Wisława Szymborska była noblistką, choć bardzo nie podobało się poetce zamieszanie, które otrzymanie nagrody wokół niej wywołało. Wiadomość o Literackiej Nagrodzie Nobla spadła na poetkę jak grom z jasnego nieba. „W życiu Wisławy Szymborskiej czas dzieli się na epokę przed »tragedią sztokholmską « i epokę »po tragedii sztokholmskiej «. W Polsce rozpętało się patriotyczne tsunami zbiorowego entuzjazmu - w którym Wisława, rzecz jasna, nie zamierzała uczestniczyć.” Opisuje to niezwykle barwnie Jerzy Illg w wydanej przed trzema laty książce*.
>> Bohaterka limeryków Na gorąco stała się bohaterką limeryków. Jeden wyszedł spod pióra Michała Rusinka, który przez piętnaście lat był sekretarzem poetki.
Kiedy Nobla dostała poetka z Krakowa,
wiersze poczęła czytać Polaków połowa.
Tylko lud z okolic Płocka
Sądził, że Nobla dostała Wisłocka.
Ot, typowa freudowa czynność pomyłkowa
Ten wiersz można zadedykować wicemarszałkini Sejmu Wandzie Nowickiej, która wczoraj w nocy napisała na Twitterze: "Coraz mniej wielkich ludzi - najpierw Havel, teraz Wisłocka".
>> Fotografia przed Noblem z Noblem Jeszcze przed wyjazdem poetki na ceremonię rozdania nagród, zapowiedziała się z wizytą w Polsce fotografka ze Szwecji. Ku przerażeniu Wisławy Szymborskiej, miała robić jej zdjęcia. Z bliska! Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa Znak, wymyślił rozwiązanie: "Zabierzemy ją na spacer z Noblem pod Kopiec Kościuszki. Będzie miała ciebie, piękne plenery i Nobla. Nobel - takie imię nosił nasz dorodny owczarek berneński". Wszyscy byli zachwyceni: poetka, fotografka i Nobel.
>> Faux pas nagrodzone brawami Greta Garbo poezji - w taki sposób nazwali Wisławę Szymborską dziennikarze szwedzcy.
Polska poetka z poczuciem humoru i inteligencją odpowiadała na nie zawsze najłatwiejsze pytania. "Zapytana na przykład, co sądzi o
Janie Pawle II jako poecie, z pełnym zakłopotania uśmiechem odparła: Papież jest nieomylny w sprawach wiary..." - opowiada Illg.
Gafa, która przydarzyła się poetce podczas ceremonii wręczenia nagród, sprawiła, że Szwedzi byli nią zachwyceni. "Po odebraniu insygniów skłoniła się królowi, po czym - miast Akademii - publiczności. Przyłapując się natychmiast na tym potknięciu, wykonała niepowtarzalny układ choreograficzny, wznosząc dłonie w pełnym rezygnacji geście, który miał oznaczać: "No, oczywiście, to mogło przytrafić się tylko mnie" - opisuje naczelny Znaku.
>> Lawina listów Powrót do Polski nie pozwolił poetce na odcięcie się od popularności. Listy przychodziły lawinowo. W jednym z nich - a przyszedł aż z Australii - noblistka mogła przeczytać, że nie musi czuć się samotna, gdyż oto ma dalszą rodzinę. Autor listu chciał nawet przyjechać do Polski, aby wytłumaczyć rodzinne koligacje. Poprosił uprzejmie jedynie o opłacenie czterech biletów do Krakowa. Dalej: "Zamożny Niemiec pragnął zapisać naszej noblistce wszystko w testamencie. Upewniałem się, czy dobrze przetłumaczono jej list hojnego ofiarodawcy i czy przypadkiem nie miało być odwrotnie" - opisuje Illg. Do przepisania majątku nie doszło, a korespondencja zakończyła się równie szybko, jak się zaczęła.
>> Wierszyk na żółtej karteczce Po otrzymaniu Nobla poetka na długo zamilkła. Rok 1997 był dla poezji stracony. Aż nieoczekiwanie napisała wierszyk na małej, żółtej karteczce i wetknęła w szparkę biedronko-świnko-skarbonki. Brzmiał:
Dzień mistrza spod Krakowa.
Michał Anioł niech się schowa!
>> Autografy Wisława Szymborska uważała, że ma zbyt długie imię i nazwisko, aby dawać autografy. "Wi-sła-wa Szym-bor-ska. Groza!" Skarżyła się, że ręka jej omdlewa po kilkunastu autografach. Illg: "Kwestia autografów wiąże się także z wpisywaniem dedykacji. Pamiętam jaką radość sprawiło Wisławie znalezisko w postaci: WDOWA - SIEROTA. Zwykła nią ostemplowywać książki, czasem zamiast, czasem zaś obok wpisanej dedykacji."
>> Loteryjki Nagroda, popularność i zamieszanie wokół jej osoby nie zmieniły Wisławy Szymborskiej. Niezmiennie organizowała loteryjki dla zaproszonych na kolację gości. "Goście losują z kapelusza numerki, którym opatrzone są kunsztowne fanty: przerażające okazy kiczowatych i doskonale zbędnych przedmiotów, takich jak krzykliwe czerwone skarpetki, piłka ze scenami z safari, nadmuchiwana postać z obrazu Muncha Krzyk, sztuczna szczęka z gumy do żucia, aparat do odciągania pokarmu (który ku radości Wisławy wylosował oczywiście mężczyzna) i inne niewyobrażalne gadżety - często dary przywożone z podróży przez przyjaciół."
Poetka pilnowała się zawsze, aby wśród fantów nie znalazły się przedmioty, które otrzymała od jednej z obecnych na kolacji osób.
>> Pocztówki - kolaże Robienie pocztówek - kolaży to był sposób na oderwanie się od rzeczywistości na kilka dni. Poetka gromadziła w specjalnych teczkach wycinane z gazet, starych katalogów dziwaczne tytuły, komunikaty, fotografie, ilustracje czy fragmenty obrazów. Poetka wycinała z nich absurdalne i niezwykle zabawne kolaże.
>> Przydrożne tablice, stara miłość Wisława Szymborska nie była podróżnikiem. Podróżą jej życia był wyjazd
samochodem do Wenecji. "Jeszcze przed granicą Wisława zażądała sfotografowania jej pod tablicą miejscowości Nierodzim. - Mam już Poronin, to będę miała do kompletu - cieszyła się. Fotografowanie się z niecodziennymi nazwami miejscowości na przydrożnych tablicach to jej stara miłość".
Kiedyś Jerzy Illg, współtowarzysz podróży postanowił zrobić poetce kawał. Poprosił grafika, aby wmontował postać noblistki pod tablicami z nazwami miast: Probostwo, Boże Pole, Święte. "Wisława (która nigdy w życiu palcem nie tknęła klawiatury komputera) obrzuciła zdjęcia szybkim spojrzeniem i stwierdziła "Wmontowałeś mnie tam komputerowo".
>> Salceson i kawa w Wenecji Już w Wenecji nie obyło się bez przygód. Kiedy poetka otrzymała na
śniadanie niezbyt apetyczny salceson, skomentowała: - Od selcesonu wymagam jedynie, żeby był dobrze ogolony.
Poetka udzieliła przyjaciołom też wielkiej lekcji zwiedzania zabytków i oglądania dzieł sztuki. Wisława wchodziła do muzeum, studiowała dwa-trzy obrazy i proponowała: - Może byśmy poszli na kawę? Bo czuję, że zaczyna mi w głowie chrupać.
>> Co poetka ma na myśli? Poetka nie znosiła pytań o sztukę poetycką. Jednak podczas jednego ze spotkań promocyjnych (to zdarzało się niezwykle rzadko) padło pytanie w kierunku poetki: - Pani Wisławo, tytuł pani tomiku brzmi „Chwila”. Czy miała pani na myśli Horacjańskie »Carpe Diem «, czy raczej czas marny opiewany przez Koheleta?.
Zakłopotana Wisława wzruszyła ramionami: - Iiiii, to już jak tam pani sobie chce.
>> Poetka i Woody Alen Wisława Szymborska powiedziała kiedyś w obecności dwóch dziennikarek, że jej marzeniem jest poznać Woody'ego
Allena i Jane Goodall. Dziennikarki natychmiast opublikowały to marzenie w "Gazecie Wyborczej". Jedno z czasopism nowojorskich musiało to przedrukować. Pewnego dnia przyszła pocztówka z Nowego Jorku. Pisała do niej Alice Quinn, ówczesna szefowa działu poezji w "New Yorkerze". Karteczka była mniej wiece następującej treści: "Podobno ma Pani ochotę poznać Woody'ego Allena i Jane Goodall. Pragnę powiadomić Panią, że gdyby tylko wyraziła Pani chęć przyjazdu do Nowego Jorku, z zaaranżowaniem spotkania z obojgiem nie będzie najmniejszych problemów". Co Wisława Szymborska na to? "Przecież ja się z nimi nie dogadam. Poza tym tam nigdzie nie wolno palić".
Cytaty pochodzą z książki "Mój znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach" (Kraków 2009 r.). Autor Jerzy Illg jest redaktorem wydawnictwa Znak. Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro@agora.pl