http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szwedzki detektyw taki jak my

Maja Staniszewska
2009-09-01, ostatnia aktualizacja 2009-09-01 21:06

Od kilku lat rozkręca się moda na skandynawskie kryminały. Teraz, w jej epicentrum, telewizja Ale kino! pokaże brytyjski serial "Wallander" oparty na motywach książek Henninga Mankella

Wallander
Fot. Ale Kino
Wallander
ZOBACZ TAKŻE
>> Coś z niczego - zabawki dla oszczędnych

Jest spokojny słoneczny dzień. Przez pole kwitnącego rzepaku biegnie mężczyzna w średnim wieku, wymachując policyjną odznaką. Naprzeciw niego śliczna młoda dziewczyna oblewa się benzyną z kanistra i - choć policjant krzyczy "stój!" - zapala zapalniczkę. Dziewczyna i kwiaty wokół stają w płomieniach. Bezradny policjant patrzy oniemiały. Później zapyta: co to za świat, w którym 15-latka postanawia odebrać sobie życie, zamieniając się w żywą pochodnię? Poszukiwania odpowiedzi doprowadzą go do seryjnego mordercy.

Tak zaczyna się "Fałszywy trop", pierwsza część serialu BBC "Wallander", który od niedzieli będziemy mogli oglądać w Ale kino! Głównego bohatera - Kurta Wallandera, inspektora policji z prowincjonalnego Ystad - powołał do życia na początku lat 90. szwedzki pisarz, dramaturg i wydawca Henning Mankell. Od tego czasu na świecie sprzedało się ponad 25 mln kryminałów z Wallanderem. My w Polsce kupiliśmy ponad dziesięć procent z nich.

Sekret Mankella

Co tak pociąga w kryminałach Mankella? Surowy klimat, realizm graniczący czasami z brutalnością, czy bohater?

Mariusz Czubaj antropolog kultury, wykładowca, autor kryminałów a także wielki miłośnik twórczości Henninga Mankella wskazuje na samego Wallandera. - Jest everymanem. Wykracza poza model herosa, ale także poza model detektywa z czarnego kryminału amerykańskiego, samotnika walczącego z systemem. Nie ma jakiś szczególnych talentów, bardzo ceni pracę zespołową. Nie ukrywa tego, że się starzeje. Często choruje i ma cukrzycę i w dodatku wciąż się zastanawia, co się stało ze Szwecją z czasów jego młodości - opowiada Czubaj.

Nie wiadomo do końca, dlaczego młody Kurt Wallander postanowił zostać policjantem. Jego ojciec nigdy nie pogodził się z tą decyzją, a już na początku służby Wallander o mało nie przypłacił jej życiem: został pchnięty nożem przez pijaka podczas patrolu. Praca w policji kosztowała go małżeństwo. O mało też nie stracił przez nią córki. Od czasu do czasu Wallandera nachodzą wątpliwości, czy nie porzucić służby i nie poszukać spokojniejszej pracy w ochronie. Na szczęście dla swoich fanów nie robi tego. Powód jest prosty - Kurt Wallander jest świetnym policjantem.

- W dodatku kryminały Mankella to po prostu świetna literatura - dodaje Czubaj. - Używa krótkich zdań przypominających policyjne raporty i potrafi ten styl utrzymać przez całą powieść. To dodaje jej autentyczności.

Nie mniej zresztą, niż realizm, z którym Mankell nie waha się pokazać swojego bohatera podczas rozstroju żołądka, czy opisać samobójcze próby kilkulatków. Surowe krajobrazy Skanii - z zimnym wiatrem, szarym morzem i samotnymi domami stojącymi daleko od siebie dodatkowo działają na wyobraźnię.

Wallander w odcinkach

Miliony powieści sprzedanych na całym świecie to niejedyny przejaw popularności szwedzkiego inspektora. Kurt Wallander już po raz trzeci trafia na ekran. Najpierw dwa seriale nakręcili sami Szwedzi. Pierwszy, z Rolfem Lassgardem, był ekranizacją wszystkich ośmiu wydanych u nas do tej pory powieści oraz zbioru opowiadań, na który polscy fani Mankella wciąż czekają. Drugi, typowy serial telewizyjny, powstał według scenariuszy napisanych na motywach z powieści lub nimi inspirowanych, a w rolę komisarza wcielił się Krister Henriksson. Ten serial oglądać można w TV4.

Trzeci serial to już najwyższa telewizyjna półka. Nakręcili go dla BBC Brytyjczycy, a w tytułowego bohatera wcielił się Kenneth Branagh, jeden z najwybitniejszych brytyjskich aktorów, prawdziwy człowiek renesansu, specjalista od Szekspira. Wallander Branagha jest zmęczony, niewyspany, zaniedbany. Ma podkrążone oczy i nadwagę. Widać, że kłębią się w nim emocje, które wybuchają tylko od czasu do czasu.

Amerykański recenzent napisał o serialu "Wallander", że nie jest dla każdego, ale Bergman też nie był. W tym porównaniu jest sporo przesady. Z jego pierwszą częścią jednak zgodzić się trzeba.

Miłośnicy kryminałów z cyklu "zabili go i uciekł" mogą być "Wallanderem" zawiedzeni, a nawet znudzeni. Jednak miłośnicy historii, w których od tego, kto zabił ważniejsze jest pytanie, dlaczego, powinni być usatysfakcjonowani.

"Fałszywy trop", "Zapora", "O krok" we wrześniowe niedziele o godz. 20 (powtórki w środy ok. 22) w ale kino!

Syndrom cukrzycy wzbudził miłość czytelników

O serialu "Wallander" i jego bohaterze specjalnie dla "Metra" mówi Henning Mankell

Maja Staniszewska: - Jaka była Pana pierwsza myśl, kiedy dowiedział się Pan, że BBC chce zekranizować Pana powieści z Irlandczykiem specjalistą od Szekspira w roli głównej?

- Wspaniale!

Którą wersję Wallandera lubi Pan najbardziej?

- Kiedy zadają mi to pytanie w odniesieniu do książek odpowiadam zawsze, że nie można mieć ukochanego dziecka, trzeba wszystkie swoje dzieci kochać tak samo. To odnosi się także do seriali o Wallanderze.

Rozmawiał Pan z Kennethem Branaghiem o roli? Udzielał mu Pan jakiś rad?

- Nie. Nie sądziłem, żeby były mu potrzebne.

Nie wydaje się Panu, że Wallander Branagha jest nieco zbyt płaczliwy?

- Nie, uważam, że Kenneth zrobił fantastyczną robotę.

Był Pan zadowolony z finałowego efektu?

- I to bardzo. A kiedy serial zdobył pięć nagród BAFTA [brytyjskie Oscary] i dwie nominacje do tegorocznych Emmy - dla najlepszego aktora i za reżyserię, to pozwolę sobie zauważyć, że chyba nie byłem jedyny.

Dlaczego Wallander jest tak popularny w rozmaitych krajach, także w Polsce?

- Nazywam to syndromem cukrzycy. Kiedy zapytałem moją przyjaciółkę lekarkę, jaka chorobę mógłbym dać Wallanderowi natychmiast odpowiedziała - cukrzycę. I wtedy Wallander stał się jeszcze popularniejszy, bo wielu ludzi choruje na cukrzycę. Zatem odpowiedź brzmi: ponieważ się zmienia tak, jak ja i Pani. Ludzie nie są tacy sami przez całe życie. I Kurt Wallander też nie jest.

Zdecydował się Pan napisać jeszcze jedną książkę z Wallanderem, "Niespokojnego człowieka" [polskie wydanie już w przyszłym roku, jak zwykle w wydawnictwie WAB]? Dlaczego? Fani zdążyli już pożegnać inspektora...

- Zdałem sobie sprawę, ze jest jeszcze jedna historia do opowiedzenia - o samym Kurcie Wallanderze. I wtedy postanowiłem, że napiszę jeszcze jedną książkę.

"Niespokojny człowiek" będzie już na pewno ostatni? Szykuje Pan jakieś zakończenie w stylu "Kurtyny" Agathy Christie?

- Kiedy przeczyta pani książkę dojdzie pani do wniosku, że niemożliwe jest napisanie kolejnej.

Organizatorzy Festiwalu Kryminału we Wrocławiu chcieliby by był Pan honorowym gościem tego wydarzenia. Czy rzeczywiście odwiedzi Pan Polskę?

- Wiem, że mam w Polsce wielu czytelników i napełnia mnie to radością i wdzięcznością. Jednak mam dużo pracy z moim teatrem w Afryce, wiele podróżuję, więc nie jestem pewien, czy mi się uda. Jeśli czas pozwoli, to oczywiście.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos