Przez trzy targowe dni stoiska 56 wystawców XI edycji Poznańskich Spotkań Targowych - Książka dla Dzieci i Młodzieży odwiedzi kilka tysięcy małych i dużych ludzi. Organizatorzy oprócz klasycznych stoisk, na których pooglądać i kupić będzie można książki dla dzieci od 0 do 100 lat, przygotowali wystawy, teatrzyki, konkursy. Będzie można, oczywiście, spotkać ulubionego autora i dostać od niego autograf - pojawią się m.in. reżyser i pisarz Andrzej Maleszka, rysownik i ilustrator Bohdan Butenko, poetka i pisarka Joanna Papuzińska, poetka Dorota Gellner czy autor mądrych poradników, ale też powieści detektywistycznych Grzegorz Kasdepke i ojciec Pana Kuleczki i Wesołego Ryjka Wojciech Widłak. Targi to także okazja, by przyjrzeć się bliżej twórczości Janusza Korczaka, którego rok właśnie obchodzimy.
Z Joanną Rzyską, współzałożycielką i współwłaścicielką wydawnictwa Dwie Siostry, które na targach promować będzie m.in. komiksy Krystyny Boglar i Bogdana Butenki, rozmawia Maja Staniszewska. Jaka powinna być dobra książka dla dzieci? Nie ma na to obiektywnej odpowiedzi. Z naszego punktu widzenia dobra to nie tylko taka, która podoba się dzieciom, ale taka, która jest i dobrze napisana, i ma wysoki poziom graficzny. Taka, która pomoże ukształtować wymagającego, świadomego czytelnika. Kiedy zaczynałyśmy sześć lat temu w polskich księgarniach, było jeszcze niewiele takich książek, jakie widziałyśmy na półkach na świecie. Teraz to się zmieniło.
Od czego zaczęła się historia Dwóch Sióstr? Nasza mieszkająca w Holandii wspólniczka przetłumaczyła książkę "Nie każdy umiał się przewrócić" Toona Tellegena - o zwierzętach, które mają takie same problemy jak ludzie. Szukałyśmy dla niej w Polsce wydawcy, ale nikt nie był zainteresowany. W końcu doszłyśmy do wniosku, że ta książka jest nam tak bliska, że wydamy ją same. To było jeszcze przed powstaniem Dwóch Sióstr. Jako wydawnictwo zadebiutowałyśmy "Elmerem", znalezioną na targach książki w Bolonii historią słonia w kratkę. Na świecie to był wielki sukces - sprzedany do 30 krajów, z zabawkami, ale u nas nic. Bardzo słabo się sprzedawał. Wyprzedanie nakładu zajęło prawie cztery lata.
Ale nie zniechęciłyście się? Nie. Podczas wizyty w bibliotece przypomniałyśmy sobie książkę "Babcia na jabłoni" z ilustracjami Mirosława Pokory. Pamiętałyśmy ją z dzieciństwa i zapragnęłyśmy wydać, licząc, że są może tacy rodzice, którzy też ją pamiętają i teraz chętnie kupią swoim dzieciom. I to był sukces. Do dziś sprzedało się kilkanaście tysięcy egzemplarzy, były dodruki. "Babcia na jabłoni" zapoczątkowała też naszą serię "Mistrzowie ilustracji", w której wydajemy książki właśnie z oryginalnymi, niepowtarzalnymi ilustracjami np. Marcina Szancera czy Zbigniewa Lengrena. To nasza najpopularniejsza seria wydawnicza.
Macie też jednak zupełnie autorskie pomysły, a pierwszym z nich był "D.O.M.E.K." - książka dla dzieci o współczesnej architekturze. To był odważny pomysł... Bardzo ambitny, liczyłyśmy się z tym, że się nie sprzeda, ale postanowiłyśmy zaryzykować. Na pomysł tej książki wpadłam podczas podróży do Japonii, gdzie urzekły mnie małe
domy i małe
mieszkania. Pomyślałam, że fajnie było pokazać dzieciom, jak różnie ludzie mogą mieszkać. Myślałam, że kupią to pociechom rodzice architekci, ale okazało się, że nie tylko. Dzieci w ogóle nie traktują tego jako książki o architekturze, ale po prostu jako fajną książkę o różnych domkach. Sukces nas natchnął i powstały książki o designie i sztuce współczesnej, w przygotowaniu jest o muzyce. Ale nie czarujmy się, te książki są dość drogie. Nie da się porządnie wydać ilustrowanej książki dla dzieci za małe pieniądze. Czasem mam wrażenie, że jesteśmy znani tylko w dużych miastach, głównie w
Warszawie.
Takie imprezy jak targi nie pomagają? Nawet bardzo - tutaj spotykamy się z czytelnikami, wiemy od nich, czego od nas oczekują, co im się podoba, jakie mają kłopoty z dostępem do naszych książek. Ale też z księgarzami i
bibliotekarzami. Ponieważ nie wydajemy na reklamę, musimy liczyć na pocztę pantoflową. Okazuje się zaskakująco skuteczna. Po sześciu latach działalności mamy już na koncie ponad 50 wydanych książek.
Czyli rodzice dbają o to, by ich dzieci czytały ładnie wydane książki? Tak i jest ich coraz więcej.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl