Z panem Michałem (na prośbę rozmówcy imię zostało zmienione, nazwisko do wiadomości redakcji), polskim kucharzem, który przez pięć lat pracował dla Muammara Kaddafiego, rozmawia Jacek Różalski
Mieszka pan we Francji, ma 65 lat, prowadzi knajpkę pod Paryżem, ale w latach 1979-1984 był pan kucharzem Muammara Kaddafiego. Jak to się stało, że został pan zatrudniony przez libijskiego dyktatora?
- To za dużo powiedziane. Kaddafi oczywiście nie zatrudniał mnie osobiście. Gotowania nauczyłem się w Polsce, w szkole gastronomicznej. Na początku lat 70. wyjechałem do Francji, gdzie znalazłem pracę w małej knajpce w centrum Paryża. Zostałem zauważony przez jednego z klientów, któremu bardzo smakowały moje steki wołowe i potrawki z kurczaka. Spytał, czy nie miałbym ochoty pracować w lepszej restauracji. Był kuzynem właściciela lokalu na Champs-Élysées. Spodobałem się i przepracowałem tam cztery lata. W 1979 r. szef kuchni wyjechał do Libii. Po kilku miesiącach zadzwonił do mnie. Akurat szukano doświadczonego kucharza do jednej z rezydencji należącej do Kaddafiego. Postanowiłem spróbować, bo pensja była lepsza niż w Paryżu.
Ile?
- Nie mogę zdradzić.
Tak po prostu polecił pana kolega i został pan przyjęty?
- Później dowiedziałem się, że ludzie Kaddafiego sprawdzili moją przeszłość zarówno w Polsce, jak i we Francji. Wiedzieli, gdzie się uczyłem i gdzie pracowałem.
Powiedział pan, że pracował w jednej z rezydencji Kaddafiego, a ja słyszałem, że on mieszka w namiocie?
- Jest z pochodzenia Beduinem, więc mieszkanie w namiocie nie stanowi dla niego problemu. Zresztą należałoby zobaczyć te namioty: luksusowe meble, dywany, klimatyzacja. Ale Kaddafi korzysta z namiotów tylko w czasie podróży zagranicznych i wycieczek na libijską pustynię. Poza tym ma wiele rezydencji w całej Libii. W jednej z nich pracowałem.
Jak tam było?
- Mogę opowiedzieć o kuchni, zapleczu i terenie otaczającym budynek. Do apartamentów dla Kaddafiego, jego rodziny czy gości personelowi kuchni nie wolno było wchodzić.
Jak wyglądała kuchnia?
- Supernowoczesna. Takiej nie było nawet w restauracji we Francji. Bardzo drogi sprzęt - kuchenki, zmywarki, lodówki, krajalnice, roboty - pochodził z Włoch. Wazy i sztućce były ze srebra. Zmywarki miały urządzenia do dezynfekowania mytych naczyń. Kaddafi ma manię czystości. Ma też problem ze starzeniem się i obsesję na punkcie zamachów na jego życie.
Co to znaczy?
- Wszystkie potrawy, talerze, sztućce, kieliszki, a nawet serwetki musiały być przed podaniem dokładnie sprawdzone przez ochronę. Potrawy i napoje sprawdza dla Kaddafiego kilku testerów. Nie jeden, bo jednego też mógłby ktoś przekupić, a gdy jest kilku, trudniej o spisek. Słyszałem, że wszyscy pochodzili z rodzinnego plemienia Kaddafiego. Dyktator każdą noc spędza w innej rezydencji. W podróżach towarzyszy mu ok. setka samochodów i ochroniarzy. Gdy ta karawana przemieszcza się przez okolicę, natychmiast milkną telefony komórkowe.
Co pan gotował dla Kaddafiego?
- To, co najlepiej potrafię, czyli potrawy z wołowiny i drobiu. Moją specjalnością są steki cielęce: najpierw gotowane w zalewie z ziół i czerwonego wina, a potem smażone. Podawane z truflami lub warzywami. W Libii nauczyłem się przygotowywać identyczną metodą steki baranie, ale nie smakują tak wybornie, jak te cielęce.
Rozmawiał pan z Kaddafim?
- Nigdy. Nie miałem nawet okazji podać mu ręki.
To prawda, że jego ochrona to tylko kobiety?
- Strzeżony jest przez kilkadziesiąt umundurowanych kobiet. Niektóre pochodzą z Etiopii. Nazywa je amazonkami. Im ufa ponoć bezgranicznie. Wszystkie są doskonale wyszkolone w sztukach walki, strzelaniu i ochronie. Są mu bezgranicznie oddane. Nie mam wątpliwości, że dla Kaddafiego oddałyby życie. Słyszałem plotki, że niektóre są też jego kochankami.
Podobno to z dworu Kaddafiego pochodzi określenie "bunga-bunga", spopularyzowane przez Marokankę zamieszaną w skandal erotyczny z premierem Włoch Silvio Berlusconim?
- Gdy pracowałem w Libii chodziły plotki, że Kaddafi sprowadza na orgie kobiety z całego świata. Lubił, gdy były reprezentantki wszystkich ras. Białe pochodziły głównie z Rosji i Ukrainy. Ale Kaddafi docenia kobiety. To dzięki niemu dziś w Libii jest więcej kobiet z wyższym wykształceniem niż mężczyzn. W czasie zabaw na porządku dziennym był szampan sprowadzany prosto z Francji, słodycze z Belgii, wina z Włoch i Niemiec, i - jak słyszałem - narkotyki z Kolumbii.
Kaddafi jest narkomanem?
- Jego oczy są zwykle jakieś mętne, często wyglądał, jakby był nieobecny. Podobno kilka razy ledwo uszedł śmierci, ale za każdym razem ratowały go jego osobiste pielęgniarki sprowadzone z Ukrainy. Mówi się też, że Kaddafi to psychopata, który, gdy dostanie szału, potrafi zabić.
Dlaczego porzucił pan posadę?
- To była najlepiej płatna praca w moim życiu. Ale to, co do mnie dochodziło na temat Kaddafiego i jego otoczenia, było zbyt ekstremalne jak dla mnie. Z roku na rok coraz bardziej docierało do mnie, że pracuję dla groźnego satrapy, który cały kraj i jego mieszkańców traktuje jak swoją prywatną własność, okradając naród np. z zysków z ropy naftowej. I tak wytrzymałem prawie pięć lat.
Źródło: Dziennik Metro