Scorsese, który zaczynał od opowieści o tym, jak źle żyje się ludziom na marginesie amerykańskiego społeczeństwa, przeszedł przez kino gangsterskie, wystawne filmy kostiumowe, biografie, thrillery a nawet serial, by po raz pierwszy w karierze zrobić film familijny. Prawdziwy, pełen staroświeckiego uroku, ale z drugiej strony - nakręcony w najnowocześniejszej trójwymiarowej technologii.
W 1930 roku w zakamarkach paryskiego dworca Montparnasse mieszka chłopiec imieniem Hugo (Asa Butterfield). Jest sierotą, jego ojciec zegarmistrz zginał w pożarze. Hugo odziedziczył po nim techniczną smykałkę - nakręca dworcowe zegary i naprawia znaleziony kiedyś przez tatę automaton, skomplikowaną maszynę, która umie rysować. Chłopiec nie może się jednak ujawnić, bo nadzorca stacji, inspektor Gustave (Sacha Baron Coen), z lubością wyłapuje wałęsające się po dworcu
dzieci i odsyła je do sierocińca. Na kradzieży - ale nie rogalika, tylko części mechanizmów zabawek - przyłapuje go w końcu właściciel dworcowego sklepu (Ben Kingsley). Odbiera chłopcu wszystko, co tamten miał w kieszeniach, w tym notes należący do ojca. Hugo będzie musiał odpracować kradzieże, ale dzięki temu pozna wnuczkę mrukliwego staruszka, wyjątkowo oczytaną Isabelle (
Chloe Moretz). Ta postanawia mu pomóc w odzyskaniu notesu. I tak zaczyna się wielka przygoda utalentowanego małego mechanika i elokwentnej panny. Co będzie dalej? Nie zdradzę - to byłoby przestępstwo wobec tego filmu. Przygotować się jednak należy na wiele niespodzianek.
W "Hugo i jego wynalazku" Scorsese zawarł nie tylko cały swój reżyserski kunszt, ale też całą miłość do kina. Historia dwojga dzieci toczy się na bardzo rozbudowanym wizualnie tle. W niektórych scenach, ale też w niektórych postaciach, odbijają się dawne filmy i dawni aktorzy z Harroldem Lloydem (zegary!) i Charliem Chaplinem na czele (choć może trudno w to uwierzyć, cień jego postaci można zauważyć w twarzy człowieka, który z subtelnym ciepłym humorem się nie kojarzy - Sachy Barona Coena). Stary Dworzec Montparnasse dzięki niezwykłemu sposobowi filmowania jest jeszcze jednym bohaterem tej historii.
Ale najważniejsze w "Hugo" są marzenia. Hugo marzy, żeby naprawić automaton, bo wierzy, że to jakoś pomoże mu skontaktować się z duchem zmarłego ojca. Isabelle marzy o tym, by przeżyć przygodę. Gustave marzy o miłości, ale się jej boi. Sklepikarz... nie. Zobaczcie w kinie.
Bardzo młode gwiazdy "Hugo i jego wynalazek" jest wycieczką w przeszłość, ale jednocześnie możemy w nim zobaczyć przyszłość kina. A to za sprawą dwójki młodych aktorów, którzy z wdziękiem wcielili się w role głównych bohaterów. Choć mają po 15 lat nie są debiutantami. I na "Hugo" ich kariery filmowe na pewno się nie skończą.
Asa Butterfield 15 lat skończy dopiero 1 kwietnia, ale ma już za sobą osiem lat występowania na scenie i ekranie. Zaczynał w londyńskim teatrze
dla dzieci. Potem były drobne role w angielskich serialach i filmach. Przełom przyszedł w 2008 roku wraz z dramatem "Chłopiec w pasiastej piżamie". Asa zagrał w nim małego chłopca, syna komendanta obozu koncentracyjnego, który zaprzyjaźnia się ze swoim rówieśnikiem zza drutów kolczastych. Trudno było zapomnieć jego wielkie smutne niebieskie oczy. W 2010 roku pojawił się m.in. w horrorze "Wilkołak" u boku Anthony'ego Hopkinsa i w familijnym "Niania i wielkie bum" z Emmą Thompson. Po "Hugo" jego następne zadanie będzie nie byle jakie - wcieli się w tytułowego bohatera ekranizacji powieści s.f. "Gra Endera", czyli genialnego małoletniego stratega będącego ostatnią szansą ludzkości w wojnie z kosmicznymi najeźdźcami. W filmie, który wyreżyseruje Gavin Hood, u jego boku zagrają m.in. Harrison Ford i Viola Davis. Asa i jego
rodzice nie chcą, żeby aktorstwo zdominowało jego dzieciństwo, więc kiedy nie występuje w filmach, nastolatek chodzi normalnie do szkoły, spotyka się z przyjaciółmi, gra na pianinie, w squasha i
gry komputerowe, czyta i bawi się z kotami.
Chloë Moretz Obchodząca dziś 15. urodziny Amerykanka z Atlanty ma jeszcze większe zawodowe doświadczenie niż jej angielski kolega. A jej ambitni rodzice mają nieco inne podejście do kariery córki. Kiedy Chloë zainteresowała się aktorstwem, matka i brat (który też miał zostać aktorem) skupili cały swój wysiłek na tym, by zrobiła karierę. Jako siedmiolatka zaczęła występować w serialach. W 2005 roku pojawiła się w remake'u horroru "Amityville" i jej kariera nabrała tempa. Były gościnne role w serialach, m.in. "Gotowych na wszystko", Chloë udzielała też głosu głównej bohaterce dobranocki "Moi przyjaciele - Tygrys i Kubuś". Sławę przyniosła jej rola Hit-Girl w filmie Matthew Vaughna "Kick-Ass" o dzieciakach, które wierzą, że są superbohaterami. Potem była małą wampirzycą w amerykańskim remake'u szwedzkiego horroru "Pozwól mi wejść" i w thrillerze "Texas Killing Fields". Po "Hugo" zobaczymy ją w kinach już w maju jako córkę Michelle Pfeiffer i Johnny'ego Deppa w bardzo dziwnym, pełnym wampirów, zombie, czarownic i innych stworów filmie "Mroczne cienie" Tima Burtona. Ma się także ponoć wcielić w bohaterkę komiksów, dziwaczną, mroczną trzynastolatkę znaną jako Emily the Strange.