http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gdy z nieba spada kiełbasa

Maja Staniszewska
2009-09-24, ostatnia aktualizacja 2009-09-25 17:21

Deszcz hamburgerów, śnieg o smaku lodów truskawkowych, grad steków, a w końcu tornado spaghetti z klopsikami - to wszystko do obejrzenia już od dziś w zwariowanej animowanej komedii "Klopsiki i inne zjawiska pogodowe"


Fot. UIP
>> Jamniki mają swoją paradę



Zjedzcie coś. Oglądanie filmów o jedzeniu (nawet animowanym jedzeniu) z pustym żołądkiem nie jest wskazane. A tu jest na co popatrzeć. Młody naukowiec Flint Lockwood z niedużego miasteczka mieszczącego się na małej wysepce schowanej na mapie pod A (tym A od Oceanu Atlantyckiego), pragnie odmienić życie swoje i swoich sąsiadów, od lat skazanych na jedzenie sardynek. Lockwood od dziecka chciał ulepszać świat, wynalazł m.in. buty w sprayu, których jedyną wadą jest to, że nie da się ich zdjąć, i urządzenie do tłumaczenia myśli małpy, dzięki któremu można usłyszeć, że Zdzisiek, małpi asystent Lockwooda, jest "głodny, głodny, głodny". Teraz jednak Flint liczy na przełom. Udało mu się stworzyć maszynę zmieniająca wodę w jedzenie. Jest tylko jedne szkopuł - by ją uruchomić, potrzeba bardzo dużo prądu. Lockwood postanawia podłączyć się do miejskiej elektrowni i wykorzystać fakt, że wszyscy są zajęci otwarciem parku tematycznego o sardynkach. Jest tu także Sam Sparks, licząca na przełom w karierze pogodynka z nowojorskiej telewizji, mająca zrelacjonować wydarzenie. Flint podłącza maszynę, ale ta, zamiast zrobić zamówionego hamburgera, nabiera gigantycznej prędkości, demoluje sardynkowy park i ucieka w niebo. Lockwood znów jest pośmiewiskiem miasteczka, wszyscy, z Sam włącznie, są na niego wściekli. Do czasu jednak, aż z nieba zaczyna padać hamburgerowy deszcz i żywiący się od lat sardynkami ludzie mogą wbić zęby w miękką bułkę z soczystym kotletem, serem, ogórkiem i odrobią musztardy. Sam ma sensacyjny temat, mieszkańcy miasta darmowe jedzenie w każdej ilości, a Flint - uznanie. I wszystko jest super do momentu, kiedy jedzenie nie zaczyna przybierać gigantyczne rozmiary - tornado spaghetti z klopsikami i placków z syropem klonowym rozmiarów budynku grozi zagładą miasta, a później całego świata. Lockwood i Sam oraz Zdzisiek i jeszcze kilka barwnych postaci muszą wspiąć się na wyżyny swoich talentów, żeby ocalić Ziemię.

W "Klopsikach i innych zjawiskach pogodowych" spełnia się kilka marzeń. Marzenie psa z wiersza Brzechwy o spadającej kiełbasie, marzenia dzieci, żeby zamiast nudnego śniegu z nieba spadły lody o wielu smakach, marzenie młodego wynalazcy, żeby z pośmiewiska stać się idolem i marzenie stażystki z telewizji, żeby zostać prawdziwą pogodynką. Niektóre z tych pragnień okazują się jednak nieco niebezpieczne. Bo kiedy kiełbasa, a w tym przypadku parówka z hot doga jest tak wielka, że łamie latarnię, robi się niebezpiecznie. Od nadmiaru słodyczy z kolei boli brzuch i można zapaść w śpiączkę. A w chęci przypodobania się innym też można zabrnąć za daleko. Na szczęście dla bohaterów "Klopsików..." wszystko kończy się dobrze. Tak, jak powinno w zwariowanej animacji dla całej rodziny. Bo rodzina i jej wsparcie to rzecz ważna, o czym Flint Lockwood przekonuje się dobitnie w dramatycznym finale. Po drodze jest sporo śmiechu, nieco strachu (dlatego bardzo małym dzieciom filmu nie polecam, jedna ze scen może odebrać apetyt na pieczone kurczaki nawet dorosłym) i dużo, dużo, dużo jedzenia.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy