>>
Jeżowe pogotowie
Tymona Tymańskiego wysłuchał Artur Tylmanowski
Każdy kij ma dwa końce. Ale jak to się mówi - istnieje też proca. Kradzież muzyki Kazika [jego płytę dwa tygodnie przed premierą wyniesiono z tłoczni, skopiowano i wrzucono do sieci] jest i będzie kradzieżą, niemoralnym aktem uszczuplania dochodów artysty. Jako kradzież, akt ten podpada pod odpowiednie paragrafy prawa karnego.
Z drugiej strony - a druga strona jest tu bardzo istotna - artyści też ponoszą sporą winę za eskalację złych emocji wokół ściągania muzyki. Wszyscy artyści - choćby Kazik, Brylewski, Maleńczuk, Grabaż, Staszczyk czy Tymański - przez całe lata korzystali z muzyki ulubionych artystów za darmo. Korzystali, bo była komuna i w Polsce nie funkcjonowały uniwersalne prawa autorskie. Na pęczki przegrywaliśmy muzykę z radia, kupowaliśmy nielegalne winyle, zadłużając się u zachodnich artystów, którym wisimy życiową inspirację i tantiemy.
Dlatego staram się kupować jak najwięcej muzyki na płytach - z wdzięczności do rzeczonych artystów i ich rodzin. Mam kolekcję prawie tysiąca płyt, których nawet nie słucham - bo większość znam na pamięć. Nie kolekcjonuję "przepałek" i nie ściągam muzyki z sieci. A jednak dziwi mnie, w jaki sposób rockowi liberałowie i socjaliści (w dobrym sensie tego słowa) przechodzą na stronę konserwatywno-represyjną. Czym innym jest ściąganie muzyki dla siebie, dla własnej inspiracji, a czym innym kradzież płyty i sprzedawanie jej wbrew woli artysty. Trudno, żeby młody człowiek kupił sobie tysiąc płyt. A przecież to, czego słuchamy między 15. a 25. rokiem życia, stanowi nasz najcenniejszy i formatywny kapitał, daje nam kopa na resztę życia. Całe życie wracamy do naszych Beatlesów, Velvetów, Doorsów, Clashów, Pistolsów, Joy Division, Nirvany. Starzejemy się i żadne Arctic Monkeys nie jest w stanie zwiększyć ani nie osłabić naszej muzycznej erekcji - może jedynie wjechać nam na ambicję. Dlatego dziwię się, skąd ta konserwatywna zaciekłość moich starszych kolegów w stawianiu znaku równości pomiędzy ściąganiem z netu dla siebie a zarobkowaniem z kradzieży intelektualnego dobra innych. Panowie - do cholery, to nie to samo! Jeśli uważacie, że to samo, bądźcie konsekwentni i wsadzajcie ludzi za posiadanie skręta marihuany i obcinajcie ręce za kradzież.
Uważam, że należy: primo - uwolnić mp3 i rozpowszechniać je w sieci za darmo. Secundo - zaprzestać wyzywania młodych ludzi od złodziei i dać im szansę posłuchać muzyki, a w dalszej perspektywie zapłacić za teraźniejszą inspirację. Jeśli oni są złodziejami, powinniśmy ich zrozumieć - też byliśmy złodziejami. Tertio - zacząć egzekwować sankcje prawne wobec prawdziwych złodziei, którzy usiłują uszczuplić dochody artysty i bez jego zgody kupczą jego dziełem. Howgh.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl