Mieszkańcom niektórych dzielnic odjęło mowę, gdy przeczytali listy ze stołecznego ratusza: w nowym roku za mieszkanie lub dom jednorodzinny będą musieli zapłacić nawet o kilka tysięcy złotych więcej.
Obecna podwyżka nie jest dla wszystkich. Nie wzrastają czynsze dla lokatorów komunalnych, ani podatki od nieruchomości dla właścicieli mieszkań i domów. Za kieszeń muszą się za to złapać osoby, które mają lokum z gruntem w tzw. użytkowaniu wieczystym, czyli najczęściej w dzierżawie na 99 lat. To na ogół mieszkańcy starych komunalnych kamienic w centrach miast oraz bloków z lat 50. i 60., często emeryci.
- Do tej pory płaciłam ok. 2 tys. zł rocznie, teraz będzie prawie 3 tys. zł. Będę musiała zacisnąć pasa. Nie wiem jak - mówi warszawianka, która w wykupionym mieszkaniu w Śródmieściu żyje już 60 lat. - Wielu myśli, że życie w centrum to luksus. Owszem, miałam blisko do pracy, a dziecko do szkoły. Ale miasto nic tu nie inwestuje. Brak zieleni, miejsc do parkowania, za to spaliny, korki, nocne hałasy z lokali gastronomicznych - narzeka. Podobne wezwania dostało już lub dostanie 4,7 tys. mieszkańców dzielnicy.
Podwyżki opłat za użytkowanie wieczyste wprowadziło też Bemowo (do 400 proc.), Ochota (200-600 proc.), czy Wola (wyższe rachunki płacą tu również mieszkańcy bloków - nawet o 2 tys. proc.!) - Właścicielom mieszkań na Woli podniesiono opłaty o kilka tysięcy złotych. To łupienie ludzi. Miasto tłumaczy, że wzrosły ceny nieruchomości, ale mechanizm tych wycen nie jest uczciwy. Przecież stare bloki i kamienice z lokatorami nie są warte tyle, co puste działki, na których można postawić biurowce czy apartamentowce - oburza się Barbara Różewska, prezes stowarzyszenia Konfederacja Warszawska, które zrzesza spółdzielnie mieszkaniowe.
Ujawnili dopiero po wyborach Ludzie są oburzeni, że decyzję o podwyżkach przed wyborami trzymano w tajemnicy. - Na decyzji, którą dostałam, jest data 15 października. A przysłali ją dopiero teraz, gdy wygrali wybory - mówi mieszkanka Pragi Północ. Jej opłata wzrośnie o 60 zł. Kobieta jest wściekła: - Mam płacić za rozsypującą się kamienicę i brak obwodnic, bo prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz z PO wykreśliła z planu wszystkie inwestycje na Pradze!
Rządzony przez Platformę Ratusz nie chce się tłumaczyć. Odsyła do dzielnic, bo podwyżki to ich kompetencja, choć pieniądze z opłat - w tym roku 321 mln zł - wpływają do budżetu miasta.
A dzielnice tłumaczą się tak: drastyczne podwyżki są wynikiem nowej wyceny nieruchomości, zaktualizowanej po latach zaniedbań. A na coroczną aktualizację nie ma pieniędzy i pracowników. Bo w całym mieście jest 230 tys. użytkowników wieczystych.
Czy trzeba godzić się na podwyżkę? Podwyżki opłat dotknęły też łodzian - dostało je w tym roku 18,5 tys. osób. Gdańsk chce w tym roku zmienić aż 10 tys. umów z rejonu Wrzeszcza, Oruni, Osowa, Zaspy, Przymorza, Stogów. W sumie chce zarobić na opłatach 36 mln zł.
Podobnie w Krakowie - za mieszkanie w Nowej Hucie trzeba zapłacić zaledwie 52 zł, ale już w zabytkowym centrum 1,5 tys. zł. Przez Poznań i Wrocław fala drastycznych podwyżek była już rok temu. Więcej pieniędzy od mieszkańców żądają też małe miasta, np. Władysławowo.
Co, jeśli nas nie stać? Tylko w warszawskim Śródmieściu użytkownicy wieczyści mieszkań zalegają z opłatami na 16 mln zł. Grozi im wejście komornika na hipotekę.
Nie trzeba się godzić na stawki ustalane przez rzeczoznawców wynajętych przez miasto. Można się odwołać od decyzji o podwyżce do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Wystarczy zakwestionować wycenę rzeczoznawcy. W stolicy zrobiło to kilka tysięcy osób, więc kolegium jest zawalone sprawami i długo się czeka na decyzję. Do tego czasu jednak nie trzeba miastu płacić wyższej stawki. Część osób tu wygrywa i dostaje niższe opłaty. Przegrani mogą jeszcze złożyć skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego.
Jeśli płacić musimy, możemy zwrócić się do zarządu dzielnicy o rozłożenie opłaty rocznej na raty. A jeśli nasz dochód na osobę w rodzinie nie przekracza połowy przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce, możemy wystąpić o 50 proc. upust.
Specjalizujący się w prawie cywilnym adwokat Roman Nowiesielski podpowiada jeszcze jeden sposób. Jego zdaniem taniej jest wykupić nieruchomość na własność, bo można zażądać upustu w cenie, a płatność rozłożyć na raty. Jednak np. w kamienicach zarządzanych przez wspólnoty mieszkaniowe, na wykup muszą się zgodzić właściciele wszystkich lokali, a to na ogół bariera nie do przebrnięcia.