Libia: snajperzy przeciw demonstrantom
Wielka Arabska Libijska Dżamahirijja Ludowo-Socjalistyczna (tak brzmi pełna nazwa państwa) praktycznie jest własnością rządzącego od ponad 40 lat pułkownika Muammara Kadafiego. Wraz z liczną rodziną i powinowatymi kontroluje on niemal wszystkie najważniejsze dzieciny życia, od polityki po handel żywnością i kosmetykami.
Libijczycy wreszcie powiedzieli dość i wyszli na ulice. Ale Kadafi posłał przeciw nim policję. W Al-Bajda w północno-wschodniej Libii zginęły co najmniej cztery osoby, kilkanaście jest rannych. Libijska organizacja Human Rights Solidarity informuje, że snajperzy mogli zastrzelić nawet 13 protestujących. W starciach w Bengazi rannych zostało w środę 38 osób. Na Facebooku codziennie pojawiają się wezwania do organizowania kolejnych demonstracji we wszystkich libijskich miastach.
Bahrajn: król przekupuje poddanych
Mieszkańcy tego znanego z ogromnych złóż ropy państewka (760 km kw.) nad Zatoką Perską domagają się przekształcenia królestwa z monarchii absolutnej w konstytucyjną, z ograniczoną rolą władcy. Panujący od 1999 r. emir (w 2002 r. sam przemianował się na króla) Hamad ibn Isa al-Chalifa próbował powstrzymać protesty, wypłacając każdej bahrajńskiej rodzinie po 1 tys. dinarów (2650 USD). Wart dziesiątki miliardów dolarów królewski majątek pozwala też na takie pomysły, jak zbudowanie w pustynnym i kraju stoku narciarskiego. Miał być wart pół miliarda dolarów, ale monarcha ostatecznie zmienił zdanie.
Nie udało mu się też przekupić poddanych - tysiące demonstrantów zebrało się w centrum Manamy - stolicy kraju. Ostatniej nocy policja siłą zlikwidowała ich obozowiska. Na ulicach widać już tylko wojsko. Zginęło co najmniej pięć osób, ponad 230 odniosło obrażenia. Opozycja mówi o ok. 60 zaginionych.
Jemen: walki na ulicach
We wczorajszych starciach między studentami a zwolennikami rządzącego od 32 lat Jemenem prezydenta Alego Abdullaha Saliha rannych zostało co najmniej 25 osób. Policja oraz zwolennicy prezydenta użyli przeciw nim pałek i kamieni, a siły bezpieczeństwa strzelały (jak twierdzą - w powietrze). Demonstracje w centrum stolicy - Sanie - trwają od tygodnia, biorą w nich udział tysiące osób, głównie studentów. Domagają się demokratycznych reform i ustąpienia obecnych władz. Ali Abdullah Salih nie chce o tym słyszeć. Znany jest z rządów twardej ręki i wsadzania za kratki przeciwników politycznych.
Źródło: Dziennik Metro