Przed oficjalnym wystąpieniem premier naradzał się m.in. z szefem MSWiA Jerzym Millerem, który szefuje polskiej komisji badającej katastrofę. Politycy PiS zażądali natychmiastowego zwołania specjalnej sesji Sejmu ws. raportu MAK, ale marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna zapowiedział, że odbędzie się ona najwcześniej w środę.
Premier oświadczył, że raport jest niekompletny. Podkreślił, że nie kwestionujemy wniosków Rosjan, którzy winą za tragedię obarczają polskich pilotów i organizację lotu. - Bierzemy część odpowiedzialności na siebie - zapewnił. I dodał, że w polskim raporcie nasze błędy będą opisane jeszcze ostrzej. Premier liczy jednak, że Rosjanie poprawią swój raport, w którym uwzględnią uwagi strony polskiej, najlepiej po konsultacjach. Właśnie taką propozycję rząd złoży teraz Moskwie. - Są poszlaki, domniemania, że co najmniej okoliczności, jeśli nie przyczyny, leżą także po ich stronie. Mówię tu o lotnisku, wieży kontrolnej i o procedurach rosyjskich. Druga strona też musi mieć odwagę do pokazania całości obrazu - zaznaczył premier.
Według strony polskiej Rosjanie nie uwzględnili w swym raporcie fatalnego stanu lotniska oraz nie pokazali jak wyglądała praca kontrolerów. Minister Jerzy Miller mówił wczoraj, że raport wytyka nam, że w kabinie pilotów był dowódca wojsk lotniczych gen. Andrzej Błasik i sugeruje naciski na pilotów, żeby lądowali, choć nie ma na to bezpośrednich dowodów. Nie jest też pewne, czy 0,6 promila alkoholu we krwi generała to skutek wypicia alkoholu, czy też pojawił się on w sposób naturalny w ciele po śmierci. Wczoraj w obronie czci nieżyjącego generała wystąpiła jego żona.
Zdaniem Millera Rosjanie powinni wykazać teraz, czy na kontrolerów wieży wywierano podobne naciski, by pozwolili na lądowanie. Mogą to sugerować stenogramy z rozmów w wieży, które zdobyła nasza komisja. Ma z nich wynikać, że kontrolerzy sprzeciwiali się lądowaniu, ale ktoś wydał im polecenie. Stenogramy mają być opublikowane w przyszłym tygodniu.
Premier wierzy, że spór o ostateczną wersję raportu o katastrofie nie popsuje odwilży stosunków polsko-rosyjskich. - Nie możemy dopuścić, by niedomówienia miałyby się okazać hamulcem dla naszych relacji. Dziś chcemy pełnej i obiektywnej relacji z tamtych zdarzeń, nie przeciw komuś. Ale dobre relacje i pojednanie muszą budować się na prawdzie - zaznaczył Donald Tusk. Dodał, że rzetelny raport leży też w interesie reputacji Rosji oraz posłuży poprawie bezpieczeństwa lotów w Polsce i w Rosji.
Na razie dymisji w armii i MON w związku ze złą organizacją lotu nie będzie. Choć za kadencji obecnego szefa resortu Bogdana Klicha to już druga katastrofa lotnicza. W 2008 r. rozbił się samolot wojskowy w Mirosławcu, zginęło 20 osób. Tu też zawiodła załoga, pogoda, ale i obsługa naziemna lotniska.
Premier z dymisjami poczeka na nasz raport. Nie wiadomo, kiedy będzie gotowy. Nie wiadomo też, czy Rosjanie przystaną na naszą propozycję wspólnego opracowania raportu. Aleksiej Morozow, szef komisji technicznej MAK zapowiedział wczoraj, że rosyjska wersja jest ostateczna.