>>
Hotel dla psa i kota na wakacje Tomasz Drabent i Michał Masłowski, pracownicy gorzowskiej galerii handlowej, marzyli, aby zrobić reality show. Nie przyznają się, w jaki sposób przekonali tajemniczego sponsora, ale twierdzą, że dał im prawie milion złotych na projekt (mikrofony, kamery, komputerowa obsługa techniczna, wynajęcie mieszkania). Ich program ma średnio 30 tysięcy odsłon dziennie, czyli jak na razie odnosi bardzo umiarkowany sukces. Prawie połowa widzów pochodzi z województwa lubuskiego. - To miał być lokalny program, chcieliśmy wypromować nasze miasto. Byliśmy zaskoczeni, że na casting zgłosili się ludzie z całej Polski - mówi Drabent.
Twierdzi, że nie zamierzał powielać Big Brothera, a zainspirowało go internetowe przedsięwzięcie Karoliny Dudy i jej chłopaka Piotra z Zielonej Góry. Para zainstalowała w mieszkaniu kilka kamer, ale po krótkim czasie bez podawania przyczyn zrezygnowała z eksperymentu, choć - jak ustaliła "Gazeta Lubuska" - miała 200 tysięcy wejść dziennie i obiecywała pokazywać się przez 10 lat.
Gorzowski program na razie trwa - były już nawet łzy, kłótnie, a jeden uczestnik na prośbę swojej narzeczonej zrezygnował z udziału.
Medioznawca prof. Wiesław Godzic twierdzi, że skończyły się czasy hiperrealności, tzn. dziś ludzi najbardziej interesuje to, czego muszą się domyślać, nie chcą, aby ktoś im wykładał kawę na ławę i tłumaczył puenty. W dokumentach filmowych jest więc obraz i dźwięk, których prawie nie widać i nie słychać, a furorę robi ostatnio oglądanie niewyraźnych kadrów z ultrasonografu, czyli podróż w głąb ciała. Naukowiec sugeruje, że dziś każdy gatunek TV ma w sobie coś z podglądania, a internet jako największe medium w największym stopniu skupia zjawiska telewizyjne, tworząc democratainment. To złożenie angielskich słów demokracja (democracy) i rozrywka (entertainment) - każdy w sieci ma prawo głosu, bez względu na to, czy ma coś ważnego do powiedzenia.
Twórcy gorzowskiej "Bitwy o sławę" przekonują, że internauci wciąż są głodni oglądania czyjegoś zwykłego życia, liczą więc, że się na tej potrzebie dorobią. W najbliższym czasie wprowadzą opłaty za podglądanie swoich bohaterów. A ci, to studenci: Adrian, Aleksandra, Ewelina, Natalia, Marta, Dawid. Mieszkają w domu bez zegarów i dostępu do wiadomości ze świata. Ich obecne życie polega na gotowaniu, praniu, sprzątaniu, leżeniu na kanapie, balkonie i graniu w playstation. - Zdarzają się też pikantne szczegóły, uczestnicy np. grali w butelkę i zadawali sobie intymne pytania np. czy kochali się z więcej niż jedną osobą - mówi producent. Aby zawodnicy nie "wymiękli", wypuszcza się ich z mieszkania na kontrolowane przez Wielkiego Brata atrakcje: skoki na bungee, bitwę paintballową i cotygodniową zabawę w klubie.
- Internet ośmiela nas jeszcze bardziej niż inne media do robienia rzeczy, o których do tej pory tylko marzyliśmy - kwituje Godzic. I ostrzega, że to w wirtualnym świecie kształtują się postawy moralne młodych ludzi. A gorzowskie reality show profesora "ani ziębi, ani grzeje", bo to po prostu krzyk, zwrócenie na siebie uwagi. Limitu brak.
Pierwszy Big Brother ruszył 16 września 1999 r. w Holandii.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl