Bohaterem książki jest młody radziecki wojskowy polskiego pochodzenia Paweł Lewart. Gdy z radziecką interwencją zjawia się w górach Hindukuszu, wojna wciąga go absolutnie: liczą się tylko koledzy i kolejne zadania. Do dnia, w którym w skalistym wąwozie nie natknie się na złotą żmiję i nie pozwoli jej zastrzelić. Tylko sobie znanym sposobem pozwoli ona młodemu żołnierzowi wcielić się w poprzedników, którzy też próbowali podbić Afganistan - podporucznika Edwarda Drummonda z 66. pułku piechoty Jej Królewskiej Mości oraz tetrarchy Herpandra z armii Aleksandra, Wielkiego Króla Macedonii. Czym dla nich zakończyło się spojrzenie w złote oczy żmii? Czym może się zakończyć to spotkanie dla żołnierzy z 18. bielskiego batalionu desantowo-szturmowego, który już współcześnie, w ostatniej scenie książki spotyka żmiję? W realnym świecie zostali oni oskarżeni o zbrodnię wojenną - ostrzał cywilów w wiosce Nangar Khel. Jak pokazuje w swojej powieści Sapkowski, w Afganistanie nie takie rzeczy już się zdarzały.
To właśnie opisy żołnierskiej codzienności stanowią najlepszą część "Żmii". Kiedy radzieccy żołnierze piją za wojnę, która wybawia ich od cywilnego życia pełnego niepewności, trudno nie przyznać im racji. Kiedy mszczą się za zamach na swój posterunek, masakrując cywilów, trudno jednoznacznie potępiać.
To wielka umiejętność i wielka zaleta Sapkowskiego - umieć stworzyć kompletny i wiarygodny świat. Ale niestety, zdezorientowany czytelnik może tu utknąć między BMD, BMP, BRDM i BTRami, czyli różnymi typami wozów bojowych i opisami potyczek. Bohaterowie są tu zaledwie naszkicowani. Istnieją w tej książce momenty wciągające, jak otwierająca scena ataku Afgańczyków na radziecki konwój, która przywołuje na myśl sceny z głośnego filmu "9. kompania" Fiodora Bondarczuka. Niestety, porównywalne napięcie już więcej się w książce nie pojawia. Trochę mało, jak na mistrza fantasy. Nie mówiąc o tym, że i fantasy jak na lekarstwo. I jeszcze jedno - gdzieś zginął charakterystyczny humor Sapkowskiego, czasem czarny, czasem ironiczny. "Żmija" mogłaby być doskonałym opowiadaniem. Jest taką sobie powieścią.
Andrzej Sapkowski: Afganistan znam z ballad Maja Staniszewska: Afganistan to temat na czasie - właśnie minęła ósma rocznica interwencji, a my straciliśmy dwóch kolejnych żołnierzy. Odwiedził pan ten kraj? Andrzej Sapkowski: - Nigdy nie byłem w Afganistanie. Na potrzeby powieści korzystałem książek, gazet, internetu, radia, filmu, słuchałem też ballad powstałych w czasach wojennych. Zbieranie materiałów do takiej powieści jak "Żmija" musi trwać dobrych kilka lat. Nie znam pasztu, ani dari, biegle za to posługuję się między innymi rosyjskim i angielskim - lektury w tych właśnie językach szczególnie polecam.
Włożył pan wiele wysiłku w odtworzenie wojskowego żargonu. Nie boi się pan, że czytelnik się nim zmęczy? - To książka o wojnie i żołnierzach, a to wymusza fachowe nazewnictwo. Czy wyobraża sobie pani obraz batalistyczny bez natłoku koni i jeźdźców lub epopeję o upadku starożytnego świata kręconą w zacisznym M-3? Każda rzecz i każde słowo mają w "Żmii" swoje miejsce i znaczenie. Są potrzebne, bo budują nastrój, ukazują bohaterów z różnych perspektyw, pozwalają zrozumieć motywacje.
Złota żmija z pana powieści istnieje jako symbol w jakiejś kulturze? - Ja ją opisałem i to wystarczy. Jeśli nie istniała, to już istnieje.
Po przeczytaniu całości poczułam jednak rozczarowanie - czy nie jest tak, że "Żmija" miała być opowiadaniem, ale zanadto się rozrosła? - To pani zdanie, czytelnicy mogą mieć inne. Ja też mam inne, i to krańcowo. I pozwolę sobie pozostać przy swoim.
Czym jest dla pana "Żmija"? Książką antywojenną, protestem przeciwko naszemu udziałowi w wojnie w kraju, w którym nikt od Aleksandra Wielkiego, przez Brytyjczyków, po Rosjan nie wygrał? A może po prostu kolejną pracą? - I tym, i tym, i tamtym, i jeszcze chyba czymś więcej.
Wiem, że uznaje pan Geralta za zamknięty rozdział, ale zapytam: czy wróci pan jeszcze do jego świata? - Nie będzie żadnych prequeli, ani sequeli. Jeśli chodzi o samą postać wiedźmina - reszta jest milczeniem.
Nad czym pan teraz pracuje? - Nad czymś zupełnie nowym.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl