http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Róża": kole duszę, umysł, oczy

Łukasz Figielski, magazyn "Logo"
2012-02-02, ostatnia aktualizacja 2012-02-02 16:03

To najbardziej wyczekiwana polska premiera początku roku - "Róża" Wojciecha Smarzowskiego. Film gorąco dyskutowany, o którym nie pisze się inaczej niż w superlatywach i delikatniej niż: "wstrząsający", "dramatyczny" czy "drastyczny"

Róża
Fot. materiały promocyjne
Róża
ZOBACZ TAKŻE
A pisało się już w maju, gdy film został głównym kandydatem dziennikarzy do gdyńskich Złotych Lwów. Skończyło się na wyróżnieniu krytyków i nagrodzie dla Marcina Dorocińskiego. Na październikowym Warszawskim Festiwalu Filmowym "Róża" zdobyła Grand Prix. Po seansie na scenę wyszedł wyżej wymieniony, szturchnął po kumpelsku równie zagubionego Eryka Lubosa i... wybiegł z sali. Powrócił po chwili ze szklistymi oczami i ze słowami: "Nie powinienem tego oglądać powtórnie, za mocne".

Oczywiście, romantycznego musicalu pt. "Bitwa warszawska" nie można na szczęście nazwać reprezentatywnym dla współczesnego polskiego kina historycznego, ale nawet świetnemu "W ciemności" daleko do ciężaru "Róży".

"Małżowina", "Wesele", "Dom zły" - po Smarzowskim, drążącym człowieka i Polskę coraz głębiej i coraz grubszym wiertłem, nie mogliśmy spodziewać się niczego innego. W dużej mierze dzięki ważkiemu historycznie, ale i nasyconemu emocjami scenariuszowi Michała Szczerbica, to także najdojrzalsze dzieło w tej wciąż skromnej ilościowo, ale imponującej jakościowo filmografii. Umiejętność dobierania współpracowników jest kolejnym z talentów reżysera. Po raz drugi zdjęcia powierzył Piotrowi Sobocińskiemu, a muzykę Mikołajowi Trzasce - nie sposób wyobrazić sobie "Różę" bez przepalonych kadrów i niepokojących dęciaków.

Wreszcie niesamowici aktorzy. Agata Kulesza jako mazurska męczennica na ziemi utraconej. Pozbawianą godności - ale nie wewnętrznej siły - kobietę przed aktami polsko-sowieckiej nienawiści próbuje chronić Dorociński, zabłąkany akowiec w powojennej konspiracji, świadek śmierci jej męża. Miłość, jaka nieśmiało połączy dwoje niedobitków, odgrodzi ich od złego świata skuteczniej niż pole minowe chałupniczo-partyzanckiej roboty.

W takich czasach niewielu potrafi utrzymać higienę moralną. Zwłaszcza u Smarzowskiego. Repatriant zza Bugu, Jacek Braciak, poczciwy mąż przykładnej gospodyni Kingi Preis (chłopi jak ze "Samych swoich"!), mimo skazy jawi się jednak jako postać dobroduszna. Na tym ugorze każdy orze jak może. Cwaniak Lech Dyblik, golibroda Jerzy Rogalski, pastor Marian Dziędziel. Warto podkreślić, że na to męskie trio oczy mainstreamu otworzył Smarzowski właśnie - i konsekwentnie kontynuuje współpracę. Z galerii jego ulubionych aktorów, których śmiało możemy zaliczyć do kategorii "prawdziwych facetów", mamy też Roberta Wabicha, Grzegorza Wojdona, Andrzeja Zaborskiego, Marcina Juchniewicza, no i przede wszystkim Eryka Lubosa - rosyjskiego mordercę, szabrownika i gwałciciela. Wynajdywanie lub odkopywanie talentów, a potem promowanie już jako swoich, to sprawdzona metoda "na Tarantino". Smarzowskiego trzeba postrzegać w tej właśnie kategorii: najciekawszego reżysera swoich czasów w swoim kraju.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów