>>
Uratuj polskie foki - Coś fantastycznego dzieje się w polskim kinie - mówił na zakończenie sobotniej gali wręczenia nagród 34. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni przewodniczący jury Krzysztof Krauze. - Odważne, zabawne, ciekawe świata filmy. Byliśmy nimi urzeczeni!.
Najważniejszą nagrodę festiwalu - Złote Lwy otrzymał debiutancki film 36-letniego Borysa Lankosza zatytułowany "Rewers". To niezwykła, zrealizowana w konwencji czarnej komedii opowieść z mrocznych czasów stalinizmu. Jej bohaterką jest Sabina, 30-latka z inteligenckiego domu, której babka i matka próbują - bezskutecznie - znaleźć męża. Kiedy w końcu Sabina poznaje przystojnego i szarmanckiego Bronisława, ten zmienia na zawsze życie jej rodziny. Grająca rolę Sabiny Agata Buzek i wcielający się w Bronisława Marcin Dorociński otrzymali nagrody aktorskie (on dla aktora drugoplanowego), doceniono także niezwykłe czarno-białe zdjęcia Marcina Koszałki i jazzującą muzykę Włodka Pawlika. Niestety, w kinach zobaczymy "Rewers" dopiero w listopadzie. Ale już dziś wiadomo, że film będzie nas reprezentował w drodze po Oscara - zostanie zgłoszony jako polski kandydat w kategorii "Najlepszy film nieanglojęzyczny".
Kolejny najbardziej doceniony film to "Dom zły" - druga po słynnym "Weselu" produkcja Wojciecha Smarzowskiego. Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego w pegeerowskiej wiosce milicjant próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa popełnionego cztery lata wcześniej. Wizja lokalna z udziałem głównego podejrzanego przeplata się z wydarzeniami sprzed lat. Wojciech Smarzowski został doceniony jako najlepszy reżyser i scenarzysta (wraz z Łukaszem Kośmickim).
W tej sytuacji wyróżnienia dla faworyta festiwalu: "Wojny polsko-ruskiej" Xawerego Żuławskiego na podstawie głośniej książki Doroty Masłowskiej, wypadają jak nagrody pocieszenia. Film otrzymał Srebrne Lwy, a grający w nim główną rolę Borys Szyc zasłużenie odebrał nagrodę dla najlepszego aktora. Jego Silny jest zapewne najbardziej brawurową kreacją w polskim kinie od lat.
Nie mogło się także obyć bez nagrody dla niespełna trzydziestoletniej Katarzyny Rosłaniec, autorki "Galerianek". Jej film to opowieść o gimnazjalistkach uprawiających seks z nieznajomymi za prezenty i pieniądze. Temat prostytucji nieletnich okazał się na festiwalu popularny - podejmują go również "Świnki" Roberta Glińskiego, a grający w tym filmie 15-letni Filip Garbacz otrzymał nagrodę za debiut aktorski.
Wyróżnienia specjalne - Platynowe Lwy za całokształt twórczości otrzymali nestorzy polskiego kina, reżyserzy Jerzy Hoffman i Kazimierz Kutz. Ten ostatni przerwał prawdziwie świąteczną atmosferę gali prosząc o minutę ciszy pamięci ofiar katastrofy w kopalni "Wujek-Śląsk". A właśnie po raz pierwszy od lat gala była równie dobra, jak festiwal. Największy zachwyt i salwy śmiechu wśród publiczności wzbudzały fragmenty klasyki polskiego kina (obchodzącego właśnie swe stulecie) zdubbingowane zupełnie nowymi tekstami. Najlepiej wypadło zatrzymanie Andrzeja Kmicica za zbyt szybką jazdę saniami z Oleńką i rozmowa prezydenta z premierem o szczycie UE w Brukseli podłożona pod "Wniebowziętych".
Najwyraźniej w Gdyni coś drgnęło. I wreszcie z nadzieją można oczekiwać kolejnego festiwalu - tym razem już w maju.