Maluchy, przez lata karmione disneyowskimi klonami Kubusia, wreszcie mają okazję poznać nowe przygody ulubionego bohatera w wersji bliższej oryginałowi. Właściciele praw do spuścizny A.A. Milne'a i E.H. Sheparda wybrali zaprzyjaźnionego i obeznanego z Puchatkiem autora, Davida Benedictusa, żeby napisał nowe przygody Misia o Bardzo Małym Rozumku. Benedictus, człowiek, który imał się wielu zajęć, ale jest m.in. pisarzem, i przygotowywał radiowe wersje przygód słynnego pluszaka, starał się jak najbardziej zbliżyć do oryginału. Był jednak świadomy, przed jakim staje wyzwaniem. Już we wstępie książeczki na zarzut Kłapouchego ("On to zrobi źle! Co on wie o osłach?") odpowiada słowami: "Oczywiście, nie wiem, mogę tylko zgadywać. Ale zgadywanie też może być fajne".
I rzeczywiście, jest fajne. Nowe ilustracje, utrzymane w klimacie oryginałów E.H. Sheparda, narysował znany na Wyspach ilustrator książek dla dzieci Mark Burgess, twórca postaci innego słynnego, angielskiego misia - Paddingtona. Podobnie, jak dwie oryginale książki, "Powrót do Stumilowego Lasu" składa się z dziesięciu historii i, co zapewne ucieszy miłośników Kubusia, dzieje się w tej samej epoce. W książce powraca Krzyś, który pożegnał się z lasem w "Chatce Puchatka", są wszystkie ulubione zwierzątka dzieci i jedno nowe. O treści książki niewiele wiadomo, wydawca do dziś trzymał ją w ścisłej tajemnicy. Niektóre sekrety zdradził nam Michał Rusinek, który przetłumaczył nowe przygody Kubusia Puchatka na polski.
Kubuś jest jak przyjaciel z dzieciństwa - rozmowa z Michałem Rusinkiem
Maja Staniszewska: Czy Davidowi Benedictusowi udało się przywołać Kubusia, jakiego znamy z oryginału?
Michał Rusinek: - Są różnego rodzaju publikacje kubusioidalne czy kubusiopodobne, ale ta książka to nie jest ten przypadek. "Powrót..." wyraźnie jest wymyślony jako kontynuacja oryginalnej wersji. David Benedictus robił adaptacje radiowe Kubusia Puchatka, audiobooki, więc na pewno jest człowiekiem "z uchem". I to ucho bardzo mu się przydało. Jego postaci są skonstruowane bardzo podobnie do oryginalnych, mówią wyrazistym, rozpoznawalnym językiem, od razu można się zorientować, że to jest Prosiaczek, a to Kłapouchy. Ale sama fabuła książki jest dużo nowocześniejsza, dynamiczniejsza, w Stumilowym Lesie dzieje się więcej. David Benedictus zachował wierność postaci, ich psychologii. Czy ta nowocześniejsza fabuła się przyjmie? Zobaczymy. Może zachęci współczesnych młodych czytelników do sięgnięcia po oryginalne opowieści Milne'a.
Jest jakaś nowa postać w "Powrocie...?
- Tak, i jest to nowe zwierzątko, zabawnie wymyślone, ale nie powiem jakie, bo zepsułbym cały dowcip. Dla czytelników obeznanych ze Stumilowym Lasem historie, działania bohaterów, a nawet to, co powiedzą, są przewidywalne, zaś nowy bohater w zabawny sposób łamie te konwencje. To coś nowego, świeżego.
Był pan na tłumaczenie przygód Kubusia poniekąd skazany - wcześniej tłumaczył pan wiersze Milne'a, zna pan też dobrze innego słynnego, anglosaskiego misia, Paddingtona. Czy ta praca była dla pana wyzwaniem?
- Tak. Były w tym zadaniu trzy punkty odniesienia - oryginalny Kubuś Puchatek, genialny przekład Ireny Tuwim i teraz nowa książka. Jakoś trzeba było je ze sobą pogodzić, ale ja lubię takie łamigłówki.
Jaka jest pana ulubiona postać z Kubusia Puchatka?
- Oczywiście Kłapouchy. Podobnie jak on postrzegam świat, dlatego zmartwiła mnie pogłoska, że Benedictus chce Kłapouchego trochę rozchmurzyć. Na szczęście okazała się nieprawdziwa - bohater nadal jest melancholijny
Co takiego mają w sobie anglosaskie misie, że poddajemy się ich urokowi od ponad 80 lat?
- To jakaś tajemnica. Trzeba pamiętać, że Kubuś Puchatek ma w sobie wiele z zabawki - przyjaciela z beztroskiego, bezpiecznego dzieciństwa, za którym tęsknimy.
Fragment ksiażki Davida Benedictusa "Powrót do Stumilowego Lasu" w przekładzie Michała Rusinka w prezencie od wydawnictwa Nasza Księgarnia:
ROZDZIAŁ PIERWSZY
w którym powraca Krzyś
Jak to się zaczęło? Nikt nie wiedział. Z początku była to zwykła leśna gadanina: szelest wiatru w drzewach, pianie koguta, wesołe szemranie strumyków. Potem pojawiła się Pogłoska: Krzyś wrócił!
Sowa powiedziała, że wie od Królika, Królik powiedział, że wie od Prosiaczka, Prosiaczek powiedział, że skądśtam wie, a Kangurzyca powiedziała, że trzeba by zapytać Kubusia Puchatka. W tak słoneczny poranek wydało się to Bardzo Dobrym Pomysłem, więc Prosiaczek popędził do Kubusia i zastał go przy liczeniu garnczków miodu.
- To nie do wiary - stwierdził Puchatek.
- Co nie do wiary?
Kubuś podrapał się łapą po nosku.
- Wolałbym, żeby stały spokojnie. A one się wiercą, kiedy myślą, że nie patrzę. Jeszcze przed chwilą było ich jedenaście, a teraz jest tylko dziesięć. To nie do wiary, prawda, Prosiaczku?
- Nie do wiary, ale do pary - powiedział Prosiaczek. - Jeśli jest dziesięć, ma się rozumieć. A jeśli nie, to nie.
Kiedy Prosiaczek usłyszał własne słowa, pomyślał, że nie było to całkiem to, o co mu chodziło, ale Puchatek już zajął się liczeniem i znowu przestawiał garnczki z jednego końca stołu na drugi i z powrotem.
- A niech to! - powiedział Puchatek. -- Krzyś by mi pomógł, gdyby tu był. Znał się na liczeniu. Zawsze wychodziło mu tak samo i za pierwszym, i za drugim razem. A przecież na tym właśnie wszystko polega.
- Ale Puchatku... - zaczął Prosiaczek, a czubek nosa lekko mu spąsowiał z podekscytowania.
- Z drugiej strony, niełatwo jest liczyć rzeczy, które nie chcą stać spokojnie w jednym miejscu. Jak płatki śniegu czy gwiazdy.
- Ale Puchatku... - Nos Prosiaczka zrobił się już całkiem czerwony.
- Ułożyłem o tym mruczankę. Czy chciałbyś jej posłuchać, Prosiaczku?
Prosiaczek już miał powiedzieć, że mruczanki to coś wspaniałego, a mruczanki Puchatka są najwspanialsze, ale ważniejsze są Pogłoski, gdy nagle pomyślał, że to bardzo miłe uczucie, jak ma się do Przekazania jakąś Bardzo Ciekawą Wiadomość, a potem przypomniał sobie mruczankę, którą Puchatek ułożył o nim, o Prosiaczku. Miała osiem zwrotek, czyli więcej niż wszystkie inne od początku świata, i każda zwrotka była o nim, więc Prosiaczek zawołał:
- Och, tak, Puchatku, proszę! - na co Kubuś nieco się rozpromienił, bo to miło, jak mruczanka się uda, bardzo miło, jeśli zrymuje się aż siedem zwrotek, ale mruczanka jest Prawdziwą Mruczanką dopiero wtedy, kiedy ktoś ją usłyszy. No, i choć miód zawsze dobrze smakuje, to zaraz po mruczance staje się po prostu wyborny.
Oto mruczanka, którą Puchatek wymruczał Prosiaczkowi w dniu, który zaczął się jak wszystkie inne dni, a potem stał się dniem bardzo szczególnym.
Gdy się garnczki liczyć chce ci,
poustawiaj rządkiem je -
w słońcu, jeśli słońce świeci,
w śniegu, jeśli pada śnieg.
I po chwili będziesz wiedział -
gdy policzyć radę dasz -
ilu garnczków miodu nie masz
oraz ile garnczków masz.
Źródło: Dziennik Metro