, co powoduje, że społeczeństwo biednieje. Całe doświadczenie moje i innych krajów pokazuje, że to bez reform społeczeństwo biednieje. Ja nie wiem, co pan premier ma na myśli, gdy używa słowa "reforma".
Może rząd nie chce pana słuchać? Może Balcerowicz został ostatnim liberałem w Polsce? - Na szczęście sporo jest w Polsce ludzi i organizacji, które zwiększają antyroszczeniowy nacisk na rząd i domagają się reform. Każdy dobry rząd powinien się z tego cieszyć. Ale nie chcę wystawiać rządowi cenzury ani rozstrzygać, jaką etykietką go opatrzyć.
Idą wybory samorządowe. Wiele gmin też nadmiernie się zadłuża. - Demokracja wymaga społeczeństwa obywatelskiego. Trzeba organizować ludzi, którzy chcą, by Polska szybciej doganiała Zachód. W USA ludzie dołączają się do stowarzyszeń i organizacji, wysyłają do władz miliony e-maili, bo tylko wtedy ktoś się z nimi liczy. Pytajmy więc o powody zwiększenia zatrudnienia w urzędach gmin, domagajmy się sensownych inwestycji.
rozmawiał Mariusz Jałoszewski
Co łączy dopiero co urodzonego Leosia, sześcioletnią Zosię i osiemnastoletnią Patrycję? Odpowiedź: dług, którym obciąża ich państwo. Dziś to 19 tys. 13 zł na każde z nich. Za pięć lat będzie to 29 tys. zł, czyli tyle, ile kosztuje mały samochód. A za 50 lat będzie to aż 327 tys. zł! (dziś to wystarczy na trzypokojowe mieszkanie w Warszawie). Jeśli nie przeprowadzi się reform, to dojdzie do krachu finansowego. A wtedy Patrycja, Zosia i Leoś raczej wyjadą z Polski.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl