http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wydawnictwo płyt niszowych

Konrad Wojciechowski
2012-02-01, ostatnia aktualizacja 2012-02-01 17:48

W związku z ACTA wiele się mówi o "chciwych płytowych gigantach". My pokazujemy drugi biegun tego biznesu. Oto W Moich Oczach i jego właściciel Sławek Pakos. Wydaje muzykę, bo lubi

Sławek Pakos na co dzień pracuje w korporacji. Po godzinach wydaje Siekierę
Fot. archiwum prywatne
Sławek Pakos na co dzień pracuje w korporacji. Po godzinach wydaje Siekierę
ZOBACZ TAKŻE
Wydawnictwo Pakosa nie jest nastawione na zysk za wszelką cenę. Wydaje muzykę, którą chce promować albo ocalić od zapomnienia. Tu kontrahenci traktowani są jak partnerzy. Umowy nie są dożywotnie. Jeśli zespół dostanie lukratywną ofertę z innej firmy, może nawet nie pytać o zgodę. - Ja nie utrzymuję się z wydawania płyt, muzycy tak - mówi właściciel W Moich Oczach.

Skąd się wzięło wydawnictwo kogoś, kto wyznaje tak "niedzisiejsze" zasady?

Od rocka do punka z przystankiem w Jarocinie

Wszystko zaczęło się w latach 80. - Zawsze interesowałem się muzyką. Mój starszy kuzyn był wielkim miłośnikiem polskiego rocka. Przyjeżdżałem do niego i przegrywałem piosenki. Aż pewnego razu usłyszałem w Rozgłośni Harcerskiej punkowych wykonawców - wspomina Sławek. Od teraz liczyły się tylko Armia, Izrael, Siekiera oraz Kryzys, czołowi przedstawiciele sceny niezależnej.

Usłyszeć to jeszcze nic, ale zobaczyć na własne oczy Tylko w Jarocinie. Pobyt na festiwalu uświadomił nastolatkowi, że chce w przyszłości zajmować się muzyką, mieć własne studio nagrań albo - jeszcze lepiej - wydawnictwo. Ale już wtedy zaczął organizować swoim idolom koncerty. - Wydawałem fanzina "W Moich Oczach". W pierwszym numerze można było przeczytać wywiad z Tomkiem Budzyńskim z Armii. Stopniowo poznawałem środowisko. Aż pewnego razu Armia za pośrednictwem Roberta Brylewskiego zaproponowała, abym został jej menedżerem. Miałem dopiero 21 lat! - opowiada Sławek.

Nisza pełna przypadków

Dziś Pakos ma 40 lat. Mieszka w Katowicach, poza wydawnictwem pracuje w firmie organizującej koncerty. Dwadzieścia lat temu - jako że punkowa zasada "zrób to sam" bliższa mu była od moralizatorskich kazań "módl się i pracuj" - zaczął działać na własny rachunek. Przegrywał i sprzedawał niedostępne na rynku kasety Immanuela oraz Bakszyszu, dzieląc się zyskiem z zespołami. A w 1996 roku powstała firma W Moich Oczach. Szyld, zaczerpnięty od nazwy fanzina był spolszczeniem tytułu piosenki grupy Minor Threat - hymnu ruchu straight edge ("nie piję, nie palę, nie uprawiam przypadkowego seksu"), z którym Sławek czuł się związany. Muzycznie dryfował w stronę reggae. I znów w jego życiu zadecydował przypadek. - Zadzwonił Jarek Kowalczyk z pytaniem, czy pomógłbym w wydaniu jego solowych nagrań. Postanowiłem spróbować. Znalazłem dla siebie niszę. Tę pierwszą kasetę Tabu Dubów sprzedałem w nakładzie prawie 2 tys. egzemplarzy.

Prawdziwym hitem był album Siekiery "Na wszystkich frontach świata", który rozszedł się w nakładzie 9 tys. sztuk. To dużo jak na możliwości Sławka i jego dwuosobowej firmy. - Zasadniczo zaczynam od tysiąca egzemplarzy. Tytuły deficytowe schodzą po 200-300. Każdą płytę próbuję promować w mediach, ale jest to trudne. Dziennikarze często z góry przesądzają, że to się nie nadaje - narzeka ambitny wydawca.

Wydawca na dwóch etatach

Co można znaleźć w katalogu firmy? Przede wszystkim muzykę reggae w wydaniu heavy (Paprika Korps), dub (Bakszysz/Tabu Duby) czy roots (Izrael). A także kilka żelaznych pozycji z pamiętnego Jarocina (Siekiera, Wielkanoc, Mikrofony Kaniony), sygnowanych logo Manufaktura Legenda. - To nazwa serii wydawnictw archiwalnych. Ale pracuję nad kilkoma współczesnymi projektami. Wkrótce na rynku pojawią się płyty zespołu Radio Propaganda i grupy Fire In The Hole - mówi Sławek.

W tym roku W Moich Oczach ma wydać długo wyczekiwany pięciopłytowy box z jarocińskimi archiwaliami. W jego przygotowaniu pomaga Sławkowi badacz kultury Robert Jarosz. - Ludzie przestali już wierzyć, że nam się uda. Box to nie tylko pięć płyt z muzyką, ale i zapis faktów oraz bogaty wybór niepublikowanych wcześniej zdjęć - mówi współpomysłodawca. To projekt z gatunku wyjątkowo ambitnych. - Chciałbym móc utrzymywać się z wydawania płyt. Niestety firma nie przynosi dużych zysków i muszę równolegle pracować na dwóch etatach. Obecnie w ciągu roku wydaję mniej tytułów niż na początku działalności - podsumowuje Sławek. Liczne maile z podziękowaniami przekonują go jednak, że ma dla kogo się trudzić.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos