http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O czym debatować zamiast o Smoleńsku

Jacek Różalski
2011-01-27, ostatnia aktualizacja 2011-01-27 20:07

Brakuje mi informacji o rozpoczynającej się za kilka miesięcy polskiej prezydencji w Unii, sporze OFE, reformie KRUS. Ale też o braku mieszkań dla młodych i co zrobić, żebyśmy jak najszybciej jeździli porządnymi drogami, szybką koleją - mówi autor niezwykle popularnej, ale zlikwidowanej wczoraj akcji "Dzień bez Smoleńska"

Facebook strona główna
fot. facebook
Facebook strona główna
Jacek Różalski: W ciągu kilku dni od zamieszczenia na Facebooku waszego apelu o nienadawanie 3 lutego informacji związanych z katastrofą pod Smoleńskiem, na profil weszło ponad 100 tys. ludzi popierających tę akcję. I nagle z niej zrezygnowaliście.

Piotr Stohnij, pomysłodawca apelu "Dzień bez Smoleńska": - Największą siłą tej akcji miało być to, że była czysta od polityki. To może było zbyt idealistyczne, ale chcieliśmy, aby racjonalny pomysł zwyciężył nad nieracjonalnymi sporami. Uważaliśmy, że gdy zaapelujemy do sumień, to stanie się możliwa zmiana myślenia o tej tragedii. Że znów, tak jak w kilka dni po tragedii, umieszczona zostanie w należnej jej strefie sakrum. Bez politykierstwa, zacietrzewienia. Przyznam, że obawialiśmy się, czy ktoś nie zakwestionuje naszej dobrej woli. I obawy się potwierdziły.

I to już koniec?

- Nie. Napisaliśmy na Facebooku, że mimo wycofania się z akcji w internecie, nie rezygnujemy z idei, bo naszym zdaniem ma ona sens. Jeden dzień bez mówienia o Smoleńsku bardzo by się przysłużył przywróceniu właściwego postrzegania tragedii.

Ale nazwano was lewakami, ktoś syknął, że waszym celem jest obrażanie pamięci ofiar.

- Pojawiło się zbyt wiele negatywnych emocji, które mogą tylko niszczyć, nigdy budować. Rezygnując z naszej akcji - wygraliśmy. Aby coś się zmieniło, ktoś musi zacząć postępować inaczej.

W internecie natychmiast pojawiło się prośby o przywrócenia akcji. A nawet klony pomysłu.

- Ale z e-maili, które otrzymaliśmy wynika, że większość zrozumiała naszą decyzję o wycofaniu się, nawet jeśli się z nią nie zgadzała. Wielu użytkowników, którzy poparli nasz apel stwierdziło, że zakończenie inicjatywy w tej chwili było jedynym racjonalnym wyjściem i udowodniło czystość intencji.

Może nazwa apelu "Dzień bez Smoleńska" była zbyt prowokacyjna?

- Ta akcja nauczyła nas, że trzeba bardzo uważać na formułowanie publicznie swoich pomysłów. Bardzo łatwo zarzucić komuś złą wolę, znacznie trudniej uwierzyć w dobre intencje. Ale rozpatrywanie teraz, czy nazwa akcji była trafna, to gdybanie. W opisie napisaliśmy wyraźnie o co nam chodzi.

Na przykład o to, żeby media zaczęły więcej mówić o innych sprawach. Które sprawy są dla ciebie ważne?

- Nie jestem przeciw mówieniu w ogóle o Smoleńsku. Trudno, aby media nie informowały np. o raporcie MAK. Chciałbym jednak, aby robiono to w rzetelny i spokojny sposób, a dodatkowo żeby więcej mówiło się o innych, również ważnych sprawach. Tych, które dotyczą tu i teraz. Jestem studentem stosunków międzynarodowych, więc brakuje mi informacji o rozpoczynającej się za kilka miesięcy polskiej prezydencji w UE, OFE, KRUS. Ale też o braku mieszkań dla młodych i co zrobić, żebyśmy jak najszybciej jeździli porządnymi drogami, szybką koleją. Duża w tym rola mediów. "Dzień bez Smoleńska" to także apel o mniej epatowania tematami jątrzącymi, a więcej zwykłymi sprawami zwykłych ludzi.

Mam dość Smoleńska. O czym chcę dyskutować?

Dlaczego książki są takie drogie?
Michał Szydło, (22 l.) student prawa na UW
- Interesuje mnie to, jakie przełożenie ma jakość edukacji na moją przyszłość. Ile jest w Polsce analfabetów, ile książek się czyta, na jakie filmy chodzi się do kina? Nie wspominam o teatrach. Dlaczego się o tym nie mówi? Cieszę się z 50-proc. zniżki na PKP, ale muzea ciągle są za drogie. Dlaczego książka kosztuje połowę mojego tygodniowego budżetu?

Dlaczego trudno znaleźć dobrą pracę?
Agnieszka Kusza (38 l.), doktorantka z Kalisza, specjalistka planowania przestrzennego
- Maglowanie tematyki smoleńskiej już jakiś czas temu stało się męczące. Ja, moja rodzina, znajomi jesteśmy już tym zmęczeni. Media zachowują się tak, jakby świat kręcił się tylko wokół rodzin tych, którzy zginęli, a tak wcale nie jest. Ważniejsze są sprawy związane np. z trudnościami, które mają wykształceni ludzie ze znalezieniem pracy odpowiedniej do ich kwalifikacji. Powinno się nagłaśniać katowanie dzieci, przemoc w rodzinach, ale i przykłady okrutnego traktowania zwierząt. Media powinny też więcej mówić o pozytywnych sprawach. Mimo narzekań buduje się u nas drogi, są dobre szpitale i młodzi ludzie, którzy dobrze radzą sobie w biznesie.

Dlaczego tak mało o Miłoszu i szczypiornistach?
Marta Kwapich (21 l.) Lublin, studentka kulturoznawstwa na UW
- Polityka i gospodarka to nie wszystko. Media powinny więcej uwagi poświęcać sportowi i kulturze: mamy Rok Czesława Miłosza, skończył się Rok Chopinowski, powinniśmy też zastanowić się nad słabym występem Polaków na mistrzostwach świata w piłce ręcznej.

Masz dość dyskusji o Smoleńsku? O czym chciałbyś czytać? Napisz do nas: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy