Profesor Dieter Leipold przez 10 lat pracował nad recepturą bionady w swym starym browarze w Bawarii. Chciał stworzyć bezalkoholowy napój gazowany bez chemicznych dodatków. Zadłużył się na miliony marek, stanął na krawędzi bankructwa, ale w połowie lat 90. świat ujrzał pierwszą butelkę bionady.
Po kolejnej dekadzie bionada przebiła się na rynek zdominowany przez międzynarodowe korporacje.
U nas o Bionadzie usłyszeliśmy trzy lata temu, kiedy nasi zachodni sąsiedzi zachwycali się ekologicznymi oranżadami. Polskie i niemieckie media spekulowały czy ekologiczne
drinki zagrożą tradycyjnym gazowanym napojom. Bionadę okrzyknięto colą XXI wieku, stała się symbolem zdrowego, ekologicznego i alterglobalistycznego stylu życia. Inne niemieckie wypuściły na rynek konkurencyjne club mate i fritz cola - wszystkie napoje stały się symbolem artystycznego i awangardowego Berlina.
Do warszawskich klubów niemieckie oranżady trafiła wraz z artystycznymi projektami, jak twierdzą niektórzy miała na to wpływ
moda na knajpy takie jak Berlinie. Jakby nie było naprawdę niemieckie napitki pojawiły się m.in. w LoreLei przy Widoku, Powiększeniu przy Nowy Świecie czy Nowym, Wspaniałym Świecie (róg Nowego Świata i Świętokrzyskiej).
Ich ograniczona dostępność i wysoka cena (ok. 8-10 zł) oraz oryginalna receptura połechtała podniebienia i gusta hipstersów. Niemieckie oranżady wyprodukowane są z naturalnych, ekologicznych składników i są również naturalnie gazowane. Do tego club mate i bionada mają unikatowe smaki. Ta pierwsza opiera się na ekstrakcie z ostrokrzewu paragwajskiego. Bionada ma smak owocu liczi, czarnego bzu czy pigwy. Wszystkie napoje oprócz tego, że intrygują designerskimi etykietami, to działają pobudzająco. Ostrokrzew paragwajski zawiera naturalną kofeinę i witaminy z grupy B (są składnikiem niektórych napojów izotonicznych). Podobnie jak fritz cola wytwarzana z naturalnego ekstraktu orzeszków koli. Bionada wzbogacona jest wapniem i magnezem.
- Są goście, którzy przychodzą tylko na bionadę albo club mate - mówi Agnieszka Ciszewska, właścicielka kawiarni Kredkafe przy pl. Zbawiciela. - Bywają dni, że niemieckie oranżady sprzedają się lepiej niż zwykła coca-cola - dodaje.
- Club Mate ma mega branie. Bionada trochę gorzej, sprzedajemy kilkadziesiąt butelek w tygodniu - mówi menedżer Nowego Wspaniałego Świata.
Dlaczego niemieckie napoje stały się popularne? - Wszędzie jest cola, pepsi, fanta czy sprite. Niemieckie oranżady są alternatywą - mówi Michał Dybowski z clubmate.pl. Dostarcza napoje do ok. 120 klubów i kawiarni w stolicy.
Dlaczego nie do sklepów? Bo zdaniem Dybowskiego właściciele sklepów kupują tylko to, co jest reklamowane w mediach, Poza tym ceny niemieckich napojów są dla nich zbyt wysokie. - Ale to tylko kwestia czasu, aż zorientują się, że ludzie chcą je pić - mówi.
Popularność oryginalnych napojów zauważyli polscy producenci. Niedługo kawiarnianym hitem może się stać Wild Grass, które już można kupić w kilku w stołecznych knajpach. To napoje orzeźwiające o smaku kavy (pieprzu metystynowego) lub orzeszków coli z mieszanką ziół. Także są produkowane z naturalnych składników. Jak zapewniają twórcy na stronie internetowej pomysł na te napoje powstał na plaży, a receptura w domowej kuchni.