"Nic nie widać. Odchodzimy" - To nowe słowa, które udało się odszyfrować polskim ekspertom badającym zapis z czarnych skrzynek rejestrujących rozmowy z kabiny pilotów Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem.
Nie wiadomo kto mówi 15 sekund przed katastrofą "Nic nie widać". Ale sekundę później dowódca załogi mówi "odchodzimy", a zaraz po nim drugi pilot powtarza "odchodzimy". To podważa tezę raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, który twierdzi, że nasi piloci chcieli wylądować za wszelką cenę. Tymczasem te słowa mogą świadczyć, że piloci nie lądowali, tylko zeszli do ustalonej z wieżą wysokości 100 metrów. W tym czasie byli jednak niżej, bo samolot znajdował się w jarze przed lotniskiem.
Nie ma jednak pewności, czy po słowach "odchodzimy" załoga próbowała poderwać samolot. Z naszych uwag do raportu MAK wynika, że tak. Co więcej według płk Mirosława Grochowskiego, wiceszefa polskiej komisji badającej katastrofę, mieli czas żeby się uratować. To kolejne wątpliwości, które podważają ustalenia raportu rosyjskiego. Już obudziły spiskowe teorie o przyczynach rozbicia się samolotu oraz dały amunicję opozycji do ataków na rząd.
A jak widzą nasze spory o katastrofę Rosjanie? Poniżej rosyjski punkt widzenia na raport MAK i katastrofę smoleńską.
Po co Polsce potrzebny jest ułamek rosyjskiej winy?
Mariusz Jałoszewski: Jaka jest reakcja w Rosji na raport MAK, który całą winę za katastrofę smoleńską zwalił na polskich pilotów?
Władimir Kirjanow, redaktor naczelny "Rosyjskiego Kuriera Warszawskiego": - W Rosji nie ma napięcia emocjonalnego, jak w Polsce. Dla nas niewiarygodne są pojawiające się teorie spiskowe.
Rosja sama do nich się przyczynia niedopowiedzeniami na temat pracy kontrolerów lotu, zatrzymując część dokumentów, czy zamykając pracę drugiej komisji, której szefował Władimir Putin.
- Ta druga komisja była powołana tylko do zlecenia śledztwa MAK. Ale sprawa nie jest zakończona, bo trwa śledztwo prokuratury.
Nasz rząd oczekuje wspólnego raportu pokazującego, co działo się w wieży na smoleńskim lotnisku. Ciągle nie wiadomo co za "tajemnicza" trzecia osoba była w wieży.
- MAK wykonał swoją pracę. Według niego to, co działo się w wieży nie miało znaczenia. To może teraz wyjaśnić prokuratura.
Ale wątpliwości, których nie rozwiewa MAK dają napęd spiskowym teoriom. Wraca teoria o zamachu, którą przypomina mąż córki prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
- Są w Polsce siły polityczne, które chcą na tym zbić polityczny kapitał. Rosjanie pracowali nad raportem rzetelnie, a Polacy próbują znaleźć niedociągnięcia. MAK nie mógł przyjąć uwag, bo to ich raport. Mają swoich ekspertów oraz doświadczenie i bez względu na politykę robią swoje. I zrobili to jak uważają. Waszych uwag nikt nie krytykował. Ale jeśli krytykuje się fachowców MAK, to trzeba wykazać dlaczego. Raport MAK to lustro, ale nie wszystkim podoba się to, co w nim widzą.
Są opinie, że Rosja to duży kraj, który nie lubi przyznawać się do swoich błędów.
- To rusofobiczne opinie. Gdyby katastrofa polskiego samolotu z prezydentem wydarzyła się w USA, to byście mieli mniej pretensji. Nie mówiono by, że to zamach. To wynika z uprzedzeń.
I z trudnej historii. Polska dużo wycierpiała ze strony Rosji.
- Polska cierpiała, ale Rosjanie też i nie mniej. Tylko u was politycy grają kartą rosyjską.
Premier Tusk też gra na resentymentach?
- Nie. Chce prowadzić nową politykę. Ale z opozycji idą na niego ataki. Nawet SLD jest krytyczne.
Rodziny ofiar mają jednak prawo żądać pełnego wyjaśnienia przyczyn. I trudno dziwić się żalowi do Moskwy, skoro w świat po raporcie MAK poszła informacja o pijanym generale, który dowodził samolotem.
- W raporcie stwierdzono tylko 0,6 promila we krwi i że w kabinie niepotrzebnie był generał. Owszem ludzie piją alkohol w samolotach, który roznoszą stewardesy. Ale jeśli ja bym wypił lampkę wina i wszedł do kabiny, to byłaby afera, że pijany rosyjski dziennikarz wszedł do pilotów. Prawda to prawda.
Czy uda się nam dojść do odkrycia całej prawdy o katastrofie smoleńskiej? Ochłodzą się teraz nasze relacje?
- Nie wiem czy przy takim poziomie emocji w polskiej opozycji dogadamy się. Jestem w Polsce od 23 lat i widzę, że są politycy, którzy chcą psuć te stosunki czepiając się różnych rocznic, katastrof. Putin, nasz prezydent, wasz oraz Tusk próbują coś robić. Ale Kempa [posłanka PiS] mówi o medialnym strzale w tył głowy, to trzeba mieć chorą wyobraźnię. Tusk widzi, ze oni go atakują, chcą odebrać elektorat. To mówi, że raport MAK jest nie do przyjęcia, bo jeśli powie inaczej to zdrada.
Może boicie się pokazać bylejakości i prowizorki. U nas jest podobnie, ale bijemy się we własne piersi.
- Lotnisko w Smoleńsku było zamknięte, otworzono je tylko dla Polski i to ze względu na ocieplające się stosunki. Trzeba było jednak odmówić i Kaczyński pojechałby do Katynia samochodem lub pociągiem. I to jest nasza moralna wina, że otworzyliśmy te lotnisko. Tylko po cholerę tam się pchali w takich warunkach.
Tusk mówi, że bez prawdy nie będzie gruntu pod pojednanie.
- To chora logika. Po co Polsce potrzebny jest ułamek rosyjskiej winy? Nikt przecież nie wykreśli winy pilotów, ich poziomu wyszkolenia, organizacji lotu. Za to próbuje się udowodnić winę kontrolerów. Co zaskakującego w tym, że pytali Moskwę co mają robić. Leci samolot wypchany VIP-ami i mają decydować czy odmówić lądowania. Oni siedzieli na krześle, nie byli w kabinie samolotu. Nie rozumiem chęci podzielenie się winą. To nic nie zmieni. To wojna polsko-polska.
Źródło: Dziennik Metro