Tori Amos nazywa się tak naprawdę Myra Ellen i urodziła się 22 sierpnia 1963 roku w Newton w Północnej Karolinie w USA. Od strony ojca jest pół-Szkotką pół-Irlandką, od strony matki - indianką. Jak przystało na utalentowane dziecko uczęszczała do renomowanej szkoły muzycznej. W wieku pięciu lat była najmłodszą uczennicą The Peabody Conservatory. I - jak to z wielkimi talentami bywa - właśnie z tej szkoły ją wyrzucono. Na egzaminie zamiast przepisowego Mozarta wykonała swój autorski utwór, który komisja konserwatorium uznała za herezję. Pierwsze solowe występy dawała w klubach dla gejów, gdzie jej nieodzownym towarzyszem w roli przyzwoitki był jej ojciec - protestancki pastor.
Jej drogę artystyczną i to, że oprócz piosenkarki stała się też działaczką społeczną ugruntowały dramatyczne wydarzenia. W wieku 21 lat, została sterroryzowana, uwięziona i zgwałcona przez jednego z uczestników swojego koncertu w Los Angeles. Tę historię opowiedziała w piosence "Me and a gun", która nieoczekiwanie stała się dla niej samą kojącą terapią, a dla wielu innych ofiar maltretowania - źródłem pocieszenia. Od tego momentu jej kariera muzyczna nabrała rozpędu. Wydany w 1993 roku album "Little Earthquakes", okazał się wielkim sukcesem.
Tori Amos zyskała nową publiczność. Założyła fundację RAINN (Narodowa sieć do spraw gwałtu, molestowania i kazirodztwa) i uruchomiła czynny całą dobę telefon, pod którym osoby poszkodowane w każdej chwili mogą zadzwonić i uzyskać pomoc. Obecnie RAINN odbiera 75 tysięcy rozmów rocznie. Artystka zasila tę fundację przeznaczając wpływy ze sprzedanych biletów z pierwszych rzędów jej koncertów.
Tori Amos zaśpiewała w Polsce już 4 koncerty, ostatni wiosną tego roku. 9 października zaśpiewa w Domu Tańca i Muzyki w Zabrzu a dzień później w warszawskiej Sali Kongresowej. Będzie promowała swój dziesiąty studyjny album "Abnormally Attracted To Sin" i z pewnością ponownie zahipnotyzuje swoim niepokojącym głosem.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl