Była wzorem, inspiracją, idolką - mówią największe gwiazdy, wspominające zmarłą w sobotę Whitney Houston. 48-letnia piosenkarka została znaleziona w hotelowym pokoju w Los Angeles
W lipcu zeszłego roku pożegnaliśmy królową R&B Amy Winehouse. W sobotę w hotelu w Beverly Hills znaleziono martwą Whitney Houston. Amy utonęła w alkoholu. Przyczyny śmierci Whitney nie są jeszcze jasne, ale o jej problemach z narkotykami było głośno.
W sobotę miała się pojawić na poprzedzającej rozdanie Grammy imprezie. Zamieniła się ona w wieczór wspomnień, na którym o gwieździe opowiadali muzycy i przyjaciele. Pod hotelem, w którym mieszkała, jej największe przeboje zaśpiewali fani. Tego wieczoru na Twitterze w . "Była jednym z największych głosów, jakie kiedykolwiek cieszyły Ziemię" - napisała Mariah Carrey. "Bez słów, tylko łzy" - dodała Rihanna. : "Ikoniczna, legendarna, innowacyjna, fantastyczna i szczera... Najlepsza na świecie".
Pięć oktaw do sławy
Houston wychowywała się w muzycznej rodzinie - śpiewała jej matka Cissy Houston, kuzynki Dionne Warwick i Dee Dee Warwick oraz najsłynniejsza z nich wszystkich - matka chrzestna - Aretha Franklin. A sama Whitney już jako pięciolatka śpiewała w kościelnym chórze gospel. Potem trenowała w chórkach u matki i klubie na Manhattanie. W 1985 roku wydała pierwszą płytę. "Whitney Houston" była najlepiej sprzedającym się krążkiem debiutanta w historii. Miała wtedy zaledwie 22 lata.
Od tej pory media rozpływały się nad jej pięciooktawowym głosem, a ona sama kolekcjonowała statuetki - była laureatką sześciu Grammy, 19 American Music Awards, pięciu People's Choice Awards oraz dwóch Emmy. Zapraszano ją na największe gale i wydarzenia. Jej wykonanie amerykańskiego hymnu na finale Super Bowl z 1991 roku do dziś uważane jest na najlepsze w historii.
Swych sił próbowała także na ekranie. Ogromną popularność przyniosła jej w 1992 roku rola gwiazdy w filmie "The Bodyguard" u boku Kevina Costnera. A płyty - których sprzedała w sumie 170 mln - rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Przeboje "I Hate Nothing", "I'm Every Woman" czy podebrany Dolly Parton "I Will Always Love You" uczyniły z niej gwiazdę.
Spadająca gwiazda
W życiu prywatnym piosenkarki zaczęło dziać się źle, gdy tylko związała się z muzykiem Bobbym Brownem. Na okładkach gościła nie z powodu muzyki, ale raczej skandali - gdy paparazzim udało się ją przyłapać pijaną czy poobijaną po bójce z mężem. Przyznała się do uzależnienia od kokainy i leków. Coraz częściej odwoływała swoje koncerty. Gdy w 1999 roku pojawiła się w Sopocie - zawiodła - kazała na siebie czekać aż godzinę, potem opatulona szalikiem mamrotała największe hity pod nosem. Jej głos brzmiał coraz bardziej szorstko. - To ja jestem swoim najgorszym diabłem - przyznała w słynnym wywiadzie z 2002 roku.
Ale jednak się podniosła. W 2005 i 2006 roku przeszła dwie terapie odwykowe. Po drugiej z nich rozwiodła się z mężem, dostała prawo do opieki nad córką. Wydawało się, że wraca do formy. Album "I Look To You" z 2009 roku dowiódł, że jeszcze na wiele ją stać. Planowała wielki powrót. Jaki by był, nie dowiemy się już nigdy.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro@agora.pl