Twórca polskich reform gospodarczych nie zostawia suchej nitki na kolejnych próbach rządu do likwidacji lub osłabienia Otwartych Funduszy Emerytalnych. Od 10 lat trafia do nich część naszych składek emerytalnych, które na specjalnych kontach wypracowują zysk. Resztę składek bierze ZUS. Pieniądze jednak tylko księguje i wypłaca z nich bieżące emerytury.
Problem w tym, że rząd musi dokładać do tego systemu. Obecnie ok. 23 mld zł rocznie - tyle brakuje ZUS-owi, który z powodu OFE ma mniejsze dochody. Jeśli na ten czy inne wydatki brakuje pieniędzy, rząd zaciąga kredyty. Dochodzimy do niebezpiecznego progu zadłużenia państwa: 55 proc. PKB.
Ministrowie finansów i pracy rok temu wpadli na pomysł, że najszybciej można oszczędzić, ograniczając składki na nasze emerytury w OFE lub po prostu likwidując Fundusze - tak, by jak dawniej cała nasza składka trafiała do ZUS. Teraz padła propozycja, by rząd zamiast gotówki przekazywał do OFE tzw. obligacje emerytalne oprocentowane na równi ze wzrostem gospodarczym. Rząd miałby je wykupywać, gdy będziemy przechodzić na emeryturę.
Prof. Leszek Balcerowicz i jego fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju bronią OFE. Wyliczali korzyści jakie dają:
- Polacy mają odłożoną realną gotówkę na starość, a nie wirtualną obietnicę pieniędzy z ZUS-u, - środki OFE pobudzają nasz rynek finansowy, bo część pieniędzy inwestowanych jest na giełdzie, - za kilkadziesiąt lat rząd będzie wydawał mniej na emerytury.
- Można odnieść wrażenie, że główny problem deficytu finansów publicznych to wprowadzona w 1989 r. reforma emerytalna i jej II filar. Tymczasem wydatki na OFE to tylko 1,6 proc. naszego PKB. Przyczyn i rozwiązań zadłużenia państwa trzeba szukać w pozostałych wydatkach publicznych, które stanowią 43,4 proc. PKB - przekonywał Leszek Balcerowicz.
Jego zdaniem, jeśli rządowi brakuje pieniędzy na emerytury to powinien więcej prywatyzować oraz ciąć wydatki np. reformując KRUS, emerytury mundurowe (takie były założenie reformy). - Dlaczego dano nauczycielom podwyżki? Dlaczego nie ograniczono ulg podatkowych, które kosztowały budżet rok temu 66 mld? - pyta Balcerowicz.
Kolejny krok, który da oszczędności to wydłużenie wieku emerytalnego (tak robi cała zachodnia Europa). Oraz ułatwienia dla przedsiębiorców, by inwestując, pobudzali wzrost gospodarczy i stwarzali miejsca pracy.
Balcerowicz przestrzega, że jeśli zamiast reform rząd osłabi lub zlikwiduje OFE, to podważy to zaufanie Polaków do państwa oraz inwestorów do naszej gospodarki. W efekcie zaczną uciekać od nas inwestorzy, a rząd będzie musiał płacić więcej za swoje kredyty. Tak dzieje się już na Węgrzech, które ogłosiły, że chcą rozmontować swoje OFE.
Jak zarabiają dla nas OFE
Do OFE trafia ok. 40 proc. naszych składek na emeryturę. Z tego 60 proc. OFE musi wydać na zakup bezpiecznych, niżej oprocentowanych obligacji skarbu państwa (te pieniądze chce teraz zabrać rząd). Większe zyski daje zainwestowanie pozostałych 40 proc. składki w akcje.
Obecnie OFE posiada 201 mld zł. Z tego 152 mld zł to wpłacone składki, reszta to właśnie wypracowany zysk.
Jeśli ktoś od połowy 1999 r. wpłacał do OFE np. po 100 zł miesięcznie, to wpłacił ok. 14 tys. zł, a jego obecny kapitał z zyskiem wynosi ponad 21 tys. zł. (już po potrąceniu prowizji pobieranych przez OFE). Ale realna wartość zysku jest mniejsza - ok. 3 tys. zł - bo trzeba wziąć pod uwagę inflację.
OFE nawet mimo kryzysu i załamania giełdy dały i tak większy dochód, niż gdyby włożyć te pieniądze na lokatę do banku. I aż o ponad 8 proc. więcej niż ustawowa indeksacja składek w ZUS.
Źródło: Dziennik Metro