Zakaz palenia obowiązuje od 15 listopada ub. roku. Ponad połowa restauratorów wieszczyła wówczas, że ich obroty spadną nawet o 15 proc. Teraz okazało się, że ich obawy były przedwczesne. Zbadała to w swoim sondażu firma Ipsos. Z opracowania wynika, że aż 7 proc. dorosłych Polaków twierdzi, że wskutek zakazu ogranicza wizyty w lokalach - chodzi o ok. 2 mln najbardziej zatwardziałych palaczy. Ale aż 5 proc. klientów - ok. 1,5 miliona osób - zamierza odwiedzać puby częściej niż dotychczas. Co więcej, według Ipsosu, wszystko wskazuje na to, że grupa zwolenników palenia, będzie topnieć.
- Sprzeciw wobec ograniczeń jest zawsze największy na początku jego wprowadzenia. Sceptyczni dziś wobec zakazu palacze będą uczyli się z nim żyć i coraz więcej osób będzie akceptować to, że na dymka trzeba wyjść z lokalu - mówi Anna Forycka z Ipsosu.
Zakaz zdaniem badaczy pozytywnie wpłynie też na budżety pubów. - Część palaczy zacznie kupować drobne przekąski, słone orzeszki, paluszki, by czymś zająć ręce. Sprzedaż miękkich substytutów papierosa może więc wzrosnąć - ocenia Forycka.
Co ciekawe, choć zakaz wprowadzono zaledwie dwa miesiące temu, restauratorzy już dostrzegają jego zalety. - Nie dość, że nie zaobserwowaliśmy żadnego spadku liczby klientów, za to zaczęły się u nas w godzinach rannych i popołudniowych pojawiać rodziny z dziećmi. Wcześniej tego typu klientów w ogóle nie było - mówi Bartłomiej Modzelewski, menedżer warszawskiego klubu Nowy Wspaniały Świat. Dodaje też, że także palący bywalcy klubu coraz głośniej chwalą sobie zakaz. - Cieszą się, że nie ma już uciążliwego dymu wewnątrz lokalu, który powodował, że po przyjściu do domu natychmiast trzeba było zrzucać ubranie - mówi.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl