Warszawski sklep Leroy Merlin w al. Jerozolimskich. - Słyszysz to? Jakieś echo? - pyta męża kobieta w średnim wielu. Przeglądają wzory paneli podłogowych. - Wydaje ci się. To raczej dźwięk palącego się drzewa w kominku - odpowiada mąż. Faktycznie z głośników słychać coś dziwnego. Co to za muzykę puszczacie, jakieś radio? - pytamy Małgosię z działu obsługi klienta. Uśmiecha się. - No faktycznie mamy nową muzykę, ale nic więcej nie mogę powiedzieć - mówi wymijająco. Dzwonimy do centrali Leroy Merlin. - Do tej pory emitowaliśmy w sklepach muzykę instrumentalną, ale kilka miesięcy temu na próbę w jednym z naszych sklepów przy Ostrobramskiej, zdecydowaliśmy się wprowadzić coś nowego. Po przebadaniu reakcji klientów, stwierdziliśmy, że działa pozytywnie. Dlatego od początku roku wprowadziliśmy ją do wszystkich Leroy w Polsce - mówi Anna Romaniecka-Mankiewicz, rzeczniczka firmy. Co to za pozytywny wpływ muzyki na klientów zaobserwowano w Leroy? - dociekamy. Po prostu stwierdziliśmy, że klienci czują się przy niej bardziej komfortowo, a i pracownicy mówili, że lepiej im się przy niej pracuje - ucina.
Okazuje się, że muzyka została zamówiona w polskim oddziale międzynarodowej firmy Mood Media Corporation, która - jak pisze o sobie - specjalizuje się w tzw. marketingu sensorycznym. - To różnego rodzaju sposoby działania na zmysły klienta - głównie słuch i węch. Odpowiednio dobrana muzyka i zapach w sklepie są w stanie sprawić, że sprzedaż może wzrosnąć nawet o 20-35 proc. - przekonuje, powołując się na badania zachodnich naukowców Aleksandra Potrykus z firmy Mood Media Corporation.
Opowiada, że Leroy dostarczył danych o kliencie (wiek: 30-40 lat, wykańcza właśnie mieszkanie) i na tej podstawie sztab firmowych psychologów wybrał muzykę. - Chodziło o to, by była ona spokojna i budziła skojarzenia z ciepłem domowego ogniska - mówi.
Potrykus tłumaczy, że klientów mają też z innych branż: sieciom stacji benzynowych dostarczają ostrą, męską muzykę (ma ona otwierać portfele facetom, którzy są tam głównymi klientami), butikom z damską odzieżą - dźwięki pełne sentymentalnych westchnień (mają przypominać paniom mężczyzn, dla których się stroją), restauratorom, serwującym wino proponują dźwięki jazzujące ("piwo lepiej sprzedaje się przy rocku, a np. amaretto chętniej klienci zamawiają przy instrumentach klasycznych"), a kawiarniom dostarczają specjalne puszki emitujące zapachy świeżo mielonej kawy, supermarketom zaś - aromaty świeżo upieczonego chleba do instalacji przy stoiskach z pieczywem.
Choć polskie firmy marketingu sensorycznego mówią, że zainteresowanie sklepów ich usługami rośnie coraz szybciej (wzrost wartości zamówień o ok. 20 proc. rocznie, ale nie chcą podawać wartości przychodów), to stosuje go zaledwie kilka procent naszych sklepów. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych czy we Francji odsetek takich sklepów wzrósł z 30 do 50 proc. w ciągu ostatnich trzech lat.
- Takie wpływanie na nastrój ma wiele ograniczeń, bo np. komuś, kto jest wściekły, bo jadąc do sklepu, stał w gigantycznym korku, raczej żaden zapach czy dźwięk nie jest w stanie znacząco poprawić humoru i skłonić go do większych zakupów - ocenia dr Jacek Wójcik z Katedry Marketingu Szkoły Głównej Handlowej.
>> Przeczytaj także: Ojcowie wolą pracowąc, niż opiekować się dziećmiŁapiesz się na sklepowe sztuczki, a może jesteś na nie odporny? Napisz do nas:
metro@agora.pl