O Haiti w Polsce mówiono po raz ostatni, gdy karaibską wyspę zniszczyło styczniowe trzęsienie ziemi, a pomoc poszkodowanym nieśli m.in. nasi ratownicy. Teraz Wspólnota Polska, której zadaniem jest pomoc rodakom na Obczyźnie, wysyła za kilka miesięcy na Haiti wolontariusza, który ma wskrzeszać wśród tubylców... polskość. Po co?
Na wyspie mieszka kilka tysięcy osób, w których żyłach płynie polska krew. To potomkowie legionistów generała Jana Henryka Dąbrowskiego, których 200 lat temu Napoleon wysłał do tłumienia powstania niewolników. Ale część polskich żołnierzy - ok. 400 osób - zamiast walczyć, przyłączyło się do powstańców, co umożliwiło stworzenie pierwszej republiki na Karaibach. Dziś o ich potomkach miejscowi mówią "blanc" albo "Polone", czyli "biali" albo "Polacy", bo większość ma jaśniejszą karnację i europejskie rysy twarzy. Niektórzy nawet niebieskie oczy.
- Znamy miejscowości, w których potomków z Polski żyje najwięcej. To m.in. położone wysoko w górach - Cazale lub Fond des Blancs w północno-zachodniej części kraju. Nazywa się je polskimi wsiami - mówi Zofia Pinchinat-Witucka, Haitanka, od lat mieszkająca w Polsce, prezes Fundacji Polska - Haiti. - Potomkowie legionistów nie mówią w języku przodków, choć czują się Polakami i są z tego dumni - dodaje Pinchinat-Witucka.
Do polskich korzeni przyznaje się np. była pierwsza dama Haiti Geri Benoit Belnowski. W Cazale jest też wiele rodzin o nazwisku Poto, które ma pochodzić od Potockich. Wielu haitańskich Polaków modli się natomiast do Matki Boskiej Częstochowskiej i potrafi powiedzieć "Jezus Maria".
- Dlatego w ramach programu "Czas na Polskę" wysyłamy na Haiti wolontariusza - mówi Andrzej Grzeszczuk ze Wspólnoty Polskiej. - Będzie to artysta, który w jednej z wiosek zaprojektuje i pomoże zbudować plac zabaw. Obok powstaną miejsca, gdzie będą mogli spotykać się dorośli - ujawnia Grzeszczuk.
Kandydat został już wybrany, ale Wspólnota nie ujawnia jego nazwiska. Wiadomo, że na wyspie spędzi ok. pół roku. 30 tys. zł na koszty jego pobytu przekazał Senatu i dwa prywatne banki. Jego zadaniem będzie również prowadzenie bloga. - Gdy mu się powiedzie, to następni wolontariusze mogliby np. otrzymać zadanie stworzenia domu kultury lub szkoły, gdzie będzie można uczyć polskiego czy historii - twierdzi Longin Komołowski, prezes Wspólnoty Polskiej.
Dr Paweł Hut, ekspert ds. migracji z Uniwersytetu Warszawskiego: - To bardzo dobry pomysł. Animator żyjący wśród lokalnej społeczności, jeśli ma dużo inwencji, może zrobić wiele dobrego, a inicjatywy kulturalne są na ogół początkiem bliższej współpracy. Tym bardziej, że koszt całego przedsięwzięcia jest symboliczny.
W ramach programu "Czas na Polskę" Wspólnota Polska wysyłała już wolontariuszy do Argentyny, Brazylii i Kanady.
Źródło: Dziennik Metro