http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świetna Meryl, twarda Margaret

Łukasz Figielski, magazyn "Logo"
2012-02-09, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 18:26

Brytyjska polityka nie przestaje fascynować Akademii Filmowej. Po "Królowej" i "Jak zostać królem", szanse na Oscara ma Meryl Streep, grająca w "Żelaznej damie" najważniejszą premier w historii Europy

Meryl Streep jako Margaret Thatcher - za tę rolę może dostać Oscara
Fot. Best Film
Meryl Streep jako Margaret Thatcher - za tę rolę może dostać Oscara
ZOBACZ TAKŻE
To jedyna nominacja dla drugiej fabuły, lubianej za wielką wodą, Phyllidii Lloyd, która zadebiutowała obrazem "Mamma Mia!". Współpraca obu pań okazała się na tyle udana, że Angielka (która w chwili obejmowania stanowiska przez Margaret Thatcher miała 22 lata) zaproponowała amerykańskiej aktorce rolę "swojej" premier. Rolę podwójną: postarzona Streep żyje przeszłością. Wspomnienia ukochanego, teka minister edukacji, wreszcie 21 lat urzędowania wita w głowie przychylniej niż nudny "dzień dzisiejszy". Rozgrywane równolegle retrospektywy ułożone są grzecznie, chronologicznie. Tak naprawdę to biograficzny tryptyk. Nastoletnią córkę aktywnego politycznie sklepikarza, potem absolwentkę Oksfordu i kandydatkę do Izby Gmin, odgrywa Walijka Alexandra Roach, dla której występ będzie zapewne trampoliną do kariery.

Złoty Glob i (siedemnasta!) oscarowa nominacja dla Meryl Streep - przy braku innych wyróżnień dla produkcji - są symptomatyczne. To świetna rola i niezły, ale nie wybitny film. Prosty psychologicznie, z nielicznymi materiałami archiwalnymi, nie rodzi pytań i nie przywołuje napięcia lat biedy, zamachów i wojen. Żelazna Dama, zgodnie z przydomkiem, jest twarda, służbę narodowi stawia ponad służbę rodzinie. Odrodzenie gospodarcze, walkę z IRA i odzyskanie Falklandów - ponad dobro, a nawet życie jednostek. Władcza, lecz skromna, sama rezygnuje ze stanowiska. Postępowanie Thatcher jest zawsze usprawiedliwione, jej konsekwencja chwalebna, a przeciwnicy słabi, koniunkturalni i głupi. To bardziej hagiografia niż dyskusja na temat.

Co ciekawe, aktorka mówi jak Brytyjka i - podobnie jak Colin Firth w "Jak zostać królem" - przechodzi w filmie kurs panowania nad głosem, a jej wizerunek zmienia się znacząco po tresurze u piarowców. Szkoda, że Akademia nie doceniła charakteryzatora ani drugoplanowej roli Jima Broadbenta jako pozytywnego duszka - wyrozumiałego, wspierającego męża. Zepchnięty tu do lekkiej, komediowej roli Denis "Pierwszy Baronet" Thatcher to materiał na jeszcze ciekawszą biografię.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów