>>
Oszczędzaj na zwierzakach Ten rok zaczął się dla kina latynoamerykańskiego nadspodziewanie dobrze. Na kultowym amerykańskim festiwalu Sundance nagrodzono chilijską produkcję "Służąca". Dwie nagrody - Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszy debiut reżyserski i Nagrodę im. Alfreda Bauera dostał urugwajski "Gigante". - Oba tytuły będą do zobaczenia na tegorocznym festiwalu - zapewnia Piotr Kobus, organizator imprezy i wykładowca Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. - Cały kontynent dokonał zwrotu w lewo, władzę przejęli liberałowie, a to sprzyja kinu autorskiemu - dodaje. - Ostanie lata dla regionu łacińskiego to czas spokoju. Nie ma masowych problemów politycznych i wojen, a minimalny poziom spokoju to podstawa, żeby istniała sztuka filmowa. W Urugwaju, Argentynie i Chile po trudnym czasie dyktatur, artyści w końcu mają swobodę wypowiedzi, dlatego w filmach nareszcie pojawia się duża doza przyziemności i normalności.
"Służąca" to dobry przykład takiego uniwersalnego kina. To historia kobiety zmagającej się ze słabościami i... nową służącą. Ubiegłoroczny hit z Meksyku, "Los Bastardos" to również zwyczajna, choć nacechowana problemami społecznymi produkcja. Akcja toczy się w Los Angeles, gdzie dwóch młodych chłopaków, nielegalnych emigrantów, przemienia się w zabójców. - Ten film wiele mówi o relacjach między Amerykanami a Meksykanami - mówi Kobus. Z kolei kastowy wręcz podział społeczeństwa w Peru znajdziemy w filmie "Bogowie". Ta nagrodzona na kilku festiwalach produkcja opowiada o multimilionerach traktujących innych ludzi jak zwierzęta.
Na festiwalu nie zabraknie też filmów dotykających problemu handlu narkotykami w Ameryce Południowej. "Nie mam na imię Johnny", uhonorowany sześcioma nagrodami Brazylijskiej Akademii Filmowej, to niekończąca się narkotykowa impreza, bo opowiada o jednym z największych dealerów kokainy w Rio de Janeiro, a dziś popularnym producencie muzycznym. - Te filmy to nie jest styl "Niewolnicy Isaury". Sądzę, że dziś już nikogo nie trzeba przekonywać, jak przed 10 laty, że to fajne kino. Choć rzadko pokazywane - twierdzi Piotr Kobus. - Zachęcam, by ludzie wyszli z domów i poszli do kina, a potem wymienili się uwagami, porozmawiali o tym, co zobaczyli. Świadomość, że to region ciekawy również filmowo, już jest. Ale najlepiej zobaczyć to na dużym ekranie, w dobrej jakości, a nie oglądać samemu w domu jakąś ściągniętą z sieci wersję z kiepskim dźwiękiem.
Kalendarz projekcji we wszystkich miastach na www.manana.pl/10ffla
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl