Stwardnienie zanikowe boczne - czy wyrok śmierci może brzmieć tak zwyczajnie? Gdy usłyszał go Tony Judt, uznał, że choroba będzie "postępującym uwięzieniem bez perspektywy zwolnienia warunkowego". Wybitny intelektualista, historyk, znawca Europy Środkowo-Wschodniej, mąż i ojciec, zdawał sobie sprawę, co go czeka - powolny zanik mięśni. Wprawdzie nie przyniesie bólu fizycznego, ale po kolei unieruchomi wszystkie narządy - od kończyn, na mięśniach przepony kończąc, co ostatecznie odbierze mu możliwość mówienia. Wkrótce przestanie także oddychać. Zanim to wszystko się stanie, do samego końca w doskonałej formie pozostanie tylko jego umysł. Piękny, błyskotliwy, analityczny. To ten umysł, zatrzaśnięty w coraz bardziej schorowanym ciele, jest bohaterem esejów zebranych w zbiorze "Pensjonat pamięci".
Ostatnie teksty Tony Judt z trudem dyktował swojemu sekretarzowi. Wcześniej podczas bezsennych nocy układał je sobie w głowie. Przemierzał swoje życie wzdłuż i wszerz. Tak jakby chodził po pewnym pensjonacie w Szwajcarii, gdzie jako dziesięciolatek spędzał z rodzicami zimowe ferie. To miejsce z czasem zupełnie wypadło mu z pamięci, ale teraz, gdy zbliża się nieuchronne, powróciło ze szczegółami - zapachami, smakami, dokładnym rozkładem pokoi i atmosferą długich wieczorów w towarzystwie drugoplanowych brytyjskich aktorów.
Podążając za pamięcią, Judt spaceruje po pensjonacie z dzieciństwa, aby "uporządkować myśli w układzie przestrzennym". Ale w tych nocnych wędrówkach nie ma sentymentalizmu - skarby pamięci, które znajduje w pensjonacie, są dla jego umysłu pretekstem do opowiedzenia czegoś ważnego o teraźniejszości. Wspominając londyńską podmiejską Zieloną Linię, której autobusy pachniały jak biblioteka albo stara księgarnia, mówi o zmianach w podejściu do miejskiej przestrzeni. Pisząc o promie Lord Warden, przenoszącym Brytyjczyków na kontynent za czasów jego dzieciństwa, pokazuje, jak bardzo pojęcie "bycia Europejczykiem" ewoluowało. Dziś wszyscy nimi jesteśmy, w latach 50. przeciętny uczeń Zjednoczonego Królestwa o wiele więcej wiedział o Indiach niż o Europie. W pozornie wspomnieniowych dywagacjach Judta nie brak diagnozy współczesności: jak można przegapić rewolucję, nawet będąc zapalonym lewakiem, co się stało z intelektualistami francuskimi i jak nauka czeskiego, której podjął się, przeżywając kryzys wieku średniego, może zmienić człowieka.
Judt opowiada tak, że zapominamy, jak trafił do pensjonatu pamięci i w którym z jego pokoi powstają eseje. To pokój odchodzenia. Pożegnalny ton wybrzmiewa z niezwykłym spokojem. Wspominając szwajcarską, górską kolejkę z dzieciństwa, pisze, że w Murren "nic się nie dzieje - to najszczęśliwsze miejsce na ziemi. Nie możemy wybierać, gdzie zacznie się nasze życie, ale zakończyć je możemy tam, gdzie chcemy. Wiem, gdzie się znajdę: będę jechał donikąd tą małą kolejką, po wieczne czasy".
Tony Judt, Pensjonat pamięci, Wydawnictwo Czarne Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl